Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Franchising Info

16:00 30.04.2007
Źródło: Franchising Info

Kiełkujący zysk czyli czy da się zarobić na ogrodnictwie


Otworzenie i prowadzenie sklepu ogrodniczego to wcale niełatwa sprawa, choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że tak właśnie jest. Przecież nie ma nic prostszego jak wynająć mały pawilon ze sporym placem i kupić towar: ziemię, torf, nasiona i trochę narzędzi. Kłopot pojawi się, gdy klienci zapytają, jaki nawóz trzeba dać np. moreli lub jakie środki stosować na robaki albo grzyby. Wtedy niedoświadczony przedsiębiorca "leży", a klient już do niego nie wróci. Jak się ustrzec przed podobną wpadką?

- Według mnie sklep ogrodniczy to w przełożeniu świata roślin na świat ludzi, swoista apteka - twierdzi Ewa Kasprowicz, prowadząca sklep ogrodniczy na warszawskim Mokotowie od prawie 10 lat. - Mnie było łatwiej, ponieważ skończyłam SGGW i wiedza zdobyta podczas studiów bardzo się przydała w prowadzeniu firmy. Dlatego według handlowców do prowadzenia sklepu ogrodniczego niezbędna jest choćby podstawowa wiedza z zakresu biologii oraz branżowe doświadczenie.

- Sklep prowadzę od 1989 r. - mówi Izabella Skalska. - Zaczynaliśmy z mężem, który doświadczenie zdobył podczas pracy w Anglii. Na Wyspach zobaczył, jak tworzy się oczka wodne i pielęgnuje ogrody. Postanowił otworzyć biznes w kraju. Przez te kilka lat swoją wiedzę pogłębił i dzięki temu nasi klienci nie mają chyba zbyt wielu powodów do narzekań.

Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się...

Przedsiębiorca pragnący otworzyć sklep ogrodniczy musi być przygotowany na spore koszty. Na początek przyszły przedsiębiorca powinien zdecydować, na którą z gałęzi branży ogrodniczej chce postawić. Można otworzyć sklep oferujący całą paletę produktów: od nasion, ziemi i torfu, po drzewka, sadzonki oraz sprzęt do pielęgnacji ogrodu i urządzania alejek czy oczek wodnych. Biznesmen może zdecydować się na specjalizację i postawić np. na sprzedaż tylko nasion, sadzonek i nawozów albo jedynie na sprzęt: nożyce, sekatory, kosiarki.

Jak dużo potrzeba na uruchomienie sklepu? Przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy podawali różne kwoty. Uruchomienie małego sklepu z nasionami, nawozami, sadzonkami drzew i krzewów to koszt około 50 tys. zł. W tej kwocie znajdzie się oprócz nabycia towaru także zakup kasy fiskalnej i metkownicy. Kwota jest duża, bo jak podkreślają działający już w branży, nowicjuszowi nikt nie zaufa i nie da towaru w komis. Na początku liczy się wyłącznie gotówka.

Podobnie jest w przypadku uruchomienia sklepu oferującego akcesoria do budowania oczek wodnych. Kwota na uruchomienie sklepu jest jeszcze większa - potrzebne jest nawet 100 tys. zł. Najwięcej trzeba będzie wydać na zakup kamieni w kopalni oraz roślin i ryb. Początkujący w branży przedsiębiorca nie może liczyć na odroczone terminy płatności.

Warto jednak zauważyć, że sam sklep to nie wszystko. W branży ogrodniczej liczy się przede wszystkim plac, który pełnić będzie zarówno rolę magazynu, jak i lady pod gołym niebem.

Koszty, koszty, koszty

Kwota potrzeba na start to nie wszystko. Trzeba też liczyć się z miesięcznymi kosztami utrzymania firmy oraz sklepu. Warto jednak pamiętać, że sklepy ogrodnicze największe obroty osiągają w sezonie, czyli okresie wiosenno-jesiennym. Zima to okres martwy. Zarabia się przez kilka miesięcy, resztę roku trzeba się utrzymywać z zarobionych kwot. A koszty nie są małe.

Sklepy ogrodnicze powstają najczęściej na obrzeżach miast, przy trasach wylotowych. W związku z tym opłaty za wynajem placu i sklepu nie należą do najmniejszych. W Warszawie za plac na obrzeżach miasta, o powierzchni 1 tys.m2 dzierżawiony od urzędu dzielnicy trzeba zapłacić od 1,5 do 2 tys. zł. Za teren podobnej wielkości wynajęty na wolnym rynku trzeba zapłacić grubo ponad 3 tys. zł. Trochę taniej można wynająć plac np. od zarządu pracowniczych ogrodów działkowych. Wówczas wynajęcie 100-metrowego placu zamknie się w kwocie ok. 1 tys. zł. Jeśli oprócz placu, na którym można postawić niewielką budkę, przedsiębiorca chciałby wynająć sklep, musi być przygotowany na kolejne, spore koszty. Wynajem 30-metrowego sklepu w Piasecznie to wydatek 3 tys. zł miesięcznie.

Obok kosztów związanych z wynajęciem sklepu i placu trzeba będzie zatrudnić pracowników. W okresie zimowym nie jest to konieczne, bo ruch w interesie niemal zamiera. Wówczas dla ograniczenia kosztów, za ladą może stanąć sam właściciel. Jednak z początkiem wiosny, kiedy zaczyna się sezon, rośnie liczba klientów. Wtedy trzeba zatrudnić minimum dwóch, a nawet trzech pracowników. Każdy pracownik powinien mieć doświadczenie w handlu i choćby minimalną wiedzę z zakresu ogrodnictwa. Jest to ważne w przypadku, gdy klienci obok zakupów liczą na fachową obsługę i rady dotyczące np. prowadzenia oprysków. Gdy pracownik spełnia powyższe warunki, może liczyć na pensję w wysokości 2-2,5 tys. zł netto.

Przedsiębiorca nie powinien zapomnieć też o stałych kosztach związanych z opłatami np. za prąd i wodę, której wiosną i latem zużywa się sporo do podlewania roślin.

Co jest modne, co daje zysk?

Miesięczne koszty utrzymania sklepu ogrodniczego nie są małe. A czy osiągane obroty pozwalają właścicielom cieszyć się z zysków? Jak już wspomnieliśmy, prowadzenie sklepu ogrodniczego jest działalnością sezonową. Wiąże się ściśle z porami r. i pracami, jakie w danej porze wykonuje się w ogrodzie.

Ruch w sklepie zaczyna się z ociepleniem po zimie i nadejściem wiosny. Najczęściej klienci pojawiają się w sklepach w marcu. Wówczas jest spory ruch i obroty też. Klienci kupują bardzo dużo. Przede wszystkim nasiona, ziemię, nawozy. Wymieniają też zniszczone narzędzia. Kupują grabie, sekatory, kosiarki. Wzrasta także zainteresowanie sklepami oferującymi np. materiały do budowy oczek wodnych. Punkty sprzedają więc kamienie, folie, rośliny, ryby, środki do utrzymania czystości wody.

Ile można zarobić? Zyski uzależnione są od liczby kupujących. Dla przykładu, torebka nasion np. marchewki czy rzodkiewki kosztuje 1 zł. Worek torfu o pojemności 60 litrów to wydatek 9 zł, za worek ziemi 20 l trzeba zapłacić 6 zł. Droższe są nawozy, 5 l azofoski kosztuje 18 zł. Zarabia się także na kwiatkach w doniczkach, np. bratkach po 2-3 zł za sztukę czy konewek, od 11 zł za sztukę.

W sklepach z artykułami do oczek wodnych najczęściej sprzedaje się folię do wyłożenia oczka, po 13-17 zł za m2. Duże wzięcie mają też kamienie do wyłożenia stawiku. Kupuje się je na metry. Ceny są zróżnicowane, a zaczynają się od 45 zł i dochodzą do 120 zł za m2. Najmniej trzeba zapłacić za piaskowiec, najwięcej za granit tatrzański. Nabywców znajdują też pompy wodne, od 120 do 600 zł za sztukę. Oprócz tego Polacy na potęgę kupują rośliny oraz ryby. Za rośliny trzeba zapłacić od 5 zł za kaczeńce do 50 zł za importowane z Azji lilie. Podobnie jest z rybami. Ceny od 5 zł za polskiego karasia do 60 zł za jesiotra. Do tego trzeba jeszcze dodać środki zapewniające czystą wodę. Kosztują od 20 zł za m3.

Wraz ze zmianą pór roku zmienia się kupowany asortyment. Latem wzrasta zainteresowanie urządzeniami do podlewania ogrodów. Sprzedają się konewki, szlauchy, zraszacze i nawilżacze. Jesień to czas nasadzeń. Wówczas działkowcy kupują drzewka owocowe i wciąż popularne iglaki. Modne świerki czy jodły to wydatek od 8 do 20 zł za sztukę, a wiśnię, czereśnię czy śliwę można kupić za 8-12 zł.

Najgorszy dla branży okres to zima. Gdy zamierają prace w ogrodach, zamiera również ruch w sklepach. Wówczas przedsiębiorca musi liczyć się z tym, że przyjdzie mu żyć i utrzymywać się z pieniędzy zarobionych w sezonie.

Przedsiębiorco, reklamuj się!

Warto również pamiętać o reklamowaniu sklepu. Konkurencja na rynku jest bowiem ogromna, a prowadzący małe sklepy bardzo narzekają.

Największą konkurencję stanowią duże markety ogrodnicze - uważa Izabella Skalska, prowadząca sklep z wyposażeniem do oczek wodnych. - Markety dysponują sporym asortymentem towarów i niskimi cenami, dlatego na brak kupujących nie narzekają. Według mnie mali przedsiębiorcy i ich sklepy powinni być stale obecni w świadomości klientów, dlatego reklamowanie punktu jest niezbędne.

Przedsiębiorcy dodają, że jeszcze kilka lat temu konkurencja nie była tak silna. - Zarabiało się znacznie więcej, bo starczało choćby na zagraniczne wakacje, a czasem na nowy samochód - mówi Ewa Kasprowicz. - Obecnie dochody stale, z roku na rok, spadają.

Dlatego tak ważna jest reklama. Obecnie przedsiębiorcy najchętniej do reklamowania się wykorzystują internet. Jednak zaistnienie w sieci nie jest tanie. Utrzymanie własnej strony internetowej oraz linków sponsorowanych na stronie popularnych czasopism z branży budowlano-ogrodniczej, np. "Muratora", to w skali roku wydatek od 3 do 7 tys. zł.

Mimo intensywnej reklamy przedsiębiorcy nie patrzą w przyszłość zbyt optymistycznie. Wielu uważa, że małe sklepy skazane są na powolną śmierć. - Nie jesteśmy w stanie konkurować z marketami - uważa Ewa Kasprowicz. - Markety kupują dużo i po niższych cenach oraz tanio sprzedają. Jedyne, czym mogę z nimi konkurować, jest moja wiedza i doświadczenie. Takie sklepy jak mój wcześniej czy później upadną. Nie wytrzymamy wojny cenowej, a dobiją nas stale rosnące koszty np. opłat za plac.

Mimo minorowych nastrojów osoby prowadzące sklepy ogrodnicze są zadowolone z prowadzenia firm. Po prostu lubię to - wyznaje Ewa Kasprowicz. - Mam stałych klientów, a wielką satysfakcję dają mi zadowoleni ludzie, którzy stale wracają do mnie na zakupy.

Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)

Wiadomość archiwalna