Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Pierwiastkowa historia

06:00 07.07.2007

Tocząca się dyskusja nad sposobem podejmowania decyzji w trybie głosowania, o którym miałby przesądzać Traktat Konstytucyjny pokazuje, że Unia Europejska jest organizmem żywym, w którym rozstrzygnięcia dokonują się przy otwartej kurtynie, podczas konferencji międzyrządowych. I jest to bez wątpienia wielka wartość, dająca się urzeczywistnić, pod warunkiem, że obowiązuje zasada solidarności w tym wielonarodowym organizmie.

Czy Polska, stawiając na ostrzu noża, czyli grożąc vetem, sprawę pierwiastkowego sposobu obliczania siły głosu poszczególnych państw, narusza ten fundament UE? (Nawiasem mówiąc, to już Szwedzi w 2000 r. na szczycie w Nicei proponowali taki sposób liczenia, a wymyślił go brytyjski matematyk Lionel Penrose. Nie jesteśmy więc tacy odkrywczy.) Moim zdaniem mocno go nadwyręża. Wyobraźmy sobie, że wszystkie kraje członkowskie sięgałyby do tej broni ostatecznej. Wówczas prace Unii zostałyby zupełnie sparaliżowane.

Prawdą jest, że przyjęty w Nicei system głosowania, dający ponadproporcjonalną siłę głosów krajom średnim, był bardzo satysfakcjonujący też dla Polski. Jednym z motywów, dla których został przyjęty, była chęć wzmocnienia pro unijnych sympatii w krajach, które miały stać się członkami UE. I był to przypuszczalnie błąd, który miałby skorygować obecnie Traktat Konstytucyjny. A, że z Traktatem po jego odrzuceniu przez Holandię i Francję sprawa się mocno skomplikowała, a Polska jest wśród krajów, które jeszcze nie podjęły w tej sprawie decyzji, mamy impas, który nie wiadomo, jak się zakończy na najbliższym szczycie UE.

Liczę na kompromis, bo na zdolności do kompromisu opiera się możliwość realizacji idei europejskiej solidarności. Wówczas Polska nie będzie musiała "umierać" ani za Niceę, ani za "pierwiastek", bo gdzie indziej leżą żywotne interesy naszego kraju, czego dowodzi dotychczasowe nasze członkostwo, mierzone chociażby tempem wzrostu gospodarczego.

Ale jest jeszcze inny aspekt tego sporu o sposób liczenie siły głosu poszczególnych państw. Jest nim rzeczywisty stosunek do UE, a w szczególności do Niemiec, jaśnie nam obecnie panującej ekipy. Otóż, mamy do czynienia z głębokim eurosceptycyzmem oraz niechęcią i podejrzliwością wobec Niemiec zarówno liderów PiS-u, jak LPR-u czy Samoobrony. Takie nastawienie wytwarza lęki i kompleksy, które są równoważone napinaniem mięśni, straszeniem vetem, a wszystko to w imię odmienianego przez wszystkie przypadki interesu Polski. A interes naszego kraju to pogłębiona współpraca, solidarność ogólnoeuropejska, bezpieczeństwo, w tym energetyczne, sprawność instytucji UE i strategiczne partnerstwo tak z Francją, jak i z Niemcami, aby eliminować ich grę z Rosją ponad naszymi głowami tak, jak to miało miejsce w przypadku rurociągu północnego. Polska w roli hamulcowego UE, a tak obecnie jesteśmy odbierani, to długofalowo nasza przegrana. Skąd bowiem możemy wiedzieć, że pierwiastkowy system liczenia głosów, za którym dziś optujemy, nie przeobrazi się w pierwiastkowy sposób liczenia udziału poszczególnych krajów w budowaniu budżetu UE, przeciw czemu bylibyśmy z pewnością.

Można odnieść wrażenie, że władze Polski mają bardzo zewnętrzny stosunek do UE. Formułujemy żądania (liczenie głosów), oczekujemy wsparcia (eksport mięsa do Rosji), a jednocześnie mało przejmujemy się napomnieniami płynącymi z Brukseli (Rospuda, pomoc publiczna dla stoczni, itp.). Taka polityka zaczyna nas lokować w roli autsajderów. A naszą ambicją winna być rola lidera europejskiej wspólnoty. Szczęśliwie polska opinia publiczna czuje się coraz bardziej związana z ideą europejską, czego dowodzą liczne sondaże, bo ludzie rozumieją, że wyższe zarobki, dobre autostrady, lepiej zorganizowana praca, czy lepsze warunki mieszkaniowe związane są z krajami, które już to osiągnęły. Lepiej być biedniejszym wśród bogatych niż bogatym wśród biednych.

Za dwa dni szczyt UE w Brukseli, a Polacy nie wiedzą jeszcze, kto będzie ich reprezentował: prezydent czy premier. Wszystko sprowadzone zostało do taktyki. Twardsze stanowisko miałby zajmować premier, miększe - prezydent. A może o jedno stanowisko w naszym kraju za dużo. Ale jak wówczas można by zaspokoić ambicje tak walecznych bliźniaków.

Jan Król
Źródło: Nowe Życie Gospodarcze
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy