Ustawa dopuszcza istnienie aptek internetowych w oparciu o rozporządzenie, którego nie ma
06:00
12.08.2007
Niech stanie się jasność...
W czerwcu, kiedy Polskę nawiedziła fala upałów, inspekcja farmaceutyczna na Śląsku zamknęła kilka aptek w Chorzowie i Katowicach, bo w czasie kontroli było tam powyżej 25 stopni C, co mogło mieć negatywny wpływ na leki. - W podobnym przypadku w ubiegłym roku w innej aptece zaczęły topić się czopki - przypomina Stanisław Piechula, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Katowicach.
Prezes Piechula zadaje więc pytanie: dlaczego w takich sytuacjach zamyka się apteki tradycyjne, ale nikt już nie kontroluje transportu leków rozgrzanym pojazdem z apteki internetowej do pacjenta?
- Nie jestem przeciwnikiem aptek internetowych. Jestem natomiast gorącym zwolennikiem równego traktowania aptek internetowych i tradycyjnych - przekonuje Stanisław Piechula.
Bałagan legislacyjny
Kwestie związane z egzekwowaniem wymogów dotyczących wysyłania leków zamawianych przez internet komplikuje brak odpowiedniego rozporządzenia. To znaczy projekt takiego dokumentu znany jest od dawna, ale gotowego rozporządzenia jak nie było, tak nie ma... I nie wiadomo, kiedy będzie. Może to kwestia kilku tygodni, może miesięcy. Ten stan oczekiwania na odpowiednie przepisy przedłuża stan totalnej niepewności, jak postępować z aptekami internetowymi.
- Nadzór farmaceutyczny nie za bardzo wie, co robić - twierdzi Piechula. - Ustawa dopuszcza istnienie aptek internetowych, ale wyraźnie mówi, że zostaną one uruchomione w oparciu o rozporządzenie. A rozporządzenia nie ma...
Czy to znaczy, że te apteki działają nielegalnie?
Jackowi Denkowskiemu, prezesowi e-apteki Domzdrowia.pl, trudno jest polemizować z treścią nieopublikowanego rozporządzenia, ale po przeczytaniu projektu wysuwa wobec niego wiele zastrzeżeń - np. gdy chodzi o warunki zapewniające kontrolę temperatury w czasie transportu; bo, jego zdaniem, ministerstwo nie podało dokładnie, jak sobie spełnienie tego punktu wyobraża.
- Zapis o warunkach przewożenia leku w tym projekcie jest nieprecyzyjny. Chociażby kwestia tzw. wydzielonej części transportu. Ministerstwo odpowiada kuriozalnie, że "nie wie, jak to zrobić, ale będzie to kontrolować" - irytuje się prezes Denkowski.
Kukułcze jajo
Z kolei na przepisie o 24-godzinnych dyżurach e-aptek najbardziej mają skorzystać pacjenci. Jednak właściciele aptek on-line nie kryją irytacji.
- Jako obywatel bardzo się cieszę, że w kraju ruszy całodobowe doradztwo farmaceutyczne, które będzie się cieszyło na pewno dużym powodzeniem - mówi Denkowski. - Tylko dlaczego ma to być robione za pieniądze kilku czy kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy prowadzą tego typu działalność?!
GIF jako uzasadnienie podaje konieczność zapewnienia przez farmaceutę ciągłej informacji o zakupionym przez internet leku. Jednak pacjent, który kupi lek w tradycyjnej aptece, też może być tej informacji pozbawiony.
- W takiej sytuacji, osoba, która kupiła lek w zupełnie innej aptece, zadzwoni do apteki internetowej, a farmaceuta dyżurujący przy telefonie, choćby z przyczyn etycznych, nie odmówi porady dotyczącej owego preparatu - argumentuje Denkowski.
Środowisko właścicieli aptek internetowych traktuje planowane przepisy jako szykanę. Ich skutkiem będą wyższe koszty transportu i konieczność dodatkowego zatrudnienia, czyli zwiększenie swoich kosztów i podniesienie cen produktów.
Narzuca się pytanie, czy chodzi tu jeszcze o bezpieczeństwo pacjenta czy już o pieniądze?
Prezes Piechula: - Zwolennicy sprzedaży internetowej argumentują, iż nowe rozporządzenie spowoduje, że handel internetowy przestanie się opłacać, bo leki będą droższe. Dopóki pierwszemu pacjentowi coś się nie stanie. Więc z jednej strony chodzi o pieniądze, ale z drugiej o związane z takim obrotem ryzyko.
Gra na czas?
Zdaniem e-aptekarzy, mają oni trudne zadanie polemizowania z czymś nieokreślonym i walki z argumentami, które nie są racjonalne.
Po konsultacji ze środowiskiem aptekarskim, Ministerstwo Zdrowia wycofało się z kilku pomysłów, za sprawą których przepisy rozporządzenia kolidowały z innymi aktami prawnymi. Chodzi np. o umieszczanie na przesyłce danych pacjenta i informacji o zawartości paczki.
- Osoby, które pracują nad rozporządzeniem o sprzedaży przez internet, nie znają w ogóle zasad działania internetu, w tym praw i obowiązków nakładanych na każdy sklep internetowy, jak chociażby gromadzenia danych osobowych klientów - mówi Denkowski. - Przez to powstaje wrażenie, że rozporządzenie piszą osoby niekompetentne, a zwlekanie z jego wydaniem jest próbą odsunięcia problemu w czasie.
L.J.
Źródło:
