- Ale było warto - krzyczała uradowana 14-letnia dziewczyna, kiedy po trzech (!) godzinach znalazła się w środku Pit Lane Parku BMW Sauber.
Przez trzy dni można było z bliska zobaczyć zaplecze stajni BMW Sauber. Największym zainteresowaniem cieszyły się symulatory jazdy, ale nie brakowało chętnych, którzy chcieli zmierzyć się z czasem i wymienić koła lub zatankować do pełna przeźroczysty, wykonany z akrylu bolid.
- F1 jest sportem zamkniętym, kibice nie mogą się przedostać zbyt blisko tego sportu, dlatego staramy się im wychodzić na przeciw. Zarówno zespół tak jak i ja staramy się w każdej wolnej chwili przekazywać jak najwięcej informacji, przybliżyć kulisy tego sportu. Pit Lane Park to najlepsza okazja, by choć przez chwilę poczuć się członkiem zespołu - tłumaczył cel powstania miasteczka F 1 polski kierowca.
Mimo męczącego upału kibice cierpliwie czekali na pokaz naszego mistrza. Kubicę można było zobaczyć i usłyszeć jak mknie w bolidzie F1, po specjalnie w tym celu utworzonym 90-metrowym torze wyścigowym z dwiema pętlami zwrotnymi. Oprócz niego za kierownicą bolidu F1 zasiadł Joerg Muller, doświadczony niemiecki kierowca wyścigowy World Touring Car Championship oraz 15-letni Kevin Mirocha, który poprowadził bolid Formuły BMW. Co ciekawe Kevin jest z pochodzenia Polakiem, na stałe mieszkającym w Niemczech. Były także spektakularne przejazdy rewelacyjnego motocyklisty kaskadera Chrisa Pfeiffera.
W czternastu zaimprowizowanych garażach były prezentowane nie tylko bolidy Formuły 1, ale także elementy wyposażenia boksów, sprzęt techniczny używany przez zespół polskiego kierowcy. Dużym zainteresowaniem cieszyły się, mimo wysokich cen, pamiątki zespołu BMW Sauber.
W ubiegłym roku w pięciu miastach Europy ponad 135 tysięcy fanów Formuły 1 poznało tajniki wyścigów. W Warszawie było ich podobno o połowę mniej. To świadczy, że powoli wyścigi Formuły 1 stają się naszym sportem narodowym.
Rozmowa z Robertem Kubicą
Nie tak dawno minęła rocznica pańskich startów w Formule 1. Jak pan ocenia ten rok? Tak jak to bywało do tej pory były momenty dobre i złe. Ten rok nie jest zbyt dobry, za dużo było problemów technicznych, zdarzyły się także pomyłki, przez co straciłem kilka punktów. Sezon jeszcze się nie skończył i będziemy walczyć. Z niecierpliwością czekam na dwa wyścigi w Europie na torach Monza i Spa, bo wierzę, że one będą dla nas bardzo udane. Krótko oceniając ten rok mogę powiedzieć, że na pewno jeżdżę zdecydowanie szybciej, lepiej układa się też współpraca z inżynierami.
Z wyścigu na wyścig zdobywa pan doświadczenie więc następny sezon powinien być jeszcze lepszy? Nie wiem czy w następnym sezonie będę jeszcze jeździł (śmiech).
Kiedy będzie można oglądać wyścigi w naszym kraju? Gdyby dziesięć lat temu ktoś zapytał, czy Polak będzie się ścigał w Formule 1, to skwitowane byłoby to śmiechem. Stało się inaczej i to jest już faktem. Trzeba wierzyć, że kiedyś również w Polsce będzie można oglądać takie zawody. Nie wystarczy jednak wybudować tor, trzeba jeszcze zrobić wszystko, aby zostać organizatorem wyścigu Grand Prix. To dwie różne sprawy.
Zespół BMW Sauber w tej chwili jest trzecią siłą w walce o mistrzostw świata. Czy stać go już na wygranie wyścigu? Nie sądzę, aby w tym roku nasz zespół stać było na zwycięstwo w wyścigu, choć wszystko jest możliwe. Zależy to od wielu czynników takich jak choćby pogoda. Może nam dopisze szczęście, ale wydaje się, że Ferrari i McLaren w tej chwili są poza konkurencją. Nam pozostają pozycje 5-6, choć czasami zdarzają się lepsze. Tak było w Montrealu, a ostatnio na Węgrzech, gdzie było dla nas podium.
Gdzie to podium było najbliżej dla pana? Było kilka okazji, jednak najbliżej było na Hungaroringu. Rytm wyścigu był bardzo dobry, w piątek jeździłem bardzo szybko i tak samo było w wyścigu. Niestety w kwalifikacjach boild spisywał się nieco słabiej, miałem problemy ze zmianą biegów. Startując z czwartego rzędu trudno na tym torze wywalczyć podium, nawet kiedy jedzie się bardzo szybko.
Czy zespół BMW Sauber przygotowuje już nowy model samochodu, który byłby w stanie nawiązać walkę z McLarenem i Ferrari? Na przyszły sezon, tak jak co roku, budujemy nowy bolid. Silniki są "zamrożone" na cztery lata, więc przez następne trzy będziemy stosować te same. Taki jest zapis w regulaminie. Pracujemy jedynie nad nadwoziem. W przyszłym sezonie nie będzie także trakcji kontroli pojazdów, dlatego też musimy nad tym popracować.
Podczas wyścigu w Montrealu wszystkim stanęło serce, kiedy pański bolid wyleciał w powietrze, a potem uderzył w barierę ochronną. Wyglądało to bardzo groźnie, skończyło się na skręceniu kostki. To było szczęście czy też bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa w Formule 1? Myślę że jedno i drugie. W naszej dyscyplinie wypadki się zdarzają, dlatego wszyscy pracujemy nad tym, aby było jak najbezpieczniej. Jeżdżę dalej, tak jakby tego wypadku w ogóle nie było.
Czy on coś zmienił w pańskim życiu? Zupełnie nic.
W naszym kraju mówi się powoli o "Kubicomani". Czy popularność jest dla pana miła czy męcząca? Popularność wiąże się z tym co robię. Gdybym wygrywał wyścigi to zapewne byłaby ona jeszcze większa, gdybym przegrywał, jeździł gdzieś w "ogonie", to byłaby mniejsza. Ona w dużej mierze zależy od wyników uzyskiwanych przez sportowca. Jeszcze kilka lat temu mało kto interesował się skokami narciarskimi, a od kiedy Adam Małysz zaczął odnosić sukcesy, oglądają je prawie wszyscy. Dla sportowca popularność jest bardzo przyjemna.
Tak jak za Małyszem, polscy kibice teraz podążają za panem i widać ich prawie na każdych torach. Jestem zaskoczony taką ilością polskich kibiców na ostatnich wyścigach. Od ubiegłego roku ta liczba ciągle rośnie. To bardzo przyjemne widzieć na trybunach biało-czerwone flagi. Oczywiście podczas jazdy nie mogę ich pozdrowić, ale po wyścigu chętnie to robię.
Jak wygląda tydzień kierowcy wyścigowego? Często tak bywa, że zaraz po wyścigu lecimy na testy do Hiszpanii, bo tam z reguły pracujemy. Przez trzy dni nie ma wytchnienia, terminy są bardzo napięte. Kiedy jest trochę wolnego to najczęściej odpoczywamy, ale również trenujemy na siłowni, ćwiczymy refleks i koncentrację. Mamy również spotkania ze sponsorami, a przede wszystkim z kibicami.
Wielu młodych ludzi marzy o karierze kierowcy Formuły 1. Co może im pan poradzić, aby poszli w pańskie ślady? Ma pan dla nich jakąś uniwersalną radę? Nie ma złotego środka. Ja rozpoczynałem kiedy miałem 4 lata, Tiago Monteiro kiedy miał 16 lat. Mogę powiedzieć, że im wcześniej się zaczyna, tym lepiej. Potem trzeba cierpliwości i uporu w dążeniu do celu. Jednym przychodzi to szybciej, innym później, jednym łatwiej, drugim trudniej.
Co jest ważniejsze w Formule 1: umiejętności czy też dobry samochód? Słaby kierowca nic nie osiągnie nawet za kierownicą dobrego, szybkiego samochodu i odwrotnie. Wszystko musi współgrać.
Jak daje sobie pan radę na motocyklu? Jeździłem wszystkim czym się dało i miało cztery koła. Na dwóch kółkach nie jeżdżę i nie myślałem, aby wsiąść na motor.
Podobno nie ma przyjaźni między kierowcami Formuły 1. Jak to wygląda w zespole BMW Sauber i jak komentowany jest wśród kierowców konflikt między Alonso a Hamiltonem? Jeśli jest się na torze nie ma przyjaźni, bo jej być nie może. Poza torem bywa różnie, może być, ale nie musi. Sytuacja w naszym zespole pod tym względem wygląda zdecydowanie lepiej niż ostatnio przedstawiały je media. Nie miałem nigdy problemu z Nickiem, mam nadzieję, że on też nie narzeka na mnie. Nawet kiedy mnie potrącił nie mieliśmy do siebie pretensji. Natomiast, nie reprezentuję zespołu McLarena, dlatego nie będę komentował tego co jest między kierowcami tego zespołu.
Te wszystkie ostatnie medialne doniesienia to chęć napędzenia zainteresowania Formułą 1? Pewne rzeczy nakręcane są specjalnie, żeby było ciekawiej. Teraz jest akurat przerwa, dlatego media prześcigają się w różnych doniesieniach. Według mnie i tak wszystko zostanie po staremu czyli Hamilton nie przejdzie do Ferrari, a moim partnerem nie będzie Alonso. Zresztą czas pokaże jak będzie, ale ja mam na ten temat takie zdanie.
Lubi pan tor w Turcji, gdzie rozegrany zostanie najbliższy wyścig Grand Prix? To nowoczesny obiekt i lubię na nim się ścigać, choć nie jest on moim ulubionym. Do tych zaliczam przede wszystkim Suzukę, a poza kalendarzem Formuły 1, bardzo lubię tor w Macao.
Kto jest pańskim faworytem do mistrzostwa świata? Zdecydowanie Alonso.
Autor: Leszek Jaźwiecki