Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Polska dyplomacja ekonomiczna domeną bumelantów

06:00 30.07.2007

Z Adamem Szejnfeldem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawiamy o tym, jak wypromować polski eksport.

Jaki jest stan prac nad projektem ustawy powołującej Polską Agencję Handlu i Inwestycji? Miała ruszyć na początku roku, a tu nadal nic...

Chaos. To jest słowo, które pasuje do ciągłych pomysłów i inicjatyw dotyczących wnoszenia do Sejmu kolejnych projektów ustaw mających na celu stworzenie nowej agencji ds. promocji polskiej gospodarki. Dowodzi to, że rząd nie ma ostatecznej, systemowej wizji, jak naprawić bieżące problemy i jednocześnie jak stworzyć stabilne, dobre rozwiązania na przyszłość. Dlatego prace nad ostatnią propozycją legislacyjną ślimaczą się już od ponad roku.

Wizji brakowało od początku?

Początkowo było nieźle. W dniu ósmego czerwca 2006 roku projekt został skierowany do Komisji Gospodarki, ale już w listopadzie ubiegłego roku Podkomisja Nadzwyczajna Komisji Gospodarki zakończyła nad nim pracę. Wnieśliśmy do niego bardzo wiele zmian i nowych przepisów, naprawiając bardzo zły i nieakceptowany projekt rządowy. To, co przygotowano w Sejmie, było wreszcie w miarę dobrą propozycją na przyszłość. Chodziło nam o to, by nie tworzyć kolejnej agencji, lecz cały system promocji Polski i polskiej gospodarki, w którym agencja byłaby tylko, albo aż, ośrodkiem zarządzania i koordynacji. Tak więc chodziło nam o rozwiązania systemowe, kompleksowe. Pierwotny projekt rządowy natomiast praktycznie niczego nie zmieniał oprócz szyldu, oprócz tabliczki na obecnym budynku PAIiIZ-u.

Wniesiono poprawki i co?

No właśnie. Nic! Efekt prac w Podkomisji najwyraźniej nie spodobał się decydentom z Rządu. Prace stanęły. Zablokowano je. Na to wszystko nałożyły się dwa konflikty. Stary - między urzędnikami Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Spraw Zagranicznych o wpływy w nowej agencji - oraz nowy - między szefostwem resortu gospodarki i branżą turystyczną, w którego tle pojawił się pomysł ministra gospodarki połączenia obecnej Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych z Polską Organizacją Turystyki. Konflikt pierwszy generował ciągle nowe poprawki, szczególnie wzmacniające siłę w projektowanej agencji ludzi z MSZ-tu, a konflikt drugi wygenerował projekt przepisów, według których nowa agencja miałaby połączyć PAIiIZ i POT. To nie znalazło mojej akceptacji i pozostałych posłów. Jak do tego jeszcze doszła sytuacja, że przedstawiciele PiS-u co rusz wnosili do projektu nowe propozycje, kolejne poprawki, ale nie pojedyncze, lecz wręcz w formie nowych projektów ustawy. Wtedy już nic dobrego ze wznowionych prac Podkomisji nie mogło wyjść.

A czy rząd w ogóle interesował się tymi pracami, brał w nich udział? Który z resortów był najaktywniejszy?

To jest dziwna historia. Agencja powinna być wysoko wyspecjalizowaną jednostką do wykonywania zadań ministra gospodarki. To powinno być jego oczko w głowie. Tymczasem prym w układaniu przepisów ma, jak się wydaje, resort spraw zagranicznych. Sam minister gospodarki natomiast nigdy osobiście na posiedzeniu Komisji czy Podkomisji nawet się nie pokazał. Owszem, zjawiali się podsekretarze stanu, ale na ogół za każdym razem inny. Mało tego, mimo że nowa ustawa ma uregulować zakres wykonywania przez agencję zadań resortu gospodarki, to agencja nie ma podlegać ministrowi gospodarki, lecz premierowi. To zupełnie dziwne, nieżyciowe i niesystemowe rozwiązanie. Ubezwłasnowolnia ministra gospodarki, ogranicza nadzór i kontrolę nad przecież jego agencją.

Stworzył pan własny projekt ustawy dotyczący agencji promocji, jak w skrócie wyglądają jej główne założenia?

Polsce nie jest potrzebna nowa agencja, nowy urząd, nowi urzędnicy, nowe sekretarki, nie są potrzebne nowe samochody służbowe Nam potrzebny jest nowoczesny system promocji Polski, jako bezpiecznego, wiarygodnego kraju, państwa członkowskiego w Unii Europejskiej, dającego gwarancje stabilnego prowadzenia u nas biznesów. System, który nie tylko promowałby i wzmacniał dobry wizerunek naszego kraju, ale również i naszej gospodarki. Dobry brand, rozpoznawalna marka - to jest to, czego nie mamy i co musimy wypromować na świecie. By robić to efektywnie, nie można opierać się na bardzo wielu niezależnie od siebie działających podmiotach - agencjach, instytucjach, organizacjach. Potrzebna jest wieloletnia strategia, zarządzana i realizowana przez jeden, silny ośrodek. Ośrodek taki - np. rządowa agencja - powinien mieć nie tylko własne zadania, ale też kompetencje koordynowania działań innych rządowych instytucji o podobnych zakresach aktywności. Powinna tez potrafić współpracować z partnerami społecznymi, organizacjami pozarządowymi. Tak więc potrzebne jest rozwiązanie systemowe. To chciałem osiągnąć własnym projektem. Kolejne założenie to jasno określone cele i zadania nowej agencji i to nie w jednym obszarze, jak to praktycznie jest dzisiaj, ale w czterech: promocja Polski i polskiej gospodarki, wspieranie polskiego eksportu, ściąganie do Polski bezpośrednich inwestycji zagranicznych i wspieranie polskich inwestycji za granicą.

Komu miałaby podlegać agencja?

Żeby dobrze działała, musiałaby podlegać ministrowi gospodarki i stać się narzędziem do realizacji jego zadań. W ramach tej podległości powinna także podlegać rygorystycznym zasadom weryfikacji efektów swojej działalności, a więc i egzekucji osiągania założonych celów. Władze jej winny być wyłaniane w drodze konkursu na określoną kadencję spośród osób o najwyższych kwalifikacjach merytorycznych w danej dziedzinie. By agencja mogła skutecznie operować za granicą w zakresie swoich zadań, powinna mieć prawo powoływania w wybranych przez siebie krajach własnych przedstawicielstw - oddziałów. Ich liczba powinna być ograniczona do precyzyjnie wybranych obszarów ekonomicznie-gospodarczych, a więc określonych krajów i ich regionów.

A co z obecnym podziałem na Wydziały Ekonomiczne i Promocji Handlu i Inwestycji?

W służbie dyplomatycznej powinno się zlikwidować wydziały ekonomiczne, gdyż w dzisiejszej dobie ich funkcjonowanie, zwłaszcza za granicą, jest mocno wątpliwe. Na pewno jednak należałoby zlikwidować wydziały handlowe - dzisiaj nazwane Wydziałami Handlu i Promocji, a właściwe przekształcić ich część w oddziały zagraniczne Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji. Agencja, a szczególnie jej oddziały zagraniczne, powinna być nastawiona bardziej na pomoc polskim przedsiębiorcom niż tworzenie makulatury dla polskiej administracji.

Przyjmując hipotezę, że PO przejmuje ster, a pan kieruje resortem gospodarki, jakie działania pan podejmie?

Zbieżne z tym, co powiedziałem wcześniej. Ale sprawa nie byłaby łatwa. Pod hasłem ekonomizacji polskiej dyplomacji praktycznie zniszczono obecnie całą strukturę polskich przedstawicielstw gospodarczych za granicą. Owszem, one nigdy nie działały dobrze, były często siedliskiem służb specjalnych. Niekiedy również ludzi przegranych, którzy musieli gdzieś przetrwać do lepszych czasów, albo zwykłych bumelantów. Brak egzekucji dobrej i efektywnej pracy, niskie zarobki oraz brak stabilnych perspektyw powodowały najczęściej to, że ludzie ci głownie zajmowali się własnym interesem i własną przyszłością, a nie pracą na rzecz polskich firm i administracji rządowej. Oczywiście, jak nie można powiedzieć, że żaden z polskich ambasadorów nie zna się na gospodarce, tak nie można powiedzieć, że żaden z pracowników polskich BRH wcześniej, a WEH-ów później, nie był znakomitym i kompetentnym fachowcem. To byłaby nieprawda. Dlatego tym bardziej nie można się zgodzić, iż demontaż, totalna destrukcja była jedyną i najlepszą metodą na naprawianie Wydziałów Ekonomiczno-Handowych i całej struktury polskiej dyplomacji gospodarczej.

No właśnie, czy wszystkie dotychczas wykonane ruchy, jak podział WEH-ów na WPHiI i WE, były pańskim zdaniem bezcelowe i reformę trzeba będzie rozpocząć od nowa?

Najpierw Biura Radców Handlowych zastąpiono Wydziałami Ekonomiczno-Handlowymi. Potem Wydziały Handlu i Promocji zastąpiły wcześniejsze WEH-y. Lecz nadal nie widzę żadnej poprawy, ani strukturalnej, ani funkcjonalnej, ani efektywnej ich działania. Zmiana szyldu bowiem nie może niczego uczynić. Natomiast ostatnio dodatkowe struktury Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w tym Wydziały Ekonomiczne ambasad, powstały w znacznej mierze dzięki przejęciu przez MSZ 142 etatów zagranicznych, 137 stanowisk ryczałtowych oraz ponad 38 mln zł z działu "gospodarka", na podstawie porozumienia Ministra Spraw Zagranicznych i Ministra Gospodarki. Było to porozumienie w sprawie "ustanowienia dyplomacji ekonomicznej". Wspomniane Wydziały Ekonomiczne powstały więc kosztem znacznego zmniejszenia potencjału państwa - liczby placówek, kadr i środków finansowych - w zakresie promocji i ochrony interesów polskich podmiotów gospodarczych. Aktualnie, jeśli jestem na bieżąco, jedynie w 45 z ok. 150 polskich placówek zagranicznych działają Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji służące realną pomocą polskim przedsiębiorcom. Jednocześnie natomiast niemal 100 Wydziałów Ekonomicznych za granicą opracowuje analizy dla urzędników. Analizy, które studenci pierwszych lat nauki, nie wyjeżdżając z Polski, pracując poprzez internet, mogliby pewnie wykonywać w Warszawie. Inna rzecz, że w ogóle nie wiemy, co się z tymi danymi później dzieje. Po co one komu, kto i w jakim zakresie z nich korzysta, i co z tego mają polscy przedsiębiorcy. Z moich informacji wynika, ze zapychane nimi są półki coraz to większej liczby urzędniczych szaf. Tak, przed następną ekipą stanie niewyobrażalny bałagan do uporządkowania w przyszłości.

Jak ustosunkowałby się pan do pomysłu, że pewne obszary pomocy ze strony zagranicznych placówek byłyby dla eksporterów płatne. Myśli pan, że ich jakość wzrosłaby w stosunku do stanu obecnego (często krytykowanego przez eksporterów?)

Powiem więcej. Nie chodzi tylko o eksporterów. Wszystkie działania zlecane agencji przez przedsiębiorców, a wychodzące poza zakres normalnej działalności agencji - określonej w ramach jej zadań statutowych - winny być odpłatne. Natomiast nie powinno to być raczej przedmiotem podstawowej działalności, ale uzupełnieniem zakresu działań i realizacją służebnej roli nie tylko wobec państwa, ale również wobec polskich przedsiębiorców. Dlatego różnego rodzaju usługi, sprzedaż danych czy informacji, nie powinny być przedmiotem komercyjnej, zarobkowej działalności. Oznacza to, że winny być realizowane po kosztach. W przeciwnym razie z czasem agencja z podmiotu administracji przekształciłaby się łatwo, szybko i przyjemnie w komercyjny podmiot na prywatnym rynku.

Jaki, pańskim zdaniem, mógłby być najlepszy wzorzec dla nowej ustawy? Wcześniej mówiono o UK Trade & Investment.

Dobrych rozwiązań jest bardzo wiele. Choćby przytoczyć doświadczenia brytyjskie, holenderskie, hiszpańskie, czy czeskie. Należy czerpać ze wszystkich dobrych, ale ostatecznie tworzyć system uwzględniający naszą specyfikę.

Jak, według pana, potoczą się losy reformy - jest szansa, że w promocji, w tym eksportu, coś się ruszy jeszcze w tym roku?

Chorobę można leczyć objawowo lub przyczynowo. Jak już była mowa, przedstawiciele dzisiejszej ekipy rządowej i nie bardzo znają się na przedmiocie naszej rozmowy, i nie bardzo rozumieją konieczną potrzebę dobrych zmian. Jak się więc to skończy i kiedy, trudno przewidzieć. Na dobre leczenie usuwające przyczyny problemów niestety nie liczę. Obawiam się bowiem, że uchwalona zostanie ustawa, którą za dwa lata kolejna ekipa będzie zmuszona zmieniać albo uchylić zupełnie. Karuzela zaczęłaby się wtedy od nowa. W takiej sytuacji być może lepiej byłoby zostawić to co jest i leczyć chorobę objawowo. Wszystko okaże się, zwłaszcza po lekturze ostatecznej treści projektu, jaki wkrótce ponownie trafi pod obrady Sejmu.

rozmawiał Grzegorz Stańczak

Źródło: Rynki Zagraniczne
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy