Rozmowa z rosyjskim oligarchą Władimirem Jewtuszenkowem
07:56
09.05.2007
Ulica Prieczinstienskaja, leżąca w pobliżu Kremla. Silnie zbudowany mężczyzna w czarnym garniturze dosyć demonstracyjnie pilnuje budynku z numerem 17. W podwórzu gmachu wzniesionego na planie podkowy stoi 10 limuzyn marki Mercedes i VW. W żółtym dwupiętrowym budynku urzęduje Władimir Jewtuszenkow (58),
prezes i większościowy udziałowiec rosyjskiego konglomeratu Sistiema, który ma 7,6 mld dol. obrotów, przynosi 534 mln dol. zysku i zatrudnia 90 tys. pracowników. Jego najważniejsze obszary działania to telekomunikacja, IT, ubezpieczenia i nieruchomości.
Jewtuszenkow, którego majątek ocenia się na 8 mld dol., siedzi w obszernym gabinecie, przegląda stertę korespondencji, zerka na program BBC i udziela wywiadu. Z wiszącego na ścianie zdjęcia naszej rozmowie przysłuchuje się Władimir Putin.
Jak silny jest wpływ Kremla na rosyjskie firmy?
Władimir Jewtuszenkow: Kreml nie jest już centralą KGB. W silnym państwie nie może istnieć silny biznes, gdy obie strony ze sobą nie współdziałają. Przecież w każdym kraju najbardziej wpływowi politycy współpracują z wpływowymi przedstawicielami biznesu. Tak jest przecież i u was, na Zachodzie.
Czy Kreml dyktuje wam, gdzie macie inwestować?
W.J. Wiemy to sami. Działamy tak samo jak zachodnie przedsiębiorstwo. Nasze różne działy biznesu są ukierunkowane na zysk. Jeżeli po roku nie osiągają zakładanych celów, zmieniamy kierownictwo. Po kolejnym roku niepowodzeń po prostu sprzedajemy taki sektor.
To przecież kapitalizm. I to w czystej postaci...
W.J. Zgadza się. Proszę nie sądzić, że żyjemy w jakimś zaścianku. Bardzo dobrze wiemy, jak funkcjonuje świat zachodni.
A skąd ta wiedza?
W.J. W naszych zarządach pracują zachodni menedżerowie, jak np. Ron Sommer lub Stephan Newhouse, były szef Morgan Stanleya. Poza tym utrzymujemy pokaźną armię doradców.
I nakazuje im pan maszerować na Zachód?
W.J. Wszyscy ci ludzie mają ogromne doświadczenie międzynarodowe. Pomagają nam w ekspansji zagranicznej, bo chcemy popełniać możliwie jak najmniej błędów. Wspólnie z nimi opracowaliśmy przejrzystą strategię internacjonalizacji biznesu, która zakłada, że najpierw wchodzimy do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, potem do Europy Wschodniej, a następnie do Europy Zachodniej.
Jednak na Zachodzie firmy rosyjskie nie są witane entuzjastycznie.
W.J. Wiem, że nasz wizerunek na Zachodzie nie jest najlepszy. Niestety.
Co rosyjskie firmy mogą uczynić, aby poprawić swój wizerunek?
W.J. To proste. Musimy przestrzegać zasad, które obowiązują na rynku zachodnim. W Sistiemie kierujemy się prastarą rosyjską maksymą: "Do cudzego klasztoru nie włazi się z własną regułą".
Wywiad przeprowadzili
ANNA SADOWNIKOWA
i redaktor mm WOLFGANG HIRN
Źródło:
