Narodziny branży
14:42
17.02.2007
Na polach zapachniało pieniędzmi. Rolnicy szykują się do robienia interesów na biopaliwach. W kolejce ustawiły się też firmy gotowe do produkcji etanolu (dodatek do benzyn) i estrów (dodatek do oleju napędowego). Na naszych oczach rodzi się nowa branża
Jeszcze niedawno, bo 14 września 2006 roku, Urząd Regulacji Energetyki nałożył na Rafinerię Trzebinia 1 mln zł kary za to, że wprowadziła do obrotu olej napędowy z domieszką 20 proc. biokomponentów. Stało się tak tuż przed wejściem w życie rozporządzenia ministra gospodarki dopuszczającego możliwość produkcji i sprzedaży biopaliwa składającego się nawet w całości z estrów metylowych. Świadczy to, że albo w administracji rządowej panuje bałagan, albo że prezes URE jest wyjątkowym formalistą.
Trzebinia zapowiedziała odwołanie się od tej decyzji do sądu, a nawet do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W odpowiedzi na zamieszanie, które powstało w tej sprawie, wiceminister gospodarki Zbigniew Kamieński zapewnił, że dla rozwoju rynku biopaliw w Polsce zapalono "absolutnie zielone światło".
TORT DO PODZIAŁU
I tak jest rzeczywiście. Prezydent Lech Kaczyński podpisał potrzebną do tego ustawę. Gotowe są też rozporządzenia ministra gospodarki. Polska jest trzecim - po Czechach i Szwecji - państwem unijnym, w którym wolno do paliw wprowadzać powyżej 5 proc. biokomponentów.
Nic więc dziwnego, że do konsumpcji tego tortu szykują się i rolnicy, i dziesiątki firm. Według zapowiedzi płynących z przedsiębiorstw w ciągu dwóch lat produkcja biodiesla w Polsce może osiągnąć 1,5 mln ton. Konieczne do tego inwestycje pochłoną ok. 1 mld zł.
Z zaopatrzeniem w niezbędne do tego surowce początkowo będą niewątpliwie kłopoty, ale w końcu sytuacja się unormuje. Polska należy do grupy największych producentów rzepaku w Unii Europejskiej. Zajmujemy pod tym względem czwarte miejsce. Najwięcej uprawia się go w Wielkopolsce i na Pomorzu Zachodnim. Przerabiamy obecnie w kraju 1,2 mln ton tego ziarna, uzyskując ok. 800 tys. ton oleju. Gdy do celów spożywczych zastosuje się więcej niż dotąd oleju słonecznikowego, palmowego czy sojowego, ok. 150 tys. ton będzie można przeznaczyć na biokomponenty. Ale to nie wszystko. Spodziewany jest znaczny wzrost powierzchni upraw i plonów rzepaku. Gdy tak się stanie, z pozyskiwaniem surowca nie powinno być kłopotów. Analitycy rynku szacują, że w roku 2010 Polska będzie miała 600 tys. ton oleju rzepakowego do przetworzenia na bioestry. Dobrze więc się dzieje, że rosną i będą rosły moce produkcyjne wytwórni biodiesla. Gdyby nie te inwestycje, polski rzepak wywożony byłby za granicę, a pieniądze zarobione na biopaliwach przejęłyby obce firmy. Podatki też powędrowałyby do budżetów innych państw.
Jest też dodatkowa możliwość wytwarzania biokomponentów do oleju napędowego. Na estry można bowiem przerabiać kwasy tłuszczowe pochodzące na przykład z odpadów, które powstają w zakładach mięsnych. Ich zagospodarowanie wymagać będzie czasu, ale zapewne ktoś się tego podejmie i przedsięwzięcie okaże się opłacalne.
Przeszacowane są natomiast przewidywania, że rozwinie się na dużą skalę produkcja biodiesla w chłopskich zagrodach. Tak przynajmniej twierdzi Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego. Jej zdaniem, dla rolników, którzy gospodarują na kilku czy nawet kilkudziesięciu hektarach, nie będzie to zajęcie dochodowe. Inwestycja zwróci się im bowiem dopiero w odległej przyszłości. O produkcji biopaliw na własne potrzeby warto będzie pomyśleć tylko w gospodarstwach kilkusethektarowych. Na przykład farmer, który ma 500 hektarów, wyłożone na ten cel pieniądze odzyska po upływie 1,5 roku.
Rolnik będzie mógł wyprodukować na własne potrzeby 100 l biodiesla z 1 hektara rocznie. Nie wolno mu tego paliwa sprzedawać. Gdyby ten zakaz złamał, grozi mu nawet 30 tys. zł grzywny. Musi natomiast kupić odpowiednie urządzenia i przystosować pomieszczenie gospodarcze do produkcji. Chodzi m.in. o bezpieczeństwo pożarowe i ochronę środowiska. Prawdopodobnie więc wielu rolników dojdzie do wniosku, że nie ma co zajmować się chałupniczą produkcją biodiesla, skoro można zarobić na dostawie surowców do wyspecjalizowanych firm.
GRACZE ZACZĘLI MYSLEĆ
Zainteresowanie biopaliwami wykazują także koncerny naftowe, które zauważyły, że producenci biokomponentów nie są ich wrogami. Można ich dla siebie pozyskać i razem robić świetne interesy. Ropa ciągle rządzi światem, ale w coraz mniejszym stopniu. Logiczne jest, że jeżeli jej zabraknie, w świecie zapanuje chaos, na którym stracą także najwięksi gracze rynku paliwowego. Rozpoznane złoża są już w połowie na wyczerpaniu. Nie to jednak spędza sen z powiek sternikom gospodarki, tylko to, że 70 proc. zasobów ropy leży na terenach politycznie zapalnych. Jeszcze jedna wojna na Bliskim Wschodzie, albo skoordynowane akcje terrorystów na instalacje arabskie czy rosyjskie (Czeczenia) i rynek ropy oszaleje. Nic więc dziwnego, że świat szuka alternatywnych nośników energii. Najlepsze są źródła odnawialne, które nie dość, że nie zostaną wyczerpane, to jeszcze są przyjazne środowisku.
Wielokrotnie widzieliśmy w telewizji, że właściciele samochodów ze starszym typem silników diesla wlewali do baków zwykły olej roślinny, kupowany w supermarketach, a jeszcze lepiej w tanich sklepach dyskontowych typu "Biedronka" czy "Żabka". W jednym z poznańskich marketów pojawiło się nawet ogłoszenie, że klienci mogą kupować jednorazowo "tylko" 20 litrów oleju. Sprzedawcy bali się bowiem, że kierowcy wykupią całe zapasy tego produktu i zabraknie go dla innych klientów.
DOBRY INTERES
Biodiesel to paliwo równie dobre jak produkowane z ropy naftowej i posiada wiele dodatkowych zalet. Nie ma więc na co czekać. Kto się spóźni w walce o rynek, przegra. Polska może wyprodukować potrzebne ilości zarówno estrów rzepakowych, jak i etanolu. Do ich wytwarzania szykuje się już 46 krajowych firm.
Będzie to niewątpliwie dobry interes dla nich i dla kraju. Ceny ropy, choć ostatnio nieco zmalały, na pewno utrzymają się na wysokim poziomie. W tej sytuacji zmniejszenie jej zużycia choćby o kilka procent przekłada się na olbrzymie oszczędności i poprawia bezpieczeństwo energetyczne kraju. W roku przyszłym udział biokomponentów w polskim rynku paliw wyniesie 2,3 proc., później będzie systematycznie rósł, by w roku 2010 osiągnąć 5,7 proc. Według ostrożnych szacunków w roku 2010 nasz kraj będzie potrzebował 650 tys. ton etanolu i estrów. Niektórzy analitycy twierdzą jednak, że zapotrzebowanie może być nawet dwa razy większe.
Niebagatelne są także korzyści ekologiczne zastosowania biopaliw. Przy ich spalaniu powstaje bowiem mniej toksycznych związków, które trafiają do atmosfery. Szczególne znaczenie ma to w miastach.
Gdy rząd przyjął projekt ustawy biopaliwowej, ceny akcji spółek, które deklarują podjęcie produkcji biokomponentów na większą skalę, poszły w górę. Papiery Skotanu zdrożały o 15 proc., a Elstar Oils o 7 proc. Nie ulega więc wątpliwości, że jest to branża przyszłościowa. Największym dostawcą etanolu jako dodatku do benzyny jest w Polsce grupa Brasco, która także chce szukać kapitału na giełdzie i ma szansę uzyskać za swoje akcje wysoką cenę.
KWESTIA WYBORU
To, co się teraz dzieje w produkcji biopaliw, jest już drugą próbą podejścia do rozwiązania tego problemu w Polsce. Poprzednia była kompletnie nieudana. Przyjęta przez poprzedni Sejm "Ustawa o biopaliwach" została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny. Posłowie popełnili bowiem błąd, uznając, że kierowców można uszczęśliwić siłą. W obronie ich praw wystąpił właśnie Trybunał. Uznał, że kupno biopaliw może być tylko kwestią konsumenckiego wyboru. Na stacjach benzynowych muszą więc być oznakowane dystrybutory, z których płynie olej napędowy z dodatkiem estrów czy benzyna z dodatkiem etanolu. Biokomponenty mogą stanowić nawet ponad 20 proc. paliwa. A pamiętamy, że krytykowano dodatek 5 proc. jako szkodliwy dla silników, co nie jest zresztą zgodne z prawdą. Teraz więc trzeba będzie kierowców jakoś do kupna biopaliw zachęcić. Najlepiej to zrobić niższą ceną.
Ustawa umożliwiająca wykorzystywanie biopaliw już jest. Jest też rozporządzenie o ich jakości. Nie ma jednak decyzji, jaką akcyzą zostaną obłożone. Podatek ten powinien być tak skalkulowany, żeby producenci mogli wyjść na swoje. Z drugiej jednak strony sytuacja w przyszłorocznym budżecie jest napięta, więc każdy ubytek wpływów do kasy państwa może być groźny. Nic więc dziwnego, że w Ministerstwie Finansów prowadzono przez kilka miesięcy skomplikowane analizy. Fiskus robił wszystko, by stracić jak najmniej. Ta skomplikowana sytuacja nie może jednak trwać zbyt długo, bo w biznesie czas to pieniądz.
Dotychczasowe rozporządzenie o akcyzie na biopaliwa nie jest złe. Nie przewiduje jednak, że w paliwie może być aż tak dużo biokomponentów, jak dopuszcza przyjęta ustawa. Gdyby dotychczasowe upusty zostały utrzymane, 1 litr oleju napędowego z estrami byłby na stacji benzynowej tańszy o ok. 20 gr niż produkowany tradycyjnie. Ceny ropy zaczęły spadać i cała kalkulacja może zostać zachwiana. Ministerstwo Finansów ma zapewnić tej branży stabilne warunki rozwoju. W Niemczech na przykład korzystne ulgi akcyzowe sprawiły, że rynek biopaliw dynamicznie się rozwijał, wchłaniając także biokomponenty importowane z Polski. Tam jednak zastosowano rachunek ciągniony. Policzono jednocześnie, ile się straci na akcyzie, a ile uzyska z podatku dochodowego płaconego przez producentów czy pracowników, którzy dzięki rozwojowi produkcji biopaliw znaleźli zatrudnienie. Niemcom wyszło na plus. Zobaczymy, czy w naszym Ministerstwie Finansów mają podobne kalkulatory.
Wiele też zależy od determinacji firm. Kto się na ten biznes załapie i sprosta niełatwym wyzwaniom, zarobi. Kto się zagapi, przegra.
Czesław Rychlewski
Źródło:
