Niewykorzystany potencjał e-gospodarki
14:30
17.01.2007
Oczywiście, rozwój elektroniki, jej nowych gałęzi oraz zastosowań we wszystkich dziedzinach (w badaniach, w technice, w telekomunikacji zwłaszcza, nie mówiąc o komputeryzacji dokonywał się w krajach ówczesnej czołówki światowej. Polski potencjał naukowo-techniczny i przemysłowy był ciągle niedoinwestowany (nawet w latach 70., później było jeszcze gorzej). Polska w ramach podziału pracy w RWPG pozostać miała w dużej mierze zapleczem surowcowo-rolniczym.
Niewykorzystany potencjał
Mimo to, rozwijały się badania (w ITE, w PIE i in.), a także elektronika użytkowa (było odpowiednie centrum badawcze). Byli dobrzy inżynierowie i instytuty oraz CBR-y. Innowatorzy nie byli jednak hołubieni - wyemigrował konstruktor profesjonalnych magnetofonów Nagra, konstruktor mikrokomputera (inż. J. Karpiński), pomysłodawca sieci komputerowych (prof. inż. A. Targowski z Krajowego Biura Informatyki). Był też rządowy program elektronizacji gospodarki. Nie było odpowiedniego wsparcia dla badań światłowodów prof. Waksmundzkiego z UMCS. Rozwój telekomunikacji trzymano pod kontrolą, zwłaszcza telefonię. Pozostawała jedynie nadzieja w naukowcach, w inżynierach, którzy skutecznie wdrażali licencje, że pewnego dnia będą mogli podnieść radykalnie poziom polskiej elektroniki i jej zastosowań.
Niestety, potencjału tego nie wykorzystano i po przełomie lat 90. zamiast modernizować, rozwijać partnerstwo publiczno-prywatne, tworzyć joint-ventures z firmami zagranicznymi - zaczęto totalnie likwidować elektronikę. Zakłady elektroniczne zamieniano na banki (np. na warszawskiej Woli). Rozpoczął się za to masowy import sprzętu elektronicznego z zagranicy. Trudno zrozumieć rezygnację z gałęzi techniki i gospodarki mających strukturalne i strategiczne znaczenie (a wiadomo było przecież np. o doświadczeniach i strategii Francji w tych dziedzinach). Złośliwi podejrzewali nawet rękę konkurencji zagranicznej w sferach decyzyjnych. Publicznej, czy choćby sejmowej, debaty na te tematy nie było.
Innowacyjność w elektronice w Polsce nie ma szczęścia, wyeliminowano Romana Kluskę, twórcę firmy komputerowej Optimus. Zagraniczne banki i zagraniczne supermarkety mają więcej szczęścia. Parki naukowe powstają z trudnością, brak środków na błękitny laser, na większe zagraniczne inwestycje w elektronice trzeba było czekać kilkanaście lat (jak Motorola, LG czy ostatnio Dell i Toshiba). Obojętność kolejnych parlamentów i rządów była zdumiewająca, a przecież nawet w liberalnych Stanach Zjednoczonych rozwój elektroniki i telekomunikacji miał znaczące poparcie rządu, (Clinton i Gore szli do wyborów głosząc ideę Narodowej Infostrady). Polska straciła strategiczną okazję rozwojową.
E-wszystko
Elektronika, elektronizacja gospodarki i życia społecznego mają kluczowe znaczenie w dobie obecnej. Powodują zmiany strukturalno-jakościowe. Elektronika dziś jest w świecie wszechobecna, stąd termin e-wszystko, stąd akcentowanie jej roli w przyszłości - e-przyszłość. Elektronika (jako nauka, technika, przemysł i elektronizacja dosłownie wszystkiego to cechy oraz siły napędowe współczesnego rozwoju. Są one też ważnym komponentem gospodarek opierających się na zaawansowanej technice czy - w innej nomenklaturze - gospodarek opartych na wiedzy, których powstanie i funkcjonowanie bez elektroniki nie byłoby w ogóle możliwe. Nie można przeto pozostawiać elektroniki, elektronizacji i ich efektów wyłącznie wynalazcom i inżynierom.
Zelektronizowanie wielu dziedzin może być rozważane jako ogólne i coraz bardziej globalne procesy - z jednej strony; oraz jako procesy konkretne w jakimś kraju, regionie, organizacjach (nie tylko gospodarczych), społeczeństwie i społeczności (stąd terminy e-society i e-community).
Popularyzacja e-terminologii doprowadziła do tego, iż e-pojęcia stały się swoistymi modnymi etykietami. Pojęcie-etykieta to coś, co służy raczej marketingowi, reklamie, modzie, jest pewnym skrótem, symbolem, elementem popularnej ikonografii. Jednocześnie to coś, co zwalnia z rygorystycznego podejścia i ścisłej inter-subiektywnej interpretacji; w innym jeszcze ujęciu - coś, co jest metaforą. Stąd rozpanoszenie się takich pojęć-etykiet jak e-wszystko, e-świat, e-rozwój, e-społeczeństwo, e-rząd, e-administracja, e-gospodarka, e-bankowość, e-handel itd.. Terminy tego typu występują w tytułach książek i artykułów, w opracowaniach naukowych.
Nic w tym złego, o ile owego e nie traktuje się magicznie czy mistycznie. Powtórzmy więc: elektronika to oparta na XIX-wiecznym odkryciu elektryczności dziedzina nauki i techniki, ważny obszar badań i zastosowań praktycznych, także w samej pracy badawczej (np. aparatura poznawcza, kontrolna). Elektronika - skrótowo mówiąc - to także ważna dziedzina przemysłu, tworząca - co ważne - rzeczowe elementy postępu technicznego dające się zastosować dosłownie wszędzie (w badaniach, w wytwórczości, w sektorze militarnym, w edukacji, w rozrywce, w sporcie, w kulturze, w medycynie, w więziennictwie itd.).
To promieniowanie elektroniki na wszystkie strony, jej wielka dyfuzyjność mnożnikowa oddziaływania czyni z niej ważną siłę motoryczną rozwoju i transformacji. Generowanie i stymulowane przez nią przemiany mają również charakter strukturalny (transformują stare i tworzą nowe struktury), jakościową (wytwarzają nowy techniczny poziom), a przez kumulowanie nowości i "zarodków" nowego tworzą potencjał dalszych zmian. Rozwój elektroniki, elektronizacja (jako proces wdrażania i zastosowań) oraz zelektronizowanie (jako jej skutek, a więc nowy stan) tworzą sytuację otwarcia czyli platformy dalszych zmian.
Samonapędzające zmiany
Mamy przeto coś w rodzaju samonapędzania zmiany: im więcej elektroniki, elektronizacji, zelektronizowania, tym więcej i bodźców rozwojowych dla tych procesów oraz tym więcej możliwości dla zmian w szerokim sensie (np. w komunikacji społecznej, w rządzeniu, w kulturze, w mediach).
Można by zatem sformułować trzy modele dotyczące wymienionych dziedzin (rozumianych jako procesy) - model rozwoju, model dyfuzji, model efektów (skutków). Ten pierwszy wiązałby się z ujęciem nauko- i technoznawczym, drugi - z inżynierią stosowaną oraz ekonomią i zarządzaniem, trzeci - z ewaluacją i prognozowaniem. Najsłabszym ogniwem jest, jak się zdaje, trzeci typ modelu, który wychodzi ewidentnie poza wąskie kryteria techniki i ekonomii, a zahacza o społeczne skutki nowych technologii (także dopiero spodziewane). To ostatnie wiąże się z akceptacją społeczną ryzyka technicznego i ekologicznego, z oczekiwaniami społecznymi (w zakresie spodziewanych kosztów i korzyści oraz ich dystrybucji i rozkładu w czasie).
Potęga oddziaływań elektroniki, elektronizacji i zastosowań wynika z tego, iż kolejne wynalazki i innowacje tworzą nowe możliwości i nowe zelektronizowane jeszcze bardziej otoczenie (dzisiaj mówi się o tzw. otoczeniu inteligentnym, które nie jest nawet wyobrażalne bez elektroniki). Dodatnie sprzężenia zwrotne rozwojowe (czyli samonapędzanie), wszechdyfuzja (przenikanie do coraz to nowych dziedzin i rodzajów działalności ludzi) oraz wielka uniwersalność zastosowań tworzy i umacnia ową potęgę. Nawet w dalekiej perspektywie nie widać powodów zmniejszenia znaczenia i roli elektroniki i elektronizacji, choć postęp naukowo-techniczny będzie miał zapewne coraz to nowe wymiary i komponenty, jak choćby biotechnologię i nanotechnologię (pojawią się zapewne masowe biochipy, inteligentne implanty itp.). Nie jest więc elektronika, elektronizacja i zastosowania czymś przejściowym. Z tej konstatacji powinny płynąć odpowiednie sygnały dla rządów, przedsiębiorstw, instytucji, obywateli. Nie wszędzie jednak jest to uzmysławiane i doceniane, często z powodu braku edukacji, kompetencji, z konserwatyzmu i zacofania.
Tu warto zauważyć, iż o ile w kontekście gospodarki rynkowej elektronizacja zdaje się być naturalnym procesem sprzyjającym rozwojowi, wydajności, osiąganiu przewagi konkurencyjnej (zwłaszcza w erze globalizacji), nie mówiąc o rosnącym zasięgu produkcji, dystrybucji, kooperacji i zarządzania w wielkich, zwłaszcza transnarodowych, firmach, o tyle w dziedzinach pozaekonomicznych, np. w administracji czy polityce, wymuszeń tego typu nie ma, przynajmniej o podobnej sile. W tzw. nowej gospodarce czy gospodarce cyfrowej działają mechanizmy rynkowe, konkurencyjność, wspomaganie rozwoju dziedzin strategicznych przez rządy nie jest automatyczne, zwłaszcza w gospodarkach mniej zaawansowanych, często raczej małych, obciążonych przestarzałym rolnictwem, tradycyjnymi gałęziami, ale próbujących szybkiej modernizacji.
W krajach przodujących naukowo, technicznie i przemysłowo są elity gospodarcze rozumiejące rolę i znaczenie techniki, innowacji, rolę badań i rozwoju kadr inżynierskich (wzorami mogą tu być np. Stany Zjednoczone, Niemcy, Japonia). Nieprzypadkowo komputeryzują, informatyzują, internetyzują konsekwentnie i szybko szkoły, uczelnie, instytucje publiczne itd. Elity gospodarcze zachowują się jak Schumpeterowscy innowatorzy, jednocześnie - jeśli potrzeba - naciskają na elity polityczne, by wspierały postęp techniczny i jego wszechobecne zastosowania, także pozaekonomiczne.
W krajach mniej rozwiniętych (jak np. Polska) rola i znaczenie techniki, w tym elektroniki i elektronizacji nie są doceniane, chyba że deklaratywnie, nie ma debat politycznych i publicznych na te tematy, elity techniczne (np. NOT) mają małe wpływy, badania naukowe i techniczne są marginalizowane; zakłada się, iż główny strumień postępu będzie importowany (technologie, towary, inwestycje zagraniczne). Nie jest to zjawisko nowe. Kompetencje elit politycznych i przemysłowych rzadko wybiegają ponad poziom rozwoju i tradycyjnych doświadczeń (stąd w Polsce wzdychamy do takich osobistości jak Narutowicz, Mościcki i Kwiatkowski).
Konflikt społeczny
E-gospodarka, nawet enklawowa i rozwijająca się bez wspomagania elit politycznych (które jest ważne we wczesnych etapach rozwoju badań i technologii, często wojskowo-kosmicznych - przykłady USA, Japonii, Francji) transformuje społeczeństwo, jego struktury, zachowania, kwalifikacje, także edukację. Często najtrudniej idzie z rekwalifikacjami elit decyzyjnych, których mechanizmy rynkowe się przecież nie imają, a które są u nas często impregnowane na nową wiedzę techniczną. Wymiana takich elit jest trudna, jeśli młodzi wyedukowani, także komputerowo, ludzie masowo emigrują, nie znajdując pracy i możliwości twórczego rozwoju w kraju. Drenaż mózgów utrwala zacofanie kraju, z którego następuje migracja.
Jak widać, e-gospodarka ma też istotny kontekst społeczny i polityczny; generuje pewną presję społeczną (fachowców, specjalistów, ludzi obeznanych z komputerem, z automatyzacją biura, z elektronicznymi finansami i giełdami itp.), tworząc nową elitę (elitę nowoczesnych kompetencji). Nowe generacje obywateli - z wymuszonymi przez konkurencyjność gospodarczą kwalifikacjami i nową edukacją dają szansę na powstanie elit politycznych opierających się na wiedzy, także technicznej. Bez tego społeczeństwo oparte na szeroko stosowanej i upraktycznionej wiedzy nie powstanie. Elity o niskich kompetencjach technicznych (dotyczy to ich zaplecza politycznego) obawiają się zelektronizowanego kapitału obcego, wprowadzenia elektronicznej administracji i e-demokracji, zwłaszcza partycypacyjnej, co technologia elektroniczna w pełni umożliwia, obawiają się też transparentności i natychmiastowej krytyki i demaskacji ich działań, które zapewniają elektroniczne media (TV, Internet). To sytuacja trudna dla e-gospodarki i e-społeczeństwa, których synergiczne interakcje mogą być motorem rozwoju. Model dyfuzji wiedzy w społeczeństwie i jego elitach jest, jak widać, bardziej złożony i wrażliwy na czynniki subiektywne, aniżeli model dyfuzji techniki elektronicznej w gospodarce i społeczeństwie.
Nacisk obiektywnie ukierunkowanych procesów techniczno-ekonomicznych rośnie, zwłaszcza w warunkach integracji (wymuszona kooperatywność). Siłę tego nacisku determinuje sam rozwój techniczny (jego symbole to mikroelektronika, mikrokomputery, miniaturyzacja, sieci teleinformatyczne, Internet, software). Jego siła leży też w totalnym upowszechnieniu komputerów, sieci teleinformatycznych, mediów elektronicznych, telefonów komórkowych itp. oraz odpowiedniego technoserwisu i umiejętności obsługi i kreatywnego wykorzystania, w projektowaniu, w zarządzaniu, w telepracy, w rozrywce, w sztuce itd.).
Nacisk powodują też edukacja i badania naukowe, które korzystają z globalnego charakteru i transferu wiedzy. Rozwijają się przeto takie dyscypliny jak informatyka, telekomunikacja, nauki komputerowe, automatyka. Nowa wiedza to nowa generacja studentów i uczonych, to nowe aspiracje i oczekiwania. Mamy więc i tu pewnego rodzaju samonapędzanie kognitywne. Oczywiście, należy pamiętać o zagrożeniach związanych z nadmiernym technokratyzmem i merytokracją (choć ciemnota techniczna wydaje się być gorsza).
Mechanizm dyfuzji wiedzy
Nowa wiedza powstająca i kumulująca się w badaniach przenika do systemu edukacyjnego, do jego wszystkich szczebli, co oznacza jej wielkie upowszechnienie, także w sferze gospodarki, czyli e- gospodarka wzmacnia się i rozwija. Powstają nowe praktyczne zastosowania elektroniki jako technologii, jako zelektronizowanych przyrządów i narzędzi, zelektronizowanych systemów kontroli i zarządzania itp. Ten mechanizm dyfuzji wiedzy nie ma praktycznie granic. Co więcej, jedne zastosowania wymuszają czy stymulują inne. Kolejne fale innowacji w nauce generują nowe możliwości ich zastosowań. Oczywiście, kierunki tych zastosowań są różne w zależności od kraju, jego potencjału, strategii, aspiracji. W jednych rozwijać się będą głównie zastosowania biznesowe, w innych militarne i w służbach specjalnych, jeszcze w innych w administracji i rządzeniu, obszarem zastosowań mogą też być organizacje obywatelskie (także międzynarodowe) oraz gospodarka domowa. Owe zastosowania tworzą wielki rynek. Transakcje tego segmentu (również innych, jak np. rynek finansowy) odbywać się mogą w sieci, co rzecz jasna bez elektroniki byłoby niemożliwe. Podobnie jest, jeśli idzie o firmy działające w sieci - dot.com-y. Ich wielki rozrost i globalne sukcesy (oraz wpadki) to oznaka wirtualizacji działalności gospodarczej i jej globalizacji - dzięki elektronice. Obserwacje z ostatnich lat pokazały, że ich "elektroniczność" nie chroni jednak przed sytuacjami kryzysowymi.
E-gospodarka staje się nową jakością i jako taka stanowi wyzwanie dla inżynierów, menedżerów, wszystkich zatrudnionych w niej. Wymaga przeto transformacji starych i tworzenia nowych metod i podejść, sposobów i charakteru działań, także kwalifikacji i samego myślenia biznesowego. Niezwykle ważne staje się rozumienie i wykorzystywanie usieciowienia gospodarek, biznesów, działalności gospodarczej oraz uinformacyjnienie tych sfer. Uinformacyjnienie i usieciowienie modyfikują radykalnie "materię" i możliwości działań gospodarczych, dotyczy to również przedsiębiorczości, która obok innowacyjności należy do głównych sił napędowych gospodarek. Otóż powstaje praktycznie nieograniczona możliwość zdecentralizowania e-przedsiębiorczości. W cyberprzestrzeni jest miejsce dla wszelkich inicjatyw.
Inną pożyteczną możliwością jest postępująca w świecie telepraca, która też może mieć zindywidualizowane bardzo cechy. Cyberprzestrzeń staje się zatem miejscem zatrudnienia i ekonomicznej działalności czy też swoistym "zapośredniczeniem" między wykonawcą pracy a menedżerem i firmą. Trudno przewidzieć przyszłość rozwoju tego typu możliwości, szczególnie w kontekście licznych niebezpieczeństw związanych z przestępczością komputerową i sieciową oraz cyberterroryzmem, nie mówiąc o błędach w oprogramowaniu, administrowaniu, o awariach w funkcjonowaniu itp. Dynamika e-transformacji w gospodarce (i w społeczeństwie) jest jednak duża.
Z powyższych rozważań wynika chyba dość jasno, iż e-gospodarka nie funkcjonuje w próżni, ale jest z jednej strony "wytwarzana" przez społeczeństwo (zwłaszcza jego sferę badawczą, edukacyjną, przez innowatorów i przedsiębiorców czyli przez "agentów postępu technicznego"), a z drugiej - na zasadzie sprzężenia zwrotnego - społeczeństwo to transformuje, przyspiesza jego przemiany, wymusza dostosowanie do nowych możliwości (są to jakby sytuacje mnożnikowe). Oczywiście, obok przyspieszeń, kumulacji, skoków pojawić się mogą również progi i bariery (np. rozwiązań technicznych, aplikacji, psychologiczne, kulturowe, polityczne, edukacyjne itp. czy też ich "wiązki" i "mieszanki").
A zatem, to jakie jest już czy in statu nascendi społeczeństwo czy jakie będzie w przyszłości jest dla e-gospodarki bardzo istotne. Między gospodarką a społeczeństwem zachodzą (od początków ukształtowania się tych struktur) interakcje, sprzężenia; można też mówić o koewolucji systemów technicznych, ekonomicznych i społecznych. I tak kilka dekad temu zaczęto mówić o cywilizacji informacyjnej i o powstającym społeczeństwie informacyjnym, które wiązano z rosnącym sektorem informacyjnym. Rozwój tego sektora oraz upowszechnienie i przenikanie owych technologii elektronicznych (szczególnie info-komunikacyjnych) spowodował, iż zaczęto mówić o gospodarce informacyjnej. Postępująca jej cyfryzacja dała asumpt do nowej etykiety - gospodarki cyfrowej. W tym też kontekście zaczęto pisać o luce cyfrowej między czołówką techniczno-ekonomiczną a resztą świata (de facto jego większością). E-gospodarka jest niejako uogólnieniem - czynionym z punktu widzenia typu techniki - takich pojęć jak gospodarka informacyjna, gospodarka zaawansowanej techniki, gospodarka cyfrowa. E-społeczeństwo dziś to społeczeństwo informacyjne, społeczeństwo sieciowe czy usieciowione społeczeństwo wirtualne. Oczywiście, zróżnicowanie poziomów zaawansowania, możliwości i faktycznych szans regionów, gospodarek, społeczeństw, organizacji i jednostek ludzkich jest bardzo duże. Przeto generalizowanie cech i ocen e-gospodarek i e-społeczeństw powinno być ostrożne i zrelatywizowane do konkretnych przykładów.
Mimo zróżnicowań można chyba mówić o e-trajektorii rozwojowej. Pchają ku niej siły i mechanizmy rynku, strategie organizacji gospodarczych (zwłaszcza wielkich i transnarodowych), organizacji międzynarodowych i globalnych, polityki rządów, wreszcie zachowania ludzi (edukacyjne, konsumpcyjne, przedsiębiorcze i in.). Rośnie więc uinformacyjnienie i usieciowienie wszelkiej działalności ludzi, postępuje jej wirtualizacja; cyfryzacja z kolei podnosi ją na wyższy techniczno-jakościowy poziom. Na procesy te nakładają się procesy globalizacji, zresztą wymienione wyżej procesy same są częścią, warunkiem i stymulatorem globalizacji. Tak tworzy się e-świat. Dzięki wirtualizacji, cyberprzestrzeni, technologii wirtualnej rzeczywistości oraz transplanetarnej i supra-terytorialnej globalizacji powiększa się przestrzeń społeczna, także przestrzeń gospodarczego funkcjonowania ludzi. Powiększana przestrzeń ekonomiczna nie jest już w pełni fizyczna, ograniczona geograficznie, nastąpiła jej znacząca despacjalizacja; również informacje i transakcje ekonomiczne stały się szybkie, natychmiastowe niemal, online. Wzrosła też - dzięki mediom - transparentność decyzji gospodarczych, politycznych, międzynarodowych, obywatelskich. Powstały nowe możliwości kontaktu i interakcji biznesu z interesariuszami, co zwiększa jego społeczną odpowiedzialność (przynajmniej formalnie).
Wspomniane wyżej procesy wiązały się z rozwojem wiedzy, z jej wszechstronnym upowszechnieniem i wykorzystaniem praktycznym w społeczeństwie i w gospodarce. Następuje mimo wszystko rosnące unaukowienie i uorganizowanie procesów i działań gospodarczych (co nie eliminuje ich znacznej spontaniczności, chaotyczności, kryzysowości), ich racjonalizowanie (także w skali globalnej). Jednocześnie cały sektor tworzenia wiedzy - nauka, badania, edukacja - staje się coraz bardziej zorientowany praktycznie, instrumentalny, związany z biznesem i konsumentem (mówi się przeto o "trybie 2" produkcji wiedzy - mniej akademickim. Stąd nowe etykiety - gospodarka oparta na wiedzy oraz społeczeństwo wiedzy (knowledge-based society). Oczywiście, z punktu widzenia dominującego rodzaju technologii ten typ gospodarek i społeczeństw jest tożsamy z e-gospodarką i e-społeczeństwem. Kontekstem ich jest e-globalizacja - z globalnym e-handlem i globalnym e-rządzeniem (nazwijmy to global e-governance) realizowanym przez rządy, organizacje i instytucje międzynarodowe, układy i porozumienia, rozmaite szczyty (Ziemi, biznesu i polityki, organizacji obywatelskich itp.).
Trochę futurologii
Na zakończenie może warto postawić parę pytań o naturze futurologicznej. Współcześni ekonomiści wykazują często awersję do wybiegania w przyszłość, do zajmowania się długim okresem. To prawda, że - jak mawiał John Maynard Keynes - in the long run we are all dead. Przecież jednak po nas przyjdą następne generacje - stąd powszechnie dziś akceptowana idea rozwoju trwałego, którego zasadą jest „nie pożyczać od przyszłości, od przyszłych generacji”. Potrzebne są globalne długoterminowe strategie, np. dotycząca właśnie rozwoju trwałego (jak Agenda 21 i dalsze regulacje typu Protokół z Kioto), walki z głodem z AIDS, dotyczące wyczerpywania się zasobów (np. wody), bezpieczeństwa sieciowego, ochrony własności intelektualnej, inkluzywnej globalizacji itd. Strategie i programy tego rodzaju to nic innego jak global governance. Kultura, zachowanie ludzi, obyczaje, wyobrażenia, religie i ideologie mogą je wspierać albo nie.
Jaka będzie dalsza przyszłość e-gospodarek i e-społeczeństw (na zróżnicowanych wielce poziomach)? Pewno de-elektronizacji nie będzie, choć jakaś częściowa de-globalizacja nie jest wykluczona, zapewne postępować będzie glokalizacja (w różnych jeszcze trudno wyobrażalnych formach). Nastąpi dalsze odpaństwowienie gospodarek, dalsze odnaradawianie siły roboczej (zatrudnianej w globalnych korporacjach i w sieci globalnej). Wraz z rozwojem usieciowienia zwiększy się indywidualizacja przedsiębiorczości (być może na wielką skalę). Będzie więc w sieci gospodarczej i ogromna centralizacja (globalne korporacje) i ogromna indywidualizacja sieciowa przedsiębiorczości i pracy. Do tego trzeba dodać niemal nieograniczoną dostępność informacji i wiedzy (chyba, że zawłaszczać je będą monopole czy jakieś elity). Zmienią się zapewne paradygmaty zarządzania i rządzenia (ich dzisiejsze koncepcje wydają się przestarzałe). Możliwa jest dezintegracja społeczeństw (znane są koncepcje e-stada, roju ludzkiego, inteligentnych tłumów, agregatów społecznych, zbiorowości mądrych jednostek itp. Kim, czym, jak wówczas będzie się zarządzać, rządzić, administrować? Sieciami? Sieciowo? Co to będzie faktycznie znaczyć? Te zdawałoby się mocne odległe problemy już dziś mają swoje "zarodki" w naszej e-rzeczywistości.
Źródło:
