Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Popularne artykuły

-

SKP ® (Super Księga Podatkowa)
Kompletny program dla firm i biur rachunkowych
Rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne

Oferta tygodnia: 50% rabatu!
Sprawdź: www.ksiegapodatkowa.pl

reklama 

Polecamy

-
Rankingi produktów finansowych dla firm Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

manager magazin
06:17 06.08.2007
Źródło: manager magazin

Trzeci wymiar marketingu: W krainie czarów

Dwa światy. Wiele milionów ludzi stworzyło na internetowej platformie Second Life nową rzeczywistość, ale ten sztuczny równoległy świat coraz bardziej przenika do realnego.

Jednak sen zmorzył 24-letniego Stephana Keisersa. To wpadka, bo postanowił pracować przy komputerze także nocami, w mieście Wuhan w środkowych Chinach. W ośmiomilionowej metropolii nad rzeką Jangcy, 1100 km od Pekinu, zegary wyprzedzają czas środkowoeuropejski o siedem godzin. Keisers mieszka w środku Chin, ale nie rozumie ani słowa w tutejszym języku. I nie umiałby tu kupić nawet bułki, choć w świecie internetu jest jednym z ważnych biznesmenów.

Kiedy w Wuhanie zapada noc, klienci Keisersa dopiero się budzą. Najpierw Niemcy, potem - ze względu na różnicę czasu - Amerykanie. A wszyscy oni chcą kupować u niego nieruchomości, niekiedy całą wyspę i to wraz z odpowiednimi zabudowaniami.

- Spać możemy później - mówi Keisers. - Teraz budujemy nowy świat. To czasy pionierów. Tak jak na początku lat 90., gdy ludzie odkrywali internet. Kto teraz śpi, jest sam sobie winien. Na naszych oczach powstaje coś wielkiego. To Second Life, czyli wirtualny świat w sieci. Firma, dla której Keisers pracuje w środkowych Chinach, nazywa się Anshe Chung Studios.

Anshe Chung zwiększyła niedawno zatrudnienie z 20 do 50 pracowników, a wkrótce będzie ich przeszło 200. Mimo to nie sposób płynnie realizować zamówień, gdyż tak duży jest popyt na nieruchomości, które firma oferuje w Dreamlandzie.

Właścicielka, pani Anshe Chung, zbiła fortunę. Jest to biznes o tyle dziwny, że firma sprzedaje wirtualne parcele, a klienci płacą za nie prawdziwymi dolarami.

W Second Life znajdują się już: oddział agencji prasowej Reuters, wielkie domy odzieżowe Adidasa i American Aparell, firmowe salony samochodowe Toyoty i Nissana. Barwny koloryt zapewniają niezliczone bary i dyskoteki.

A wszystko to rodzi się na naszych oczach, w rzeczywistości wirtualnej. Keisers musi teraz szybko wznieść internetową świątynię dla amerykańskiego Life Church - jednego z najbardziej wpływowych kościołów w USA - a zaraz potem oddać do użytku, na jednej z wysp, filię agencji reklamowej z Monachium. Zleceniodawcy naciskają i nie chcą zbyt długo czekać.

Zaludnienie Second Life zwiększyło się w drugiej połowie 2006 r. o 600 proc., a wirtualny świat zajmuje już 360 km kw. i jest większy od Monachium. Według firmy Linden Lab, która zarządza SL, każdego dnia dokonuje się tu obrotów na łączną kwotę 1 mln dol. amerykańskich. Panuje boom inwestycyjny, ze wszystkimi typowymi zjawiskami, jak podejrzane bary i spelunki, prostytucja i handel narkotykami na "lądzie stałym".

Zamożni szukają spokoju na wyspach, które są domeną pani Chung. W Second Life - który mógłby być prawdziwą utopią, czyli legendarną krainą, gdzie nie ma władzy i kłamstwa - ujawnia się pazerność społeczeństwa klasowego. Toczą się walki partyzanckie. Wirtualni rebelianci już atakują panią Chung - wielką, wirtualną posiadaczkę ziemską - całą chmarą pomalowanych na różowo penisów.

Realna polityka też już wdarła się do wirtualnej przestrzeni. Można np. odwiedzać wiece polityczne ubiegającego się o prezydenturę byłego gubernatora Wirginii i brać udział w demonstracjach przeciwko prawicowemu nacjonaliście rodem z Francji - Le Penowi. Próg oddzielający prawdziwy byt od iluzji, rzeczywistość od fikcji został niemalże zniwelowany. Wirtualny świat bardzo chętnie nawiedzają Niemcy, którzy są w nim, po Amerykanach i Francuzach, trzecią grupą narodową. I to oni pierwsi założyli w SL tak ważną dla nich instytucję jak urząd pracy.

Królowa nieruchomości Anshe Chung szczyci się opinią pierwszej milionerki z Second Life i była już na okładce pisma "Business Week". Naprawdę nazywa się Ailin Gräf i do niedawna była nauczycielką w szkole w Hesji. Teraz, jako Anshe Chung, wyczarowuje z danych cyfrowych wyspy z lagunami i zielonymi pagórkami.

Jednym z jej klientów jest Olaf Kramolowsky (37) - pracujący dla monachijskiej agencji reklamowej Avantgarde, która organizuje m.in. eventy. Teraz ma on pokierować wielką filią w wirtualnym świecie SL. Po zaledwie kilku tygodniach poruszania się w nowej przestrzeni, jego nerwy są już mocno nadszarpnięte.

- Wszyscy chcą się tylko spotykać "w grze", ale ja nie mam na to czasu, bo pracuję w realnym świecie - mówi. Kramolowsky chętnie poleciałby do Wuhanu na rozmowy biznesowe, poznałby tamtejszą kuchnię, napiłby się sake i omówiłby wszystkie sprawy. Przywykł do takiego trybu pracy. Chciałby spojrzeć w oczy człowiekowi, a w Second Life to niemożliwe. Po co lecieć do Wuhanu, skoro można się spotkać w wirtualnej przestrzeni oraz ocenić postępy prac? Ludzie z Anshe Chung Studios są zdumieni takimi staroświeckimi nawykami.

Kramolowsky i szef Avantgarde Martin Schnaack (43) siadają więc w przeszklonej centrali firmy w Monachium przy owalnym stole i zastanawiają się, jak ma wyglądać ich oddział w Second Life. Już następnego dnia chcą wysłać szczegółowy mail do Stephana Keisersa. Po kilku dniach otrzymują odpowiedź. Filia w SL będzie kosztować 6,5 tys. dol., a poza tym regularnie co miesiąc 295 dol. czynszu dla Linden Lab - operatora "drugiego świata". Schnaack i Kramolowsky bez wahania akceptują ofertę. To kolejny dobry zarobek dla Anshe Chung - milionerki i wielkiej bizneswoman z branży budowlanej w Second Life. Rebeca Casati, Matthias Matussek, Philipp Oehmke, Moritz von Uslar

"Der Spiegel"

Wiadomość archiwalna. Treść artykułu dotyczy stanu prawnego obowiązującego w czasie jego publikacji.