Firmy zajmujące się wywozem odpadów lata świetności mają za sobą. Dla nowych graczy na rynku szanse na sukces są nikłe. Złą sytuację pogorszy planowany przez polityków podatek śmieciowy.
Sukces, jaki firmy wywożące nieczystości mogły odnieść na początku lat 90., teraz wydaje się mało realny. Okres sprzed kilkunastu lat - tuż po otwarciu rynku - zapoczątkował wysyp nowych przedsiębiorstw gotowych wywieźć nasze śmieci. Teraz jest inaczej.
Konkurencja na wysokim poziomie
O ile wejście na
rynek śmieciowy jest możliwe, o tyle szanse utrzymania się na nim są bardzo małe.
- W aglomeracjach panuje szalona konkurencja, niskie ceny są trudne do zaakceptowania przez mniejsze firmy - twierdzi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. - Dlatego inwestowanie w wywóz śmieci coraz częściej kończy się niepowodzeniem - dodaje.
A konkurencja do łatwych nie należy. Wśród największych firm istniejących na rynku gospodarki odpadami wyróżnia się m.in. państwowe Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, prywatna Sita Polska należąca do międzynarodowej grupy SUEZ oraz Remondis - znana do końca 2004 r. jako Rethmann.
Firma Rethmann działalność w zakresie gospodarki odpadami rozpoczęła w Polsce w 1992 r.. Była pierwszą spółką, w której doszło do współpracy podmiotu publicznego z prywatnym inwestorem. Obecnie posiada ok. 850 pojazdów. Oferuje usługi z zakresu gospodarki odpadami, gospodarki wodnej, a także recyklingu, oczyszczania miast i niszczenia dokumentów.
Marek Pływaczyk z działu Marketingu i Komunikacji Remondis twierdzi, że taki biznes jest opłacalny, ale wiąże się z olbrzymimi nakładami. - Ponadto standardy związane z technologiami i przetwarzaniem opadów są coraz wyższe - dodaje.
Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r.
rynek się zmienił. Szanse sprawnego funkcjonowania mają tylko te firmy, które stosują zaawansowane technologie odzysku odpadów.
Po pierwsze prawo unijne wymaga od nas zwiększenia poziomu przetwarzania odpadów. Po drugie można na tym zarobić podwójnie. Raz za przyjęcie odpadów do przetworzenia i ponownie za ich sprzedaż jako produktów lub półproduktów.
- Natomiast firmy, które wywożą śmieci na wysypiska, raczej nie mają szans, ponieważ stawki opłat za składowanie odpadów mogą wzrosnąć - ostrzega Dariusz Matlak.
Morze formalności
Joanna Tabor jest właścicielką rodzinnego przedsiębiorstwa EKO-TAB. Jej
firma funkcjonuje od ponad 2,5 roku.
- Nikt, kto nie ma doświadczenia w branży, nie poradzi sobie - twierdzi.
Firma pani Joanny zatrudnia kilku pracowników i obecnie posiada 6 samochodów dźwigowych z przeznaczeniem na odpady z budownictwa. Działa na terenie Warszawy i okolic.
- Konkurencja jest ogromna, ale i formalności nieprawdopodobna ilość - dodaje. I te formalności zdają się być zmorą większości przedsiębiorców. O każdej umowie na odbiór odpadów stałych przedsiębiorca jest zobowiązany poinformować urząd gminy, zarówno o jej podpisaniu, jak i rozwiązaniu.
Podobnie z nieczystościami płynnymi. Do każdego 15 dnia miesiąca przedsiębiorca musi sporządzić i przekazać wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta wykaz właścicieli nieruchomości, z którymi w poprzednim miesiącu zawarł lub rozwiązał umowę. Gmina w ten sposób może m.in. zaplanować kanalizację tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.
Ale z formalnościami przedsiębiorcy spotykają się już na samym początku. Po zarejestrowaniu firmy należy się ubiegać w gminie o zezwolenie na odbieranie odpadów i nieczystości płynnych.
Poza podstawowymi danymi o przedsiębiorstwie (dane właściciela, adres, NIP etc.) wniosek powinien zawierać opis wyposażenia technicznego i miejsca odzysku lub unieszkodliwiania odpadów komunalnych. Dodatkowo przedsiębiorca musi dołączyć zaświadczenie o braku zaległości podatkowych i zaległości w płaceniu składek na ubezpieczenie zdrowotne lub społeczne.
Ale na tym jeszcze nie koniec. We wniosku powinny się również znaleźć informacje o rodzajach odpadów komunalnych odbieranych od właścicieli nieruchomości i sposobie realizacji obowiązku ograniczenia masy odpadów ulegających biodegradacji.
Jeśli w profil firmy wpisany jest też odbiór nieczystości płynnych ze zbiorników bezodpływowych, trzeba do wniosku załączyć dokument potwierdzający gotowość stacji zlewnej do odbioru.
300 tys. na start
Założenie przedsiębiorstwa odbierającego nieczystości komunalne wiąże się również z dużymi nakładami finansowymi. Na start niewielkiej firmy będzie potrzebne co najmniej ok. 300 tys. zł.
Średnia
cena używanej "śmieciarki" waha się od 40 do 180 tys. zł, w zależności od stanu technicznego. Na początek będą potrzebne przynajmniej dwie. Do tego dochodzi
cena ok. 50 pojemników i kontenerów. Jeden kosztuje średnio 3,5 tys. zł, co łącznie wyniesie ok. 175 tys. zł. Dodatkowo trzeba jeszcze doliczyć wyposażenie biura i pensje dla pracowników.
Powyższe wyliczenia są możliwe przy założeniu, że inwestujemy w sprzęt używany. Nowy jest bowiem nieporównywalnie droższy.
Cena takiego pojazdu waha się w zależności od przeznaczenia i marki od 350 tys. do nawet 500 tys. zł.
Niektóre firmy oferują dzierżawę pojazdu z możliwością późniejszego odkupienia. W tym przypadku co miesiąc poniesiemy koszty rzędu 3-4 tys. od jednej "śmieciarki".
- Musimy mieć też teren, czyli bazę techniczną, gdzie będziemy trzymać pojazdy - przypomina Joanna Tabor. Bazy z kolei najczęściej znajdują się na obrzeżach miast, co dodatkowo zwiększa koszty związane z paliwem.
Podatek czyha na Twoje zyski
Według Dariusza Matlaka, prezesa Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, założenie własnej firmy, która miałaby się zająć wywozem nieczystości, nie ma obecnie sensu. - Wynika to stąd, że przedsiębiorcy nie są pewni jutra. Praktycznie od 5 lat zgłaszane są pomysły, żeby wolny
rynek zamknąć, by przywrócić dawny monopol gminny - tłumaczy.
Chodzi o tzw. podatek śmieciowy, który umożliwiłby gminom decydowanie o tym, kto ma odbierać nasze śmieci. Do tej pory wpływ na wybór miały - w przypadku osiedli - administracje, a w przypadku prywatnych posesji - ich właściciele.
Natomiast przygotowany przez Ministerstwo Budownictwa projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zakłada, że odpady odbierać będą firmy wyłonione przez gminy w drodze przetargu. Pomysł ten mógłby zostać zrealizowany dzięki podatkowi śmieciowemu, który mieszkańcy musieliby płacić gminom.
W rzeczywistości jednak podatek mógłby doprowadzić do oligopolu największych firm na rynku. Dla małych i średnich przedsiębiorstw, których w samej Warszawie i okolicach jest ok. 180, takie przepisy oznaczają
bankructwo.
Dlatego też prywatni przedsiębiorcy, którzy według danych Głównego Urzędu Statystycznego stanowią 52 proc. rynku gospodarki odpadami, zapowiadają strajki przeciwko zmianie ustawy w takiej formie.
- Jeżeli taksówkarze mogą wyjechać na miasto i blokować ulice, to my też możemy. Posiadamy samochody i to znacznie większe - mówi nam przedstawiciel jednej z prywatnych firm. - W dodatku ze śmierdzącą zawartością, którą można rozlać lub rozsypać - dodaje.
Cień nadziei
Choć
rynek przedsiębiorstw funkcjonujących w gospodarce odpadami wygląda dość pesymistycznie, sytuacja nie jest beznadziejna. Są jeszcze w Polsce małe miejscowości, gdzie sektor prywatny nie dotarł. Tam nawet niewielka prywatna
firma może stanowić alternatywę dla gminnej "śmieciarki".
Jeśli natomiast podatek śmieciowy zostanie wprowadzony, nawet największe na rynku przedsiębiorstwa nie będą w stanie od razu obsłużyć wszystkich gmin. A wtedy z pomocą mogą im przyjść małe firmy, które zgodziłyby się zostać podwykonawcami.
Maciej Krzysztoszek (miesięcznik Własny Biznes)