Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Wojciech Mann opowiada o epoce Peweksów i odrzutach z eksportu

06:02 12.07.2007

O odrzutach z eksportu, epoce Peweksów i kawałku nieznanej Polski na transatlantyku Batory rozmawiamy z Wojciechem Mannem.

Kupił pan coś kiedyś w Peweksie?

Oczywiście. Kupiłem polską wódkę, niemieckie parówki i zapalniczkę, taką w skórze. Byłem nawet uczestnikiem nielegalnego obrotu walutą. No, ale nie było innego wyjścia. Jak ktoś chciał od święta kupić coś dobrego albo dobrej jakości, czy niedostępne w żadnym innym sklepie, to tylko w Peweksie.

Ale żeby polską wódkę za dolary kupować...

PAP/Andrzej Rybczyński
Cały pomysł Peweksu był niedorzeczny. Pewex czyli Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego, tylko jak można polskie produkty eksportować do Polski? Cały ten interes razem ze słynnymi bonami towarowymi był obliczony na to, żeby wszystkie dolary wróciły do kieszeni państwa.

Pracując dla Philipa Morrisa, Pagartu czy pływając na Batorym latach 80. i 90. razem z Krzysztofem Materną, zjechaliście pół świata. Czy wtedy był na świecie jakiś znany polski produkt, o którym można było powiedzieć polski hit eksportowy?

Eksportowe hity to tworzyła peerelowska propaganda. Ale to był taki sam pic na wodę jak ten rekord polskiego fiata w jeździe na 25 tys. kilometrów. Bo i ja mógłbym ogłosić bicie rekordu świata w zjeździe rowerem Rometu po schodach Pałacu Kultury i Nauki. I pewnie rekord bym uzyskał, tyle że nikt na świecie by się tym nie przejął.

Mówiło się, że jesteśmy dziesiątą światową potęgą, jeśli chodzi o węgiel, że sprzedajemy za granicę samochody i tak dalej...

Takim prawdziwym hitem to chyba jest ta nasza wóda. Nawet w Meksyku była dostępna, a zdaje się, że była tam nawet produkowana na licencji. W Kanadzie i USA były nawet wielkie kampanie reklamowe Wyborowej. Zapewne inicjowane przez lokalnego dystrybutora, ale naprawdę było o tym głośno. Zabawna historia zdarzyła się w Kanadzie, gdy szef sali restauracji zapewnił nas: "A teraz polska wódka podana w waszym tradycyjnym stylu". Zdziwiłem się, co to za tradycyjny styl. A tu na stole ląduje butelka zamrożona w bryle lodu. Omal nie pękliśmy ze śmiechu, bo był to czas, kiedy w polskim lokalu nie uświadczyłeś jednej kostki lodu.

Tylko wódka czy coś jeszcze?

Polish ham oczywiście, no i ogórki Krakus. Piwo? Ono zawsze było tylko tam, gdzie była Polonia. Przecież taki amerykański wielbiciel rozcieńczonego Budweisera upiłby się jedna butelką Żywca.

Czyli jednak jesteśmy krajem wódką i ogórkiem słynącym...

To chyba nie jest tak źle. Taka pozytywna opinia może się przenieść na inne produkty. Skoro robimy dobrą wódkę, to może i potrafimy skroić dobry garnitur. Ja naprawdę byłem dumny, kiedy na wystawie londyńskiego sklepu zobaczyłem buty z Polski - Velur czy jakoś tak. Garnitury Bytom widziałem w niemieckich sklepach, tylko pod innymi markami. I chyba tego nam najbardziej brakuje: promocji i walki o polską tożsamość polskich produktów.

Wróćmy na chwilę do Batorego. Bo podczas jego rejsów w latach 80. pojawiła się też specjalna kategoria pasażerów, dla których rejs przez Europę był okazją do zrobienia kilku interesów.

Była cała mapa Europy wraz z przypisanymi do każdego kraju towarami, które można by dobrze sprzedać. Od portu do portu każdy z nich wzbogacał się o kolejne dobra, kryształy wymieniał na dywany, a te na kożuchy. By w końcu, powracając do Polski, mieć już masę towaru. Ja nie handlowałem, więc trudno mi o tym opowiadać. Pamiętam, że towarami z dobrym przelicznikiem były kryształy i produkowane w Polsce Marlboro. Widziałem też, jak jednemu turyście odbierano trzy odkurzacze, które do deklaracji wpisał jako urządzenia czyszczące. Gdzie i za jak dumpingową cenę zamierzał je sprzedać? (śmiech)

W ogóle Batory to był kawałek zupełnie innej, nieistniejącej Polski. Kraju, gdzie ludzie są przesympatyczni, gdzie nie obowiązuje zakaz kupowania alkoholu przed 13, gdzie nie obowiązuje zakaz hazardu. Dla Polaka to był szok, u obcokrajowców podróżujących wygrywaliśmy superobsługą, dobrą kuchnią.

Osobna kategoria to tak zwane odrzuty z eksportu. Pamięta pan?

Cała Polska się zabijała o odrzuty z eksportu. Idea była prosta: niby miało toto feler, ale było o niebo lepsze od tego, co szło na rynek krajowy. Za moich czasów prawdziwym rarytasem była fińska wersja polskiego fiata 125p. Ja nie wiem, co on takiego miał, ale to był mercedes wśród fiatów. Byli i tacy szczęśliwcy, którzy jeździli odrzutami z eksportu na rynek brytyjski, czyli z kierownicą po prawej stronie.

To teraz na poważnie. Jak promować polską gospodarkę? Czy wystarczą wideoklipy w BBC, że jesteśmy krajem pól golfowych, średniowiecznych zamków itd.? Ja się boję, że nabijamy w butelkę turystów, którzy po spotkaniu z koleinami, chamstwem na drodze już do nas nie wrócą.

Po pierwsze to wszystko da się sprzedać. Efekt musi być taki, żeby przyjeżdżali i wracali. A my mamy sporo do zaoferowania. Dla wielu turystów znużonych średnim standardem hotelowym prawdziwą przygodą będzie wyprawa na Mazury, gdzie zobaczą dzikiego ptaka, komar ich pokąsa czy meszki obsiądą.

Pytanie tylko, na ile nam potrzebny taki wizerunek: Polska - dziki kraj. Może lepiej coś nowocześniejszego?

Oczywiście. Nie można się ograniczać w przekazie do bociana, wierzby, błotnistej drogi i pijanego chłopa grającego na fujarce. Podoba mi się droga, jaką przeszli Portugalczycy, którzy jakiś czas temu byli dla Europy prymitywnymi półanalfabetami. Pozbądźmy się kompleksów. Wystarczy spojrzeć na dokonania Polaków w Hollywood - Kaczmarka, Idziaka i innych. Póki co sukcesy dotyczą raczej tych, którzy emigrowali. Pakują się lekarze, pakują się inżynierowie. Mam nadzieję, że władza zrozumie, że trzeba ludziom dać trochę luzu, a nie tłuc podatkami, nakazami i ograniczeniami. Ale to możemy zacząć zmieniać my sami.

rozmawiał Tomasz Molga
Źródło: Rynki Zagraniczne
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy