Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Franchising Info

06:44 24.02.2007
Źródło: Franchising Info

Auto-jazda po zyski

W całej Polsce istnieje kilkadziesiąt tysięcy szkół nauki jazdy. Tylko w samej Warszawie jest ich ponad 200. W tym biznesie można szybko zarobić, o klienta przecież nietrudno. Auto przestał być dobrem wyłącznie luksusowym, na polskich drogach przybywa samochodów, a kolejne roczniki dorastają do wieku, w którym można zrobić prawo jazdy.

Jak uruchomić autoszkołę? To wbrew pozorom dość proste. - Przede wszystkim musimy uzyskać pozwolenie na prowadzenie ośrodka szkolenia kierowców. Taki dokument zdobywa się u starosty powiatowego - tłumaczy Tomasz Sobkowicz, właściciel warszawskiej szkoły jazdy 7KA.

Miłe złego początki?

Otrzymanie zezwolenia nie wymaga zbyt wielu formalności. Przyszły przedsiębiorca musi mieć lokal na biuro, salę wykładową oraz przynajmniej jeden samochód, na którym szkoleni będą kursanci. Auto musi zostać do tego odpowiednio przystosowane. Przyszły właściciel szkoły będzie musiał wykazać, że posiada plac manewrowy (może być wydzierżawiony) oraz co najważniejsze, będzie musiał zatrudnić instruktora nauki jazdy (może sam posiadać uprawnienia). Początek wygląda więc dość zachęcająco. Jednak dalej czeka biznesmena trochę wydatków. Na zakup nowego auta (najczęściej wybiera się pojazdy z małymi silnikami), będzie potrzebował ok. 35-40 tys. zł. Auto trzeba przygotować do użytkowania w szkole. Czyli wyposażyć je m.in. w dodatkowe lusterka oraz pedały. To koszt rzędu 1,5 tys. zł. Konieczne jest też ubezpieczenie (wyższe od standardowego o 50 procent). Przed eksploatacją warto tez pomyśleć o instalacji gazowej (przy samochodzie z silnikiem benzynowym), bo obniży ona późniejsze koszty. Przy nowych silnikach to wydatek rzędu 3 tys. zł. Po przygotowaniu samochodu potrzebne są jeszcze biuro i sala wykładowa. Zazwyczaj się je wynajmuje. Koszt dzierżawy 50m2 lokalu na warszawskim Ursynowie wynosi ok. 2 tys. zł miesięcznie. Oprócz sali niezbędny jest też plac manewrowy. To tam kursanci będą szlifować swoje umiejętności m.in. parkowanie. Na placu wynajętym za 1,5 tys. zł miesięcznie będziemy mieli pełnowymiarowe pole dla 3 ćwiczących aut. Najważniejsi w autoszkole są instruktorzy. To oni decydują tak naprawdę o powodzeniu przedsięwzięcia. Koszt zatrudnienia jednego to wydatek rzędu 2,5 tys. zł netto miesięcznie (w Warszawie).

Czy szkoła się opłaca?

Otwarcie szkoły jazdy to wydatek rzędu 50 tys. zł, przy założeniu, że kupujemy tylko jedno auto i zatrudniamy tylko jednego instruktora. Ale czy takie minimalistyczne podejście może nam zapewnić oczekiwany sukces finansowy? Właściciele szkół są zgodni, że nie.

- Na rynku panuje bardzo duża konkurencja - mówi Anna Kondrat, która wraz z mężem prowadzi szkołę PIK w Warszawie. - Właściciele rywalizują o klienta. A najprostszą drogą jest oczywiście obniżanie cen. Kursanci oczywiście się cieszą, ale to powoduje, że czasem biznes staje się mało opłacalny. Przy niskich cenach trzeba mieć wiele samochodów, żeby wyjść na swoje.

Jak radzić sobie na tak konkurencyjnym rynku. Przedsiębiorcy źródeł powodzenia upatrują w zadowoleniu klienta.

- Gdy klient zrobi u mnie kurs i zda egzamin, przekaże to dalej swoim znajomym - mówi Sobkowicz. Wiele szkół prowadzi statystyki zdających, którymi chwali się w reklamach. Te spostrzeżenia potwierdza Anna Kondrat.

Reklama jest niezwykle ważna, bo dzięki niej dociera się do klienta. Co miesiąc na różne akcje promocyjne, m.in. plakaty na osiedlach i w szkołach, ulotki pod drzwi czy obecność w internecie wydajemy ok. 2 tys. zł., ale jest to wydatek, który się opłaca. Dzięki reklamie pozyskujemy wielu nowych klientów.

"Żywą reklamą" dla autoszkoły jest instruktor, dlatego wiele szkół wprowadziło próbne darmowe lekcje. Jeśli instruktorzy są mili i umieją przekazać wiedzę, to kursanci mają większą szansę na zdanie egzaminu.

Miesięczne koszty paliwa to 1,5 tys. zł za autogaz, do 3-4 tys. zł za benzynę i olej napędowy. Duża konkurencja powoduje, że szkoły zaciekle rywalizują o klientów. Kursanci zyskują, bo spadają ceny szkoleń. Średnio kurs na prawo jazdy kat. B kosztuje od 850 do 1,5 tys. zł.

- Są miesiące lepsze i gorsze, ale wraz z mężem nie narzekamy - stwierdza Anna Kondrat. - W naszej szkole zatrudniamy 10 instruktorów i dysponujemy 8 samochodami. W zależności od miesiąca potrafimy zarobić do 7 tys. zł na czysto.

Sam kurs to nie wszystko

Czy prócz kosztów utrzymania firmy, na auto-przedsiębiorcę czyhają jakieś kłopoty? Obok wspomnianej konkurencji na rynku, mogą to być tzw. leniwe miesiące.

- Najczęściej przypadają na okres zimy - wyjaśnia Anna Kondrat. - W grudniu ludzie myślą o świątecznych zakupach, w styczniu liczą każdy grosz, a luty to okres ferii. Tak naprawdę interes rozkręca się dopiero na wiosnę.

Czy takiej stagnacji w interesie można zapobiec? Właścicielka PIK-a mówi, że tak. - Wpadliśmy na pomysł organizowania wakacji i ferii z prawem jazdy - opowiada. - Ta oferta skierowana jest do tych, którzy nie mają czasu na kurs i nie mogą go połączyć z aktywnością zawodową. A urlop to przecież doskonała okazja, by zdobyć prawo jazdy. Płacąc ok. 2 tys. zł można zaliczyć kurs i wypocząć w gospodarstwie agroturystycznym Kondratów. - Ta propozycja zyskuje coraz więcej zwolenników - opowiada właścicielka. - Być może to właśnie będzie przyszłość tej branży?

Kochaj albo rzuć

Jak uodpornić się na walkę z konkurencją i być może gorycz po- rażki?

- Ja po prostu bardzo lubię szkolenie kierowców - zdradza Tomasz Sobkowicz. - Zawsze interesowałem się motoryzacją, jestem instruktorem i ta praca sprawia mi sporą frajdę.

Sobkowicz dodaje, że nie martwi się niewielkim zyskiem w granicach półtora tysiąca złotych miesięcznie. Jest strażakiem na etacie, a auto-szkołę traktuje jako dodatkowe źródło dochodu.

Inną receptę podaje Anna Kondrat. - Nasza szkoła, to całe nasze życie - opowiada. - Bardzo dużo i ciężko pracujemy. Spędzamy w pracy po 14 godzin na dobę i staramy sie, żeby wszystko grało. Poza tym mocno się angażujemy w przygotowywanie coraz lepszej oferty, wyprzedzanie konkurencji. To przecież nasze jedyne źródło dochodu, więc musimy o nie walczyć.

Michał Bogurat (miesięcznik "Własny Biznes")

Wiadomość archiwalna