W obiegowej opinii motocykle są pojazdami dla dawców nerek. Na ile to twierdzenie znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości?
Można wprawdzie pokusić się o rozważenie podobnej kwestii w odniesieniu do samochodów - czy są pojazdami bezpiecznymi? W obu przypadkach decydujące okazuje się nie tylko sama konstrukcja pojazdu, ale nie mniej istotna jest struktura psychiczna kierowcy. Siedząc w przytulnym wnętrzu, zyskuje on złudne poczucie bezpieczeństwa. Według opinii ekspertów, gdyby po drogach poruszały się głównie wielkie maszyny typu SUV, bylibyśmy świadkami rzezi na skalę dotąd niespotykaną, gdyż poczucie komfortu i siły zwiększa oderwanie od rzeczywistych warunków, z wiadomymi skutkami. Zjawisko to nie występuje natomiast na siodełku motocykla. Od razu odczuwalna jest zmiana temperatury otoczenia, siła wiatru, a przede wszystkim świadomość braku osłaniających blach. Stąd też zwiększona uwaga i posługiwanie się dodatkowym - szóstym - zmysłem pozwalającym na przetrwanie. Punkt styku opon z nawierzchnią jest zdecydowanie mniejszy niż w przypadku samochodu, a branie zakrętów w pochyleniu sprawia, że śliska lub nierówna nawierzchnia (np. z rozsypanym piaskiem) bywa dodatkowo śmiertelnym wręcz niebezpieczeństwem. Zagrożenie dla motocyklistów stanowią również kierowcy samochodów, którzy postępują zgodnie z zasadą: "duże ryby pożerają małe", wymuszając masą pierwszeństwo przejazdu, spychając na pobocze itd.
Z drugiej strony, bywa też jak w tym dowcipie: "Jeśli na skrzyżowaniu równorzędnym stoją dwa samochody, który z nich przejeżdża pierwszy? Oczywiście, motocyklista! Jaki motocyklista, skąd on się tam wziął?! Nigdy nie wiadomo, skąd oni się biorą!".
Rzeczywiście, jednoślady potrafią w błyskawicznym tempie przybliżyć się do samochodu i kierowca nie zauważa, skąd nagle pojawił się motocyklista. Można debatować na temat ich rozsądku, ale zastanówmy się - co by się działo na drogach, gdyby większość dysponowała maszynami o parametrach Ferrari? Przecież do wykonywania najdzikszych ewolucji na drodze wystarczy sama nalepka GTI. Natomiast motocykle seryjne - i to nie tylko te z najwyższej półki - oferują nieprawdopodobne możliwości. Silniki kręcące kilkanaście tysięcy obrotów, moce zbliżające się do 200 KM, przyspieszenia od 0 do 100 km/h zdecydowanie poniżej 3 sekund. To wszystko w maszynach seryjnych, gdyż niszowe marki oferują monstra dysponujące mocą nawet kilkuset koni mechanicznych.
Opinia dawców nerek wynika przede wszystkim z ułańskiej fantazji, graniczącej z bezmyślnością, szczególnie u jeźdźców pozbawionych wyobraźni i doświadczenia. Z tym pierwszym trzeba się urodzić - motocykliści mawiają, że rzecz sprowadza się do wyłącznika mózgu na czubku głowy, uruchamianego po założeniu kasku...
Doświadczenia nie zdobędziemy na nauce jazdy, gdyż - znów szukając analogii - to tak jakby przechodzić szkolenie na Polonezie i zaraz zasiąść za kierownicą wyścigowego bolidu. Niewielkie przeróbki motocykli seryjnych sprawiają, że nadają się one do startów w wyścigach torowych. Niewątpliwą zaletą tak wyrafinowanych rozwiązań technicznych są doskonałe hamulce z wielotłoczkowymi zaciskami oraz zawieszenia potrafiące zapewnić stabilność w całym zakresie rozwijanej szybkości.
Nie wszystkie typy motocykli przeznaczone są do wyczynu. Łagodniejsze choppery czy motocykle typowo turystyczne dysponują już silnikami o spokojniejszej charakterystyce, przeznaczonej do innego stylu jazdy. Wielu woli czerpać radość z jazdy, poruszając się bezdrożami lub w terenie, unikając ruchu na szosie. Również producenci coraz częściej wprowadzają elementy bezpieczeństwa biernego, znane z techniki samochodowej. Kiedyś ABS w motocyklu BMW szokował, dziś należy w wielu modelach do standardu. Kolejny przełom wprowadziła Honda w swoim flagowym, turystycznym modelu Gold Wing wyposażając go w airbag. Mimo że jest to motocykl zdecydowanie turystyczny, to na drodze trudno spotkać samochód dorównujący mu parametrami - nic dziwnego 1 800 ccm i sześć cylindrów budzą respekt. A brak osłaniających blach? Najczęściej stosowanym zabezpieczeniem są tzw. gmole, czyli rury chroniące przed przygnieceniem przez motocykl w razie wywrotki.
Osobny aspekt bezpieczeństwa stanowi ubiór samego kierowcy. Dobre i lekkie kaski (masa ważna jest przy osiąganych przeciążeniach), kurtki i spodnie wykonane z materiałów opartych o najnowsze, tzw. kosmiczne, technologie. Buty usztywniające stopę i zabezpieczające przed uderzeniami, protektory na kręgosłupie, barkach, łokciach, kolanach przypominają prawdziwą zbroję. Dostępne są również kurtki napełniane dwutlenkiem węgla (po wyrwaniu linki zabezpieczającej i oddaleniu się od pojazdu kierowca przypomina balon). Niestety, po zejściu z siodełka odczuwa się przemożną chęć uwolnienia się z tych wszystkich krępujących ruchy zabezpieczeń. W dodatku za w pełni profesjonalny strój trzeba zapłacić niemal 10 tys. zł, ale prawdziwa miłość wymaga wyrzeczeń. Bycie motocyklistą jest realizacją swoistej pasji, doznań nieznanych i niedostępnych kierowcom samochodów. Można, oczywiście, straszyć przyspieszeniem i mówić o płynących stąd zagrożeniach, można też potraktować je jako zaletę. Z własnego doświadczenia muszę powiedzieć, że dynamiczne odejście pozwalało niejednokrotnie wywinąć się z opresji. W tym roku stuknie mi 30 lat w siodełku motocykla - żyję, mam się dobrze. Zatem? Zanim motocykle określimy mianem bezpiecznych lub nie, porozmawiajmy o kierowcach w ogóle jako bezpiecznych czy też nie. W końcu każdy, nawet najpotężniejszy, silnik wyposażono w urządzenie zwane przepustnicą, służące do regulacji wielkości stada, z którym mamy zamiar się zmierzyć. Po prostu, jeśli nie jest się zbyt dobrym woźnicą, nie należy zaprzęgać zbyt wielu koni!
Łukasz Oster, PR Manager Suzuki Motor Poland |
| Głównym ćwiczeniem wykonywanym podczas kursu nauki jazdy motocyklem jest balansowanie na "nieśmiertelnej" ósemce. W dodatku odbywa się to standardowo lekkim i poręcznym pojazdowe szkoleniowym, jakim jest "dwieściepięćdziesiątka". Kłopot w tym, że w naszym kraju nie sprzedają się motocykle o pojemnościach mniejszych niż 500 cm3, a moc silnika jednośladów poruszających się po naszych drogach bardzo często przekracza 100 KM. Po otrzymaniu prawa jazdy świeżo upieczony kierowca siada na swój pojazd, który bez problemu osiąga prędkość 200 km/h w czasie poniżej kilkunastu sekund. Nieszczęście polega głównie na tym, że technika jazdy przy takich prędkościach jest całkowicie różna od wyuczonej gimnastyki na ósemkach oraz wolnych przejażdżek po mieście pod czujnym okiem instruktora. Po zdobyciu uprawnień motocykliści "rzucani" są więc "na głęboką wodę".
W Suzuki Moto Szkole motocykliści uczą się właśnie tych rzeczy, których program kursu na prawo jazdy zwykle nie obejmuje: pokonywanie zakrętów z przeciwskrętem, hamowania awaryjnego, omijania przeszkód na drodze itp. Szkolenie skoncentrowane jest na doskonaleniu praktycznych umiejętności oraz uczy pełniejszego spojrzenia na problem bezpieczeństwa.
|
Grzegorz Cysewski