- Czy to nie dom wariatów? - denerwuje się Andrzej Wiśniewski, ordynator oddziału ratunkowego w sieradzkim szpitalu. - Podobno taka sytuacja jest w całym kraju, a przecież wiadomo, że karetki na sygnale są uprzywilejowane, bo dla pacjenta liczy się każda minuta.
Aspirant sztabowy Janusz Grdeń, szef drogówki w Komendzie Powiatowej Policji w Sieradzu, przyznaje, że ci kierowcy karetek, którym zdjęcie zrobił fotoradar, przyjeżdżają na komendę, by wytłumaczyć konkretną sytuację.
- Może karetkę skradziono i musimy się upewnić - zastanawia się Janusz Grdeń. - Nie wiemy też, czy akurat wtedy wolno było kierowcy jechać na sygnale. Bywa i tak, że na zdjęciu widać pogotowie, ale błysku światła już nie.
Szef drogówki zapewnia, że po takich wyjaśnieniach żaden kierowca pogotowia nie został ukarany.
Nawet po 5, 6 wezwań z policji w miesiącu przychodzi do jednego kierowcy w Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Łodzi. Kierownik lekarz Paweł Goździk przyznaje, że jest to męczące.
- Za każdym razem muszę tłumaczyć zasadność wyjazdu karetki na sygnale. Dziwi mnie to, bo nasze karetki są monitorowane - dodaje Paweł Goździk. - Mój zwierzchnik wystąpił z pismem w tej sprawie do policji i czekamy na odpowiedź.
Zdzisława Latecka, pielęgniarka koordynująca z Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego z siedzibą w Łodzi przypomina sobie, że kierowcy płacili nawet mandaty. - Dotyczyło to jednak prowadzących karetki, które nie jechały na sygnale.
Z kolei kierujący Ośrodkiem Ratownictwa Medycznego w Skierniewicach Krzysztof Niedźwiecki nie słyszał o takiej kontroli.
Szef sieradzkiej drogówki obiecuje, że wypracuje z ordynatorem oddziału ratunkowego w szpitalu prostszy sposób weryfikacji zdjęć zrobionych karetkom przez fotoradar.