Pod dowództwem Commandera
10:54
28.05.2007
Nie sprawdzaliśmy, ale nie jest to wcale wykluczone, że Commanderem można by się ogolić. Pewnie by się udało, bo ma on bardzo ostre krawędzie. Jednak nie do golenia służy ten samochód. Patrząc na niego, siedząc w nim i wreszcie jadąc, ma się wrażenie, że jego maksymalna prędkość powinna zostać ograniczona do 30 km/h, aby każdy zdążył nasycić oczy jego widokiem.
Z sercem Mercedesa
Zacznijmy nietypowo, bo od tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Pod kwadratową maską pracował (w testowanym egzemplarzu) silnik Diesla o pojemności 3 litrów. 3.0 CRD V6 rozwija moc 218 KM. Mało i co do tego nie ma dwóch zdań. Ale parametrem o wiele istotniejszym, zwłaszcza w przypadku samochodów terenowych, jest moment obrotowy. W Commanderze z dieslem wynosi on 510 Nm i jest dostępny w przedziale 1 600-2 000 obr./min. I taka wartość momentu usatysfakcjonuje większość kierowców, bo samochód przyspiesza ochoczo i płynnie. Niewątpliwie zaletą jest też napęd Quadra-Drive II. Korzysta on ze współpracy dwóch mechanizmów różnicowych - przedniego i tylnego o zwiększonym tarciu. System działa w ten sposób, że rozdziela siłę momentu nie tylko między osie, ale także między poszczególne koła. W skrajnych przypadkach niemal 100% momentu obrotowego może być kierowane tylko do jednego koła.
Z tyłu za tłumienie nierówności odpowiada pięciowahaczowe zawieszenie. Dzięki umieszczeniu drążka stabilizującego przed osią, osiągnięto krótszy zwis tylny. Z przodu pracuje oczywiście niezależne zawieszenie. Uff, to tyle teorii... Wyjdźmy spod samochodu i przyjrzyjmy się sylwetce.
Picasso byłby dumny
W Jeepie jak w Ameryce, wszystko jest większe. Ogromne i oczywiście kwadratowe światła przednie, a między nimi imponujący, chromowany grill. Ogromne są też koła, chociaż w porównaniu do masywnego nadwozia nie sprawiają takiego wrażenia. Charakterystycznym elementem są błotniki, na których znajdują się nity. Ich funkcja praktyczna jest żadna, za to jaki efekt! Lekkości, chociaż to może złe słowo w odniesieniu to ponad dwutonowego samochodu, dodają Commanderowi srebrne relingi i taka sama listwa biegnąca wzdłuż drzwi. Szczególnie tył pojazdu wydaje się ogromny, ale to przynajmniej ma swoje praktyczne strony, w ostatnim rzędzie bowiem (Jeep jest 7-miejscowy) jest naprawdę dużo miejsca.
Skoro jesteśmy już we wnętrzu tego kolosa, to wypada powiedzieć kilka ciepłych słów. W porównaniu do innych amerykańskich marek, jak choćby Chrysler, w Jeepie jest nader europejsko, co jest oczywista zaletą. Piękna brązowa skóra na fotelach, ciemne drewniane wstawki na desce rozdzielczej i jednolite, seledynowe podświetlenie. Nie mogło oczywiście zabraknąć chromowanych elementów, jak gałka skrzyni biegów czy uchwyty drzwi, ale to można wybaczyć.
Poza tym, zachwyca ogromna ilość miejsca z przodu, boku, z tyłu i nad głowami. Nawet pedały są regulowane, jeżeli komuś brakuje miejsca na nogi. Widoczność w olbrzymich lusterkach bocznych jest idealna. W końcu co Ameryka, to Ameryka. Tylko jak ta Ameryka będzie się spisywać w naszym rodzimym polskim błocie?
Ciągnie Jeepa do lasu
Nawet osoba podchodząca z dużym sceptycyzmem do tego co amerykańskie, z szacunkiem zmuszona byłaby patrzeć na to, co wyprawiał Commander w lesie. Wiosenne błoto, wyboiste drogi, połamane konary leżące na drodze... Czy samochód sprosta trudnościom? Jeep poradził sobie z tym wszystkim doskonale. Nie okazał się kolejną zabawką do miasta, tylko z zewnątrz przypominającą samochód terenowy. Jadąc w błotnistej kałuży, zanurzeni w niej na kilkadziesiąt centymetrów, nie mieliśmy co do tego najmniejszej wątpliwości.
Commander to samochód stworzony do jazdy w terenie. Na drodze asfaltowej wyraźnie się męczy. Gdy jest ona zbyt kręta, Jeep przyczyni się do mdłości swoich pasażerów. Bo samochód jest niezwykle miękko zawieszony i buja na krętych, górskich drogach, na których postanowiliśmy go wypróbować. Nie zmienia to jednak faktu, że daje niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Ale jak nie czuć się bezpiecznie w samochodzie, który przypomina... czołg?
Nie dla mieszczuchów
To jasne, że Jeep swojego największego modelu nie konstruował z myślą o ludziach potrzebujących auta do jazdy po mieście. Na uliczne korki pewnie lepiej pomyśleć o mniejszym aucie. Bo gdy przyjdzie zaparkować, to nie wystarczy poszukiwanie miejsca parkingowego. Trzeba będzie znaleźć co najmniej półtora takiego miejsca... I nawet gdy się je znajdzie, przed kierowcą stanie niełatwa sztuka zaparkowania. A że widoczność przez tylną szybę Commandera jest niemal żadna, w miejskiej ciasnocie zadanie to może okazać się nie lada wyzwaniem.
Bez wątpienia sprawi jednak Jeep mnóstwo radości osobie, która daleka jest od sympatii dla miejskiego zgiełku. Jeśli trzeba bowiem dojechać grząskimi dróżkami do górskiej chatki albo dostać się do leśnego domku na podmokłym terenie, nic nie da większej gwarancji dotarcia do celu od amerykańskiej terenówki. A gdy napęd na cztery koła wyciągnie nas z dziury albo pozwoli wydostać się boksującemu kołu z bagnistego terenu, wtedy nawet pasażerowie z tylnych siedzeń wybaczą Commanderowi bujanie na krętej drodze prowadzącej do celu wyprawy.
Tomasz Siwiński
Paweł Urbaniak
Źródło:
