Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Rozrzutna armia

06:19 07.07.2006



W połowie lutego miał zostać rozstrzygnięty przetarg na śmigłowiec do transportu VIP-ów. Miał, ale nie został. Cała procedura trwała kilka lat. Wojsko, które zajmuje się transportem najważniejszych osób w państwie, a konkretnie 36. Pułk, pilnie potrzebuje 6-8 nowych maszyn. Zgłosiły się trzy firmy z następującymi modelami: Sikorsky S-92A Helibus, AgustaWestland EH101 i Eurocopter EC225. Wojsko podało oczywiście szczegółową specyfikację, dotyczącą swoich wymogów, tyle że za maszyny chciano zapłacić nie więcej niż 500 mln zł. Tymczasem, według porównania cen z rynku światowego, 6 śmigłowców z wyposażeniem, utrzymaniem sprzętu, serwisem oraz szkoleniem pilotów i techników kosztowałoby ok. 750 mln zł. Sprawdzić to może każde dziecko, nawet w Internecie. - To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Czemu wojsko, wiedząc ile kosztują śmigłowce na rynkach światowych, ustaliło taką cenę, iż wiadomo było, że nie mogą się na nią zgodzić producenci - mówi pełnomocnik ds. procedur antykorupcyjnych Maciej Wnuk, doradca w gabinecie politycznym ministra obrony narodowej. Jedna z teorii spiskowych mówi, że chodziło o celowe zdyskredytowanie przetargu po to, żeby w kolejnym wygrała firma, za którą lobbuje cześć wojskowych i polityków. Jeśli tak, to ta pokerowa zagrywka przyniosła rezultat. Nowy przetarg zostanie ogłoszony w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Tym razem wojsko chce kupić już nie tylko śmigłowce do transportowania VIP-ów, lecz także dla własnych potrzeb. Według przybliżonych szacunków analityków potrzeba przynajmniej 50 śmigłowców nowej generacji, mogących pełnić zarówno zadania transportowe, jak i uczestniczyć w misjach poszukiwawczych dla Marynarki Wojennej czy zwalczaniu okrętów podwodnych. - Większa liczba zamówionych śmigłowców pozwoli nam zejść z ceny producenta i po prostu targować się - dodaje Maciej Wnuk.

Rosomak atakuje

W ciągu ostatnich kilkunastu lat na chybione lub po prostu idiotyczne pomysły wydano ponad 2 mld zł. To o 500 mln więcej niż wynosił cały zeszłoroczny budżet Ministerstwa Obrony Narodowej. Za tę sumę można by kupić około 300 właśnie wchodzących na wyposażenie armii transporterów opancerzonych Rosomak.

A historia przetargu na ten pojazd jest równie skomplikowana i dziwna jak dobry film szpiegowski. Wszystko zaczęło się od oskarżenia byłego wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa o korupcję. Śledztwo wobec niego wszczęto w lipcu 2001 roku. Prokuratura twierdziła, że jego asystent Zbigniew F. miał w imieniu swojego szefa domagać się łapówek od startujących w przetargach koncernów zbrojeniowych; wiceminister miał też nie dopełnić obowiązków, dopuszczając swojego asystenta do materiałów tajnych mimo braku odpowiedniego certyfikatu. Ostatecznie w akcie oskarżenia napisano, że Zbigniew F., jesienią 1998 roku i w lipcu 2000 roku, żądał wręczenia mu korzyści majątkowej w łącznej wysokości 150 tys. dolarów od przedstawicieli firm uczestniczących w przetargach organizowanych przez Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych w zamian za pozytywną ocenę ich ofert. Asystenta oskarżono też o żądanie i przyjęcie od przedstawiciela jednej z firm kwoty 20 tys. dolarów, a nadto ujawnienie mu dokumentów zawierających tajemnicę służbową.

Sam wiceminister bronił się, twierdząc, że sprawa została sprokurowana przez Wojskowe Służby Informacyjne, które chciały, żeby konkretna firma wygrała przetarg na kołowy transporter opancerzony (KTO). I rzeczywiście, przetarg został rozstrzygnięty dopiero przez ekipę SLD. Co ciekawe, kolejne zarzuty w stosunku do Romualda Szeremietiewa w tym samym czasie upadały; prokuratura zmieniała je w iście rekordowym tempie. Skontrolowano stan finansów byłego wiceministra, podejrzewając go o to, że za łapówki kupił dom w willowej dzielnicy i auto po zaniżonej cenie. Ostatecznie izba skarbowa przyznała, że Szeremietiew jest czysty jak łza. W tym czasie przetarg już został rozstrzygnięty. Wygrała fińska firma Patria Vammas Oy. Na dostawcę wieży bojowej dla transportera Finowie wybrali włoską firmę OTO Melara. Kontrakt opiewa na blisko 5 mld zł. Odpowiadający za zakupy w Ministerstwie Obrony Narodowej wiceminister Janusz Zemke przyznał, że kolejne propozycje były droższe od zwycięskiej o 400 mln i 2 mld złotych. Najdroższą złożył gliwicki Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych. Pośrodku uplasowała się Huta Stalowa Wola. To jednak nie koniec historii.

Salomon z wojska

W kilkanaście dni po ogłoszeniu wyników przetargu pojawiły się informacje, że transporter nie pływa, a podczas prób zapalił się. Mówiono również, że nie zmieści się on do samolotów transportowych Herkules, które miały trafić do wojska, a wieża będzie montowana przez firmę włoską a nie polską, w związku z tym uderza to w krajowy przemysł zbrojeniowy. Prawie w tym samym momencie przeciwko rozstrzygnięciu komisji przetargowej zaprotestowała Huta Stalowa Wola. Odpowiedzialny za program KTO w stalowowolskim Centrum Produkcji Wojskowej Bogusław Piłat twierdzi do tej pory, że procedura nie spełniała wymogów technicznych. Ale tu pojawił się kolejny problem. Dyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON płk Paweł Nowak przyznał, że żaden z oferowanych transporterów nie odpowiada w pełni polskim wymaganiom. Krótko mówiąc, zarówno te firmy, które startowały w przetargu, jak i ta która wygrała, nie stworzyły pojazdu zgodnego z krajową specyfikacją i potrzebami armii. Wojsko znalazło jednak iście salomonowe rozwiązanie. Poleciło Finom dostosowanie KTO do jej specyfikacji w 2004 roku, czyli w dwa lata po rozstrzygnięciu przetargu. - To trochę tak, jakbym zamówił lodówkę w sklepie AGD, a firma przywiozła pralkę, twierdząc, że przecież mogę w niej przechowywać żywność. A za dwa lata dostarczy się urządzenie do chłodzenia pralki - mówi ze śmiechem Hans Ruthof, austriacki specjalista, który na zlecenie firmy Steyer obserwował przetarg. Jego zdaniem ilość znaków zapytania i niejasności prawnych dotyczących tego zamówienia dawała pełne prawo do zakwestionowania całej procedury.

W tym samym czasie kolejne zarzuty w stosunku do Szeremietiewa upadały. Nie ma też co się dziwić, że nowy minister obrony narodowej Radosław Sikorski prawie natychmiast po objęciu stanowiska zażądał prześwietlenia kontraktu. Cała ta historia doprowadziła bezpośrednio do powołania po pierwszy raz w historii MON pełnomocnika ds. procedur antykorupcyjnych - Macieja Wnuka, doradcy w gabinecie politycznym ministra. - Będziemy się uważnie przyglądać każdej wydanej złotówce i czuwać nad przetargami - zapewnia pełnomocnik. Trochę innego zdania jest Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju: - To nie najlepszy pomysł. Taka nazwa urzędu sugeruje, że Ministerstwo Obrony Narodowej jest korupcjogenne. W najbliższym czasie będziemy musieli się dostosować do norm narzuconych przez Europejską Agencję Uzbrojenia i okaże się wkrótce, że powinniśmy dostosowywać się do standardów, a nie szukać własnych rozwiązań. Nie przypominam sobie, żeby w jakimkolwiek resorcie obrony na świecie była taka instytucja. Riposta pełnomocnika nie do końca jest klarowna: - Nie ratyfikowaliśmy do tej pory porozumienia z Europejską Agencją Uzbrojenia. Tyle tylko, że jeśli nie zaprotestujemy przeciwko niej, to automatycznie wejdzie ona w życie w kwietniu.

Jak nie transporter to Iryda

Maszyna miała stać się podstawowym samolotem do szkolenia pilotów wojskowych w naszej armii. Na program wydano około 1,2 mld zł i nigdy go nie dokończono. W zakładach w Mielcu nadal stoi 17 maszyn o łącznej wartości 300 mln zł, których wojsko nie odebrało, ponieważ nie nadają się do latania. Dyrekcja zakładów domagała się jeszcze cztery lata temu 24 mln zł na dokończenie badań nad samolotem. W projekcie topiono również pieniądze pochodzące z Komitetu Badań Naukowych. Kolejne granty przyznawane Instytutowi Lotnictwa niknęły w studni bez dna. Ile dokładnie, tego nie wiadomo, ponieważ dane są niedostępne. Roczny budżet Instytutu wynosił 280-350 mln zł. - Za te pieniądze naukowcy zaproponowali inżynierom rozwiązanie, które można nazwać specyficznym... Jednym z problemów było przegrzewanie się opon podczas lądowania Irydy. Naukowcy odpowiedzieli: "dwa wiadra z wodą i polewanie opon rozwiąże kłopoty" - opowiada Sławomir Kułakowski. Dodaje jednak: - Trzeba pamiętać, że naukowcy biorą granty, bo z nich żyją. Problem polega na tym, żeby ten, kto zamawia rozwiązanie, czuwał nad ich wydawaniem.

Wojsko, żeby ułatwić zadanie konstruktorom, kilkakrotnie obniżało swoje wymagania, dotyczące parametrów technicznych maszyn. Fabryka jednak nie potrafiła się do nich dostosować. W końcu cierpliwość armii wyczerpała się. Pięć lat temu ówczesny minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz przyznał, że Iryda to złom i nie da złotówki na dalsze prace. Kilka miesięcy później nowa ekipa wstrzymała prace nad Irydą. Ostateczny cios miłosierdzia został wymierzony przez wiceministra Janusza Zemke. Prace nad projektem "Iryda" rozpoczęto w 1977 roku. Oblot prototypu odbył się osiem lat później. Podczas prób dwa samoloty uległy katastrofom. Zginęli oblatywacz, instruktor z Dęblina i pilot marynarki wojennej. W 1996 roku zginęło dwóch kolejnych pilotów.

Najdroższy Skorpion świata

W lotniczych hangarach można zobaczyć nie tylko rdzewiejące Irydy. Do dziś na warszawskim Okęciu stoi makieta samolotu szkolno-bojowego Skorpion. Samolot miał być wyposażony w brytyjskie silniki i awionikę, reszta miała być produkowana w kraju. Dyrektor PZL Okęcie Ryszard Leja chwalił się jeszcze na początku lat 90., że prace nad tym projektem pochłonęły ponad milion dolarów. Pieniądze wyrzucono w błoto, projektem nie udało się zainteresować wojska. W tym samym czasie na makietach planistycznych pojawił się kolejny pomysł. Tym razem był to czołg Goryl. Wstępne prace nad nim rozpoczęto jeszcze w latach 70. Miał być produkowany wspólnie z bratnim ZSRR. Inżynierowie blisko 15 lat pracowali nad prototypem. Ile wówczas wydano, tego nie da się już dziś ustalić.

Igor Stokłosa
Źródło: Fakty
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy