EnergiaPro: Rozwiązanie problemu KDT kluczowe dla budowy wolnego rynku
06:32
03.07.2006
Z Dariuszem Stolarczykiem, prezesem koncernu EnergiaPro, rozmawia Dawid Kocik
Od 1 lipca 2007 r. wszyscy polscy odbiorcy energii elektrycznej będą mogli wybrać dostawcę prądu na wolnym rynku. Jak Koncern EnergiaPro przygotowuje się do tej zmiany?
- W naszym przypadku z prawa wyboru dostawcy energii elektrycznej będzie mogło skorzystać 1,6 mln odbiorców. Tymczasem dziś uprawnionych do tego jest 160 tys. naszych klientów. Przygotowując się do pełnej liberalizacji rynku wdrażamy postanowienia unijnej dyrektywy, która nakazuje rozdzielenie działalności związanych z wytwarzaniem, dystrybucją i obrotem energią elektryczną. W myśl tych przepisów wytwarzaniem, przesyłaniem i sprzedażą energii elektrycznej mają się zajmować osobne podmioty. Wydzieliliśmy już spółkę zajmującą się produkcją energii w ramach naszego koncernu, przygotowujemy się również do utworzenia spółki obrotu. W tej chwili jesteśmy na etapie rozmów ze stroną społeczną. Przy tej okazji trzeba sobie jednak postawić pytanie, czy spełnione są wszystkie warunki potrzebne do budowy wolnego rynku energii w Polsce.
A nie są?
- Kluczowym problemem, który wymaga rozwiązania jest kwestia kontraktów długoterminowych zawartych między elektrowniami i elektrociepłowniami, a Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Miały one służyć modernizacji elektrowni, jednak cena energii kupowanej w ich ramach jest wyższa od tej na wolnym rynku. Jednocześnie na przedsiębiorstwa zajmujące się dostarczaniem energii bezpośrednio do odbiorców nałożony został obowiązek zakupu określonej ilości energii w ramach tych kontraktów. W przypadku EnergiiPro to ponad 40 proc. ogólnej ilości energii. Tymczasem jej cena na wolnym rynku hurtowym - oczywiście bez kosztów przesyłu - wynosi dziś ok. 120 zł za megawatogodzinę. Natomiast w elektrowniach objętych kontraktami długoterminowymi sięga ona nawet 200 zł za MWh. To znacząca różnica. Trzeba też mieć świadomość obowiązków, jakie Polska przyjęła na siebie przystępując do Unii Europejskiej. To m.in. konieczność zużywania przez krajowych odbiorców stosownego procentu energii odnawialnej i tej pochodzącej ze skojarzenia (wytwarzanej w elektrociepłowniach, a więc w tzw. skojarzeniu z ciepłem - red.). W naszych realiach jest to energia droższa od tej wytwarzanej w konwencjonalnych elektrowniach opalanych węglem. Te obowiązki również wpływają na podniesienie cen.
Rząd przygotował program zmian w energetyce. Zakłada w nim łączenie wytwórców prądu z jego dystrybutorami, czyli tzw. konsolidację pionową. Czy to nie spowoduje wzrostu cen?
- Mówiąc o tym programie nie sposób pominąć jego trzech podstawowych celów.
Pierwszy to zwiększenie efektywności w sektorze, drugi cel to oczywiście zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, a trzeci to zmniejszenie negatywnego wpływu branży energetycznej na środowisko. Z każdym z nich wiążą się określone problemy, ale budowanie dużych przedsiębiorstw energetycznych stwarza realne szanse ich pokonania. Jest to także dobry sposób na optymalne wykorzystanie potencjału łączonych firm, czego najlepszym przykładem jest dziś, utworzona w wyniku konsolidacji poziomej, EnergiaPro. Nie wolno przy tym zapomnieć, że już niedługo będziemy konkurować nie tylko na polskim rynku, ale także na rynkach sąsiednich. Na pewno na południu i zachodzie, być może też za wschodnią granicą, gdzie energia jest znacznie tańsza niż u nas.
Rządowe plany przewidują, że EnergiaPro stanie się częścią grupy energetycznej wokół Południowego Koncernu Energetycznego, który skupia elektrownie ze Śląska i Małopolski. Nie wiadomo w jaki sposób zostanie przeprowadzone to połączenie. Prostszym rozwiązaniem od przejmowania wszystkich mniejszych spółek przez większą jest chyba utworzenie holdingu?
- Myślę, że tak. Uważam, że zawiązanie nowej spółki i wymiana akcji między nią a firmami tworzącymi holding jest znacznie prostsza, a także mniej ryzykowna. Unikamy chociażby konieczności zmian stosunków formalnoprawnych z każdym z 1,6 mln naszych odbiorców. Jeżeli natomiast miałoby się to odbywać przez przejęcie, to trzeba pamiętać, że takim procesom towarzyszy obowiązek przeszacowania majątku i urealnienia jego wartości. Z tymi działaniami wiąże się również obowiązek zapłacenia podatku. Szacuje się, że przy tworzeniu Polskiej Grupy Energetycznej podatki z tego tytułu mogą sięgnąć nawet 2,5 mld zł. W naszym przypadku - czyli grupy tworzonej wokół PKE - może wystąpić podobny problem. Warto więc zastanowić się, czy przejęcie to jedyna droga.
Rządowy harmonogram przewiduje utworzenie i PGE, i grupy wokół PKE do końca listopada tego roku. To realny termin?
- To oczywiście bardzo krótki okres na przeprowadzenie takiej operacji. Tak więc, im szybciej weźmiemy się do tej pracy, tym większa jest szansa, że uda się zakończyć proces w wyznaczonym terminie.
Źródło:
