Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Ryby eksportowane bez promocji

06:00 24.08.2007

Najnowsza historia eksportu ryb i produktów rybnych sięga czasów PRL, kiedy to sprzedawane na zachód ryby, głównie z łowisk dalekomorskich, były cennym dostawcą powszechnie brakującej dewizy. Z czasem, głównie za sprawą wejścia w życie Konwencji o Prawie Morza, nasz kraj został kolejno wyparty ze wszystkich wartościowych łowisk -- nie chciało naszej floty ani Peru, ani USA, ani też Federacja Rosyjska. Polskie połowy mintaja i morszczuka spadły więc niemal do zera, a jednak eksport powoli rozwijał się, coraz bardziej koncentrując się na produktach wysoko przetworzonych. W latach 90. produkcja eksportowa bazowała głównie na sieci małych, prężnych przetwórni z kapitałem rodzinnym. Jednym z najważniejszych kierunków zbytu stał się wschód -- mieszkańcy Moskwy i Petersburga szybko docenili smak polskich marynat śledziowych i konserw rybnych -- delikatniejszych w smaku od produktów krajowych; bogatszych w przyprawy i warzywa.

Niestety kryzys rosyjski zniechęcił zdecydowaną większość eksporterów do "Wschodu", a przeciągające się od 2004 r. embargo na dostawy produktów żywnościowych pochodzenia polskiego na rynek Rosji ostatecznie wyparło naszych producentów z tego obiecującego i bardzo pojemnego rynku zbytu. Kryzys rosyjski ujawnił jednak najważniejsze cechy polskiego przetwórstwa ryb -- jego bardzo wysoką elastyczność podażową i ogromną determinację właścicieli przetwórni, by dostosować zakłady do poziomu europejskiego. Dzięki temu u progu XXI wieku nasze zakłady przetwórstwa rybnego były zdolne do eksportowania produktów o wartości ponad 250 mln euro rocznie i to na najbardziej wymagające rynki zbytu. Wdrażany przed akcesją do UE program SAPARD oraz niskooprocentowane (jak na tamte czasy) kredyty preferencyjne z tzw. linii BR-12, zdynamizowały inwestycje w podniesienie standardów higienicznych przetwórni i zwiększyły możliwości produkcyjne kilkudziesięciu zakładów. W latach 2000-2003 modernizacja przetwórni rybnych pochłonęła 275 mln zł i przejściowo spowodowała nawet nadmierny wzrost zadłużenia i spadek rentowności produkcji.


Zdecydowane działania służb weterynaryjnych wyeliminowały z kolei z obrotu gospodarczego małe zaniedbane zakłady, które psuły wizerunek branży. Kiedy w roku 2004 Polska przystępowała do Unii Europejskiej przetwórnie były jednak pod każdym względem, może za wyjątkiem płynności finansowej, przygotowane do ekspansji na wspólny rynek. Już w pierwszym roku członkostwa w UE udało się uzyskać 30% dynamikę wzrostu eksportu i zwiększyć go do 357 mln euro. Rok 2005 stanowił jeszcze większe zaskoczenie -- 40% wzrost zbliżył branżę rybną do 0,5 mld euro przychodów z bezpośredniego eksportu. W ubiegłym roku usłyszeć można było głosy o słabnącej dynamice eksportowej, jednak 28% wzrost nadal imponuje, że 645 mln euro przychodów robi wrażenie w kraju, w którym ryby nigdy nie były tematem dnia.

Salmon made in Poland

Choć o fenomenie łososia, który trafia do Polski z Norwegii i w naszych przetwórniach jest filetowany, wędzony i plasterkowany pisano już wielokrotnie, warto przypomnieć, że w ciągu 4 lat jego eksport wzrósł aż 6-krotnie. W 2006 r. polskie przetwórnie sprzedały do krajów UE i Japonii 27,6 tys. ton produktów z łososia o niebagatelnej wartości 260 mln euro. Tuzami łososiowego eksportu od lat pozostają Morpol SA. z Duninowa oraz Suempol Sp. z o.o. z Bielska Podlaskiego. Kierowany przez Jerzego Malka Morpol to dziś firma na skalę europejską, z ponad 590 mln zł przychodów i ambicjami na osiągnięcie 1 mld zł przychodów w ciągu najbliższego roku. Polskie przedsiębiorstwa zdominowały w 85% dostawy wędzonego łososia na niemiecki rynek. Krajowi producenci z RFN albo zakończyli działalność, albo zdecydowali się, tak jak Ternäben i Laschinger GmbH, na przeniesienie produkcji do zakładów zlokalizowanych na terenie Polski. Po wyczerpaniu się możliwości rynku niemieckiego polscy producenci starają się zdominować rynki południowych sąsiadów w Czechach, Rumunii, na Węgrzech i Słowacji.


Nie tylko polski łosoś robi furorę na zagranicznych rynkach. Od dawna specjalnością naszych zakładów jest śledź, produkowany w Polsce w kilkuset smakach. Solony, marynowany i często wzbogacony o sałatkę warzywną śledź nie jest znany w krajach Europy Południowej, jednak na północy naszego kontynentu od setek lat uważany jest za przysmak, zajmujący w tradycyjnej kuchni wyjątkową pozycję. W ostatnich latach rozwój produkcji śledzia hamowały wysokie ceny surowca, który nasze przetwórnie sprowadzają głównie ze Skandynawii. Obecnie większe limity połowowe przyczyniły się do spadku, nawet o kilkadziesiąt procent, cen mrożonych płatów śledziowych, co pozwala przetwórniom osiągać wyższą rentowność.

W pierwszym roku po akcesji do UE wyeksportowaliśmy 32 tys. ton śledzi o wartości 56 mln euro. W ciągu dwóch lat eksport wzrósł do 46 tys. ton i wartości 94 mln euro. Bieżący i przyszły rok mogą być jednak rekordowe, bo nasz największy krajowy producent i eksporter -- Uniq Lisner rozpoczął budowę Europejskiego Centrum Produkcji i Rozwoju Produktów Rybnych w Poznaniu za kwotę 20 mln zł. Ponadto władze koncernu Uniq zdecydowały się zamknąć nierentowny zakład w Bremerhaven i przenieść produkcję do Polski.

Eksportowane z Polski konserwy zniknęły wprawdzie z rosyjskich półek, ale za to pojawiają się coraz częściej w krajach Europy Środkowej. Akcesja Rumunii i Bułgarii do UE ułatwi dalszą penetrację tego rynku, choć konkurencja producentów niemieckich i nadbałtyckich jest bardzo silna. Eksport prowadzą wszyscy krajowi producenci konserw (dziewięć średniej i dużej wielkości przedsiębiorstw), jednak zdecydowanym liderem jest Rieber Foods -- związany kapitałową z Delectą producent z Gniewina, który rocznie wysyła za granicę puszki z rybami o wartości około 50 mln zł. Konserwy z dumną marką King Oscar, do której koncern Rieber Foods nabył królewskie prawo już w 1902 roku, trafiają nie tylko na rynki europejskie, ale także do USA, Kanady i Australii.

Inwestycje napędzają produkcję, produkcja napędza eksport?

Wzrost polskiego eksportu nie jest prostą odpowiedzią na rosnący popyt. Dynamika popytu na rynku europejskim i globalnym utrzymuje się od lat na podobnym poziomie, także dostęp do surowca i jego ceny są w miarę równe dla wszystkich graczy rynkowych. Eksport rośnie więc, bo polskie przedsiębiorstwa znajdują sposoby na zwiększenie produkcji, po cenach korzystniejszych niż konkurencja. Wydatnie pomaga temu absorpcja funduszy unijnych, które za pośrednictwem Sektorowego Programu Operacyjnego "Rybołówstwo i przetwórstwo ryb 2004-2006" szerokim strumieniem trafiają do przetwórców ryb. W latach 2004-2006, według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie, nakłady inwestycyjne w branży rybnej wyniosły 475,6 mln zł (szacuje się, że dalsze 140 mln zł zostanie wydatkowane w roku 2007). W tym czasie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zawarła umowy na dofinansowanie ze środków SPO inwestycji kwotą 170 mln zł (co oznacza, że około 30% środków inwestycyjnych pochodzi w latach 2004-2007 ze środków funduszu strukturalnego FIFG i budżetu państwa).

To dużo, ale mogłoby być znacznie więcej. Jerzy Safader, prezes Stanpol Sp. z o.o., jednego z największych eksporterów filetów rybnych, a zarazem szef Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, przyznaje, że "życie przetwórcy byłoby łatwiejsze, gdyby nie biurokracja. Tymczasem dzięki pomysłom polskich urzędników każdy, nawet najmniejszy zakup inwestycyjny musi być po przejściu całej procedury w ARiMR dodatkowo zaakceptowany przez Powiatowego Lekarza Weterynarii i oceniony przez naukowców z MIR". Dwuletnie starania PSPR, aby zmniejszyć biurokrację i uczynić środki unijne bardziej dostępnymi -- także dla małych przetwórni, odniosły tylko połowiczny efekt. Skutki nadmiernej biurokracji i złej alokacji środków w obrębie programu widać jak na dłoni -- ARiMR odrzuciła już wnioski o dofinansowanie na kwotę 74 mln zł, zaś wnioski o wartości 107 mln zł znajdują się obecnie "w trakcie weryfikacji" (na wiele z nich nie starczy jednak w ogóle środków, bo 350 mln zł wydano na restrukturyzację floty, która nie przyniosła ani poprawy rentowności rybackiej, ani lepszego zarządzania zasobami naturalnymi Bałtyku).

Czy starczy surowca?

Sektory, w których eksport opiera się na importowanym surowcu mają duże, zdywersyfikowane bezpieczeństwo dostaw. Tymczasem poza łososiem, śledziem i makrelą, duża część polskiego eksportu opiera się na surowcu pozyskiwanym w Morzu Bałtyckim. W 2006 r. polskie przetwórnie wyeksportowały 19,9 tys. ton produktów z dorsza o wartości 87 mln euro (głównie filety świeże i mrożone oraz paluszki rybne). Wśród odbiorców polskich produktów z dorsza jest m.in. globalna sieć McDonald's, dla której wyłącznym dostawcą "mac-rybek" jest Espersen, firma posiadająca zakłady produkcyjne na Bornholmie, w Koszalinie i w Kłajpedzie.

Niestety nad eksportem tym zbierają się czarne chmury -- 9 lipca br. Komisja Europejska, pod wpływem doniesień medialnych, wypowiedzi rybaków oraz ekspertów, a także "z uwagi na brak odpowiednich działań ze strony Polski" zdecydowała się uznać, że polscy rybacy trzykrotnie przeławiają limit dorsza i wprowadziła zakaz połowów do końca roku. Brak dostaw oficjalnych i tych "poza limitem" sprawia, że sezon przetwórczy, który, jak co roku, rozpocznie się we wrześniu, tym razem nie będzie zaliczony do udanych. Producentów, którzy za surowiec płacą w złotówkach, równie mocno, jak limity na Bałtyku, martwi wysoki kurs naszej rodzimej waluty, wydatnie obniżający rentowność eksportu prowadzone w euro.

Polskie ryby bez marki

Mimo, że w Unii Europejskiej zaliczamy się już do czołowych przetwórców i eksporterów ryb, to o Polsce w tym kontekście mówi się rzadko. Nawet w fachowych gremiach, jak chociażby podczas marcowej konferencji North Atlantic Seafood Week w Lillestrom w Norwegii, o Polsce mówiono rzadko i znacznie mniej niż o Rosji, mimo że jesteśmy jednym z największych odbiorców norweskiego łososia. Paradoks ten wyjaśnia Aleksandra Buczkowska z sekcji handlowej Ambasady Królestwa Norwegii w Warszawie, która mówi, że "Polska jest traktowana tylko jako re-eksporter, a cały wysiłek marketingowy eksporterzy z Norwegii i Skandynawii przykładają do końcowych rynków zbytu, takich jak Rosja czy Niemcy".


Opinię tę zdają się potwierdzać międzynarodowe targi rybne, na których Polska jest praktycznie nieobecna. Przetwórcy z jednej strony nie widzą potrzeby zwiększenia aktywności marketingowej, bo na ich produkty i tak jest popyt, z drugiej strony coraz więcej eksportują pod marki własne wielkopowierzchniowych sieci handlowych. Sytuację w promocji przedsiębiorstw rybnych mogłyby zmienić środki unijne, jednak Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa robi wszystko, by 8 mln zł, które pozostają do wykorzystania nigdy nie trafiły do beneficjentów. Jak mówi Anna Lasocińska, szefowa Stowarzyszenia Rozwoju Rynku Rybnego "środki SPO stanowią bardzo cenne wsparcie dla branży, a współpraca Stowarzyszenia z ARiMR jest bardzo dobra, niemniej jednak dzięki przyjęciu skrajnej interpretacji przepisów wspólnotowych, przedsiębiorca, który wystawia się na targach krajowych czy zagranicznych nie może nie tylko pokazać swoich produktów, ale nawet umieścić nazwy firmy na targowym fryzie". Inni nasi rozmówcy, pragnący zachować anonimowość nie są już tak powściągliwi i mówią wprost, że urzędników Agencji nie obchodzi poziom wykorzystania środków unijnych, a ciągła polityczna rotacja na stanowiskach w ARiMR nie sprzyja pozytywnej selekcji pracowników.

Branża rybna jest w tym przypadku najbardziej poszkodowana, bo przedsiębiorcy, którzy w Regonie mają wpisane PKD związane z przetwórstwem albo handlem rybami, nie mogą korzystać na promocję z żadnego innego programu. Tym, którzy widzą nadzieję w Programie Operacyjnym na lata 2007-2013 optymizm studzi na razie samo Ministerstwo Gospodarki Morskiej, którego rzecznik prasowy Marian Szołucha poinformował, że "wstępna wersja Programu została przez Brukselę odrzucona, a poprawiona wersja jest dopiero rozpatrywana przez Komisję Europejską. Wejścia w życie programu na lata 2007-2013 nie należy spodziewać się przed czerwcem 2008 r., a termin rozpoczęcia przyjmowania wniosków jest nieznany"... Widać więc, że rosnący eksport ryb i produktów rybnych cieszy jedynie samych eksporterów, a urzędnicy nie mają powodu i chęci, żeby im jakoś specjalnie pomagać.

Rynek wewnętrzny na rozdrożu

Pozytywna sytuacja w eksporcie ma jeszcze jeden -- do pewnego stopnia negatywny -- wymiar. Producenci, którzy z łatwością mogą sprzedać produkt zagranicę, nie ponosząc wysokich kosztów marketingowych, często nie chcą inwestować w budowanie marki na rynku krajowym. Stąd mimo prognoz mówiących jeszcze dwa-trzy lata temu o możliwości dwucyfrowego wzrostu konsumpcji ryb przez Polaków, na rynku panuje stagnacja, konsumpcja rośnie zaś w tempie nie większym niż 4-5% rocznie. Sytuację poprawić mogłaby kampania medialna, promująca ryby jako źródło kwasów nienasyconych n-3, przeciwdziałających chorobie niedokrwiennej serca i naturalnie wspomagającej odporność organizmu. Jak przyznaje Bogusław Kowalski, prezes Graal S.A., jednej z najdynamiczniejszych spółek branży spożywczej na warszawskiej giełdzie, "także konserwom rybnym przydałaby się szeroka promocja uświadamiająca konsumentom, że to produkt zdrowy, bo utrwalany termicznie i nie zawierający konserwantów".

O kampanię będzie jednak trudno, bo ARiMR do finansowania promocji ryb się nie garnie, a i same przedsiębiorstwa rybne nie słyną z chęci do współpracy. W tej sytuacji oprócz promocji ryb w gazetkach sieci handlowych, wakacyjnych festynów z degustacjami i spotów reklamowych "Pan Karp" przed świętami, w zakresie promocji liczyć można tylko na wystąpienia małych grup producentów ryb na krajowych targach spożywczych, takich jak poznańska Polagra Food. W dniach 17-20 września będzie ona gościć "Pawilon Rybny", zorganizowany wspólnie przez Międzynarodowe Targi Poznańskie i Stowarzyszenie Rozwoju Rynku Rybnego. W pawilonie zaprezentują się producenci ryb wędzonych (Suempol i Seamor International Ltd.), producent przetworów śledziowych (giełdowa spółka Seko), producenci i dystrybutorzy mrożonek rybnych (Solmar i Pescanova Polska) oraz dystrybutor wyrobów delikatesowych z ryb i owoców morza (Aakerman). Na promocję przyciągać będą klientów pokazy gotowania i degustacje prowadzone przez renomowanego mistrza patelni. I choć inicjatywom takim daleko do prowadzonej z rozmachem kampanii "Pij Mleko", to zawsze jest to jakieś światełko w tunelu...

PATRONEM RAPORTU JEST FIRMA SUEMPOL

Tomasz Kulikowski
Źródło: Rynki Zagraniczne
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy