Nowa strategia PKN Orlen bez własnej ropy
06:41
25.06.2007
-- Wylegitymowanie się własnym złożem jeszcze w tym roku przestaje być naszym głównym celem
-- mówi Piotr Kownacki, prezes
Orlenu. Jeszcze na początku tego
roku przekonywał, że w 2007
Orlen chce mieć własne złoża. Tak
właśnie przewidywała strategia
z roku 2005 (zaktualizowana
w 2006) zakładająca, że już w 2007
roku koncern będzie wydobywać
0,4 mln ton ropy z własnych złóż.
W 2015 roku wydobycie miało
wzrosnąć już do 4,3 mln ton.
Roczne nakłady na ten cel miały
wynosić 130 mln dolarów w latach
2007-2009, a w kolejnych 5 latach
438 mln dolarów rocznie. W 2006
powołano nawet spółkę Orlen
Upstream, która miała zająć się
poszukiwaniem atrakcyjnych złóż.
Teraz Kownacki mówi: -- Do kwestii
upstreamu podchodzimy nieagresywnie.
W strategii z 2005 roku są
wskazane wielkości, mówiące o tym,
jaki procent zapotrzebowania
będzie pokryty własnym wydobyciem
oraz wielkości nakładów na
upstream. Nie deklarujemy, że takie
wielkości będą utrzymane.
Co to oznacza? Chociaż Orlen nadal
analizuje wiele projektów dotyczących
wydobycia, w tym także
udział w przetargu na złoża na
litewsko-łotewskim szelfie -- upstream,
jako źródło zaopatrzenia
w surowiec, najprawdopodobniej
zostanie odłożony na półkę. Na jak
długo? Nie wiadomo.
Takie przypuszczenia potwierdza
Andrzej Szczęśniak, ekspert
rynku paliw -- Dotychczasowa
strategia Orlenu w kwestii upstreamu
była bardzo konserwatywna
i asekuracyjna. Rozłożona na
wiele lat, pozwalająca na stopniowe
zdobywanie doświadczeń. Słowa
o "nieagresywnym" podejściu można
rozumieć tylko jako wycofanie
się z poszukiwania własnych złóż.
Możejki zamiast
wydobycia
Powód odłożenia planów własnego
wydobycia jest prosty
-- pieniądze. Chcąc zadbać o dobry
rating inwestycyjny, Orlen musi
ograniczyć zadłużenie i wydatki.
A w najbliższych latach szykuje się
ich sporo. Orlen, który nie spłacił
jeszcze wartych 2,8 mld dolarów
Możejek, ogłosił nowy, gigantyczny
program inwestycyjny dla litewskiej
rafinerii, który ma nie tylko
postawić ją na nogi po ciężkich
doświadczeniach z 2006 roku, czyli
pożarze i zablokowaniu dostaw rurociągiem
"Przyjaźń", ale znacznie
zwiększyć jej efektywność.
Program Tworzenia Wartości Mazeikiu
Nafta ma pochłonąć do 2012
roku 1,6 mld dolarów -- dwukrotnie
więcej niż wcześniej deklarowano
i czego wymagał litewski
rząd. Składa się z trzech etapów.
Pierwszym będzie odtwarzanie
mocy produkcyjnych po pożarze
Część instalacji została już
odbudowana, inne będą unowocześniane.
Jak zapewnia Krystian
Pater, członek zarządu Orlenu,
przerób osiąga już 70% sprzed
pożaru, a do "pełnej pary" rafineria
ma dojść jeszcze w tym roku.
Koszt 300 mln dolarów, częściowo
pokryty ze 150-180 mln dolarów
odszkodowania, które ma zostać
wypłacone w 2008 roku.
Gorzej będzie z przywróceniem dostaw
"Przyjaźnią". Orlen przyznaje,
że jest w ciągłym kontakcie z operatorami
rury, ale jak do tej pory
surowiec nadal dociera do Możejek
przez terminal w Butyndze.
W drugim etapie podjęte zostaną
działania zwiększające
efektywność Możejek w produkcji,
sprzedaży i logistyce.
Orlen planuje m.in. zbudowanie
rurociągu produktowego do Kłajpedy,
co znacznie obniży koszty
transportu gotowych produktów,
transportowanych do tej pory
koleją. Koncern spod znaku orła
zapowiada również ekspansję
sieci stacji benzynowych na
Litwie. Do tej pory stacje pod
marką Ventus zajmują 4% litewskiego
rynku. Władze Orlenu chcą
osiągnąć poziom 20-30% rynku.
Zmieniony będzie także brand
stacji. Na jaki? Spółka na razie nie
zdradza szczegółów.
W 2008 roku rozpocznie się
trzeci etap -- ściśle inwestycyjny.
Za sumę 750 mln dolarów Orlen
planuje wybudowanie w Możejkach
wielu nowych instalacji,
pozwalających na produkcję
nowych wyrobów m.in. propylenu
oraz inwestycji zapewniających
zgodność działania rafinerii z
unijnymi normami.
Inwestycyjny plan Orlenu
w Możejkach to nie tylko spełnianie
warunków postawionych
przez litewski rząd jeszcze przed
zakupem. Koncern szacuje,
że dzięki programowi uda się
osiągnąć wzrost EBITDA (zysk
operacyjny powiększony o amortyzację)
z 77 mln dolarów w 2007
do 727 mln w 2012.
Coś za coś. Władze koncernu
nie ukrywają, że inwestycje
w Możejki odbiją się na planach
inwestycyjnych Orlenu w Polsce.
I tu również spółka nie podaje
żadnych konkretów.
Bezsenna Przyjaźń
Jak zapewnia Orlen, wszystkie
prognozy dla rafinerii w Możejkach
sporządzone są z założeniem,
że "Przyjaźń" nadal nie będzie działać,
a dostawy będą realizowane
tylko przez terminal w Butyndze.
Problem w tym, że Rosjanie nie
tylko nie kwapią się z remontem
odcinka zaopatrującego Możejki,
ale nie planują również remontów
rury biegnącej do Płocka. Zamiast
tego budują drugą nitkę rurociągu
BTS, prowadzącego do bałtyckiego
portu Primorsk i omijającego
Polskę i Białoruś.
Komentując te plany, Piotr Woźniak,
minister gospodarki, powiedział
ostatnio, że chociaż polskie
rafinerie poradzą sobie bez "Przyjaźni",
perspektywa jej wyłączenia
spędza mu sen z oczu. Władze
Orlenu, jeśli nawet nie przesypiają
nocy z powodu "Przyjaźni", nie dają
po sobie tego poznać. Na pytanie,
czy Orlen jest przygotowany na
wyłączenie dostaw "Przyjaźnią"
również do Płocka, Krystian Pater
odpowiada: -- Rurociąg Pomerania
z Gdańska do Płocka jest w stanie
pokryć w ponad 100% zapotrzebowanie
rafinerii. Cały program
inwestycyjny zakładów w Płocku
był przygotowywany tak, aby miała
szerokie spektrum przerobu ropy,
zarówno rosyjskie, jak i pochodzącej
z innych źródeł. Pater przyznaje
jednak, że instalacje w Płocku przeznaczone
są do ropy rosyjskiej i na
tym surowcu osiąga się największą
efektywność.
-- W kontraktach długoterminowych
na rosyjską ropę zawarta jest
klauzula o alternatywnych źródłach
dostaw w razie problemów z dostawami
"Przyjaźnią" -- dodaje Piotr
Kownacki, prezes Orlenu.
Grzegorz Stańczak
Źródło:
