Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Fundusze dla wytrwałych

06:57 06.09.2006



Czy Polska potrafi właściwie korzystać z funduszy unijnych?

- To złożona sytuacja. Polska jest w UE zaledwie dwa lata. Nie ma jeszcze tak dużo danych historycznych, by na ich podstawie wyciągać jakieś wnioski. Z drugiej jednak strony można je wyciągnąć analizując dane dotyczące programów Phare, ISPA, itd., do których Polska miała dostęp jeszcze przed wejściem w struktury UE. Stamtąd jasno wynika, że Polska potrafi właściwie użytkować fundusze. Tak naprawdę to trudno jest źle gospodarować funduszami unijnymi, dlatego że one są przeznaczane na konkretne cele i projekty. Najczęściej pomoc z UE jest w formie zwrotnej, najpierw sami ponosimy koszty realizacji projektu, a potem dostajemy refundację. I po trzecie, istnieje kontrola UE, audyt. Ale czymś innym jest właściwe użytkowanie, a czymś innym dobre spożytkowanie. Obawiam się, że to może być takim samym problemem jak ten z młodymi wykształconymi Polakami, którzy wyjeżdżają z kraju dlatego, że nie jesteśmy w stanie jako państwo dobrze ich spożytkować ku ich zadowoleniu.

Są osoby, które twierdzą, że dotacje po prostu nam się należą i że trzeba tylko czekać, aż pieniądze przeznaczone dla Polski zostaną jej przekazane

- To minimalizm. Członkostwo w UE można porównać do stu złotych znalezionych na ulicy - aby je mieć trzeba się zdobyć przynajmniej na wysiłek schylenia się po nie. W przypadku naszego członkostwa w UE należy przygotować dobre plany inwestycyjne, które spowodują, że biurokraci w Brukseli zwolnią pieniądze na rzecz projektów w Polsce. Tym bardziej, że jest spora konkurencja, o której niektórzy zdaje się, że zapominają. W 2004 r. nie tylko Polska przystąpiła do UE, ale jeszcze dziewięć innych krajów. W roku 2007 do Unii przystąpi także Bułgaria i Rumunia, w kolejce już ustawia się Turcja i kilka krajów bałkańskich. To wszystko wzmaga konkurencję o dotacje unijne.

Jak z Pańskiego punktu widzenia wygląda poziom wiedzy Polaków o różnego rodzaju funduszach europejskich?

- Trzeba przyznać, że jest znaczna. Ba, nawet na studiach o specjalizacji UE, istnieje przedmiot "Fundusze UE". Natomiast problemem Polaków jest klasyczna trudność w dobie informacji - dysponujemy tak dużym zasobem informacji, że pod koniec dnia nie jesteśmy w stanie wykorzystać ich w praktyce. Wielu przedsiębiorców nie wie nawet, gdzie zaczynać staranie o unijne dotacje. Jak już wiedzą, to słyszą, że muszą napisać biznesplan, a ten sporo kosztuje i nie ma pewności, że uzyskamy finansowanie. To zniechęca. Wiedza jest, ale nie wystarcza. I po drugie - ta wiedza w gruncie rzeczy nie jest wynikiem ogólnego informowania społeczeństwa. Przeciętny obywatel nie ma powszechnego dostępu do informacji. Nie wystarczy, aby istniały gminne ośrodki informacji o UE. Przede wszystkim urzędnik pracujący w tym ośrodku powinien dobrze znać się na tych funduszach, żeby właściwie zarekomendować je przedsiębiorcy.

Czy to oznacza, że polscy przedsiębiorcy nie potrafią skutecznie zabiegać o pieniądze z Unii?

- Niestety. Fakt, zabiega ich coraz więcej, ale są mało skuteczni. Składa się na to kilka elementów, zaczynając od braku dobrze przygotowanego projektu, braku wkładu własnego, kończąc na biurokracji. Myślę, że oprócz tego największym wrogiem polskich przedsiębiorców w zabieganiu o pieniądze z UE jest własna apatia, czyli opinia, że nie da się dostać pieniędzy, bo trzeba mieć dobre znajomości w instytucjach udzielających środków. Po drugie, proces zabiegania o dotacje jest długi - przygotowanie wniosków, ocena wniosków i realizacja płatności. Każdy z tych etapów trwa kilka miesięcy, i to wielu najzwyczajniej w świecie odstrasza. Można powiedzieć, że finansowanie z UE jest dla wytrwałych i dla tych, którzy mogą sobie zapewnić płynność finansową w okresie wyczekiwania. Dodatkowo pokutuje myślenie, by nie ujawniać zbyt wiele informacji dotyczących stanu posiadania, a to doprowadza do takiej sytuacji, że formularze unijne stają się dla nich za bardzo szczegółowe.

Skoro już mowa o biurokracji, czy to dotyczy tylko Brukseli?

- Biurokracja urzędnicza jest mocno rozwinięta zarówno tam, jak i tu. Powiem więcej - Polscy urzędnicy chcieliby być bardziej papiescy niż sam papież! W związku z tym stawiają bardzo wysokie wymagania wobec polskich przedsiębiorców, co w przeszłości skutkowało niskim poziomem akceptacji projektów. Na szczęście sytuacja teraz zmienia się z nowym ministerstwem rozwoju regionalnego, które zamierza to ułatwić, przede wszystkim poprzez uelastycznienie ustawy o zamówieniach publicznych.

Mała skuteczność, zniechęcenie, opór materii urzędniczej - co więc należy zrobić, aby poprawić sytuację?

- Rozwiązanie zdaje się leżeć po stronie rządowej. Po pierwsze, należy prowadzić aktywną politykę informacyjną o funduszach UE, polegającą na zachęcaniu ludzi do korzystania ze środków unijnych oraz jednocześnie pokazywać im potencjalne korzyści. Po drugie, należy powołać fundusz, który by sfinansował projekty w początkowej fazie na zasadzie venture capital. Idea powołania Krajowego Funduszu Kapitałowego (na razie w ramach BGK), jest jak najbardziej na miejscu w tym kontekście.

I tak właśnie się dzieje, Komisja Europejska zaakceptowała polski program wsparcia funduszy kapitału zalążkowego. Na owoce musimy jednak trochę poczekać. Tylko pytanie, jak długo Polska może liczyć na duże zastrzyki pieniężne z UE?

- Realnie to może być nawet jeszcze 30 lat. Wynika to z faktu, że Polska ma duże potrzeby, są dziedziny, nad którymi w ogóle jeszcze nie zaczęto dyskutować. Mam na myśli ochronę środowiska, szczególnie w tych regionach, gdzie był ciężki przemysł - hutnictwo, górnictwo, metalurgia. Mamy także tzw. ścianę wschodnią Polski, która jest najbiedniejszym regionem UE. Tam dopiero zaczynają się dyskusje o różnych inwestycjach w infrastrukturę oraz modernizację regionu.


Rozmawiał: Grzegorz Stech
Źródło: Fundusze Europejskie
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy