Zyski mogą przemarznąć
06:00
02.09.2007
Polskie jabłka stały się jednym z ważniejszych towarów eksportowych. Wejście Polski do Unii ułatwiło rolnikom dostęp do nowych rynków zbytu, jak również do unijnych dotacji na uprawy roślin. Dlatego wielu postanowiło zarabiać na produkcji i sprzedaży owoców. Jednym z nich był Zbigniew Fiutowski, właściciel sadu w okolicy Rawy Mazowieckiej. - W mojej rodzinie ogrodnictwo jest tradycją, którą zamierzałem kontynuować - mówi przedsiębiorca. - W 2000 roku wygrałem przetarg na kupno 42 ha ziemi pod Rawą Mazowiecką. Od razu wiedziałem, że założę sad. Już wówczas dla Zbigniewa Fiutowskiego zakup ziemi był kosztownym przedsięwzięciem. Siedem lat temu cena jednego hektara wynosiła około 8 tys. zł, dziś koszty inwestycji są nawet pięciokrotnie wyższe.
Zmieniły się również zasady nabywania ziemi rolnej. Zgodnie z przepisami, aby kupić grunt rolny, trzeba być wykształconym rolnikiem lub uzyskać zaświadczenie o wieloletnim zamieszkaniu na terenach wiejskich.
Zmieniły się również warunki finansowania - z korzyścią dla potencjalnych inwestorów. Na rozpoczęcie działalności rolnicy, zwłaszcza młodzi, mogą zaciągnąć preferencyjne kredyty (oprocentowane na ok. 1,2 proc. w skali roku i często umarzalne). Pieniądze te przeznaczają m.in. na zakup sadzonek, budowę budynku socjalnego z chłodniami oraz sprzętem rolniczym.
Drogie wyposażenie
- 42 hektary to ogromny obszar. Uznałem, że na sad przeznaczę jedynie 25 ha. Musiałem kupić sadzonki, a tych na 1 ha potrzeba około 3 tysięcy sztuk - mówi Fiutowski. - Pozostałą ziemię zagospodarowałem w inny sposób i na własny użytek - dodaje. Zakup jednej jabłoni to wydatek od 10 do 14 zł. Małe drzewka można kupić na targu rolniczym, ale nie ma się pewności, czy gatunek, jaki chcemy kupić, okaże się nim być w rzeczywistości. Dlatego przyszły sadownik wybiera najczęściej sprawdzone szkółki, gdzie sadzonki są nieco droższe, ale i lepsze jakościowo. Zbigniew Fiutowski zdecydował się na odmiany: champion, ligol, jonagold i galę, bo - jak tłumaczy - jabłka tych odmian są twarde i mniej podatne na zmiany zewnętrzne.
Mogą więc dłużej leżeć w chłodni lub w sklepie. Przed zasadzeniem drzewek dobrze jest ustalić rodzaj i właściwości ziemi. W tym celu próbkę oddaje się do laboratorium, gdzie zostaje ustalony odczyn pH gleby. Po sprawdzeniu odczynu gleby (może być zasadowy lub kwaśny), można lepiej dobrać nawozy, a tym samym zwiększyć plony. Sadzenie drzewek odbywa się wiosną albo jesienią. Profesjonalne firmy sadownicze dysponują maszynami, które wykopują dołki i wsadzają do nich drzewka. Siła robocza jest zatem zredukowana do niezbędnego minimum.
Do skutecznej uprawy sadu oraz przechowywania i sortowania owoców potrzeba jednak znacznie więcej urządzeń, niezbędne jest także odpowiednie zaplecze. Wybudowałem halę z pomieszczeniami socjalnymi, biurem oraz czterema komorami chłodniczymi - opowiada Zbigniew Fiutowski.
- W każdej z komór mogę przetrzymywać około 120 ton owoców. Komory chłodzone są przez specjalne urządzenia utrzymujące stały i niski poziom tlenu i dwutlenku węgla. Dzięki temu jabłka są zawsze świeże - wyjaśnia i dodaje, że oprócz chłodni, w budynku znajduje się też wielkopowierzchniowa sortownia owoców.
Wybudowanie i wyposażenie całego budynku kosztowało sadownika ponad milion złotych. Halę murowaną można wybudować za 300-400 tys. zł, a stalową za ok. 600 tys. zł. Wyposażenie jednej komory chłodniczej to koszt ok. 120 tys. zł. W prowadzeniu sadu i opieki nad drzewkami, nawożeniu i zbieraniu owoców niezbędne są jeszcze ciągniki, wagoniki do zbiórki, opryskiwacze, kosiarki, maszyny do sadzenia oraz kultywator, służący do spulchniania ziemi.
Zakup nawet części z wymienionych urządzeń to kolejny duży wydatek w budżecie przedsiębiorcy. Polski ciągnik z fabryki w Ursusie kosztuje ok. 65 tys. zł (sadownik z Rawy Mazowieckiej ma ich 5). Jeden wagonik to wydatek 2,5 tys. zł (Fiutowski korzysta z dziewięciu). Do tego przydatna staje się linia sortownicza do jabłek, która segreguje je pod kątem koloru i wielkości - trzeba za nią zapłacić ok. 250 tys. zł. Do tej pory rolnicy mogli otrzymać nawet do 50 proc. zwrotu kosztów inwestycji - jeśli korzystali z unijnych programów pomocowych, np. SAPARD-u. Aktualnie przygotowywane są nowe propozycje dotacji unijnych na działalność rolników.
Zysk zależy od aury
Choć założenie sadu nie należy do inwestycji tanich, istnieją duże szanse na szybką amortyzację poniesionych kosztów. Według Zbigniewa Fiutowskiego, z jednego drzewka można uzyskać około 7-10 kg owoców już w pierwszym roku po zasadzeniu. W następnych latach ta liczba może wzrosnąć do nawet 12 kg (jeśli właściwie dba się o drzewka, m.in. dobrze nawozi się glebę). Nic dziwnego, że posiadający około 75 tys. drzewek rawski przedsiębiorca jest w stanie uzbierać 30 t z jednego hektara - przy dobrych warunkach pogodowych.
Przy mniej sprzyjającej aurze (tak jak w tym roku, kiedy przemarzło ponad 80 proc. drzewek) - plony znacznie maleją. Do utworzenia sadu i zasadzenia drzewek potrzeba około 7-8 ludzi. Do przeprowadzania zabiegów pielęgnacyjnych, np. przycinania gałęzi i nawożenia ziemi (minimum 4 zabiegi w ciągu roku w cenie około 100 zł za każdy), trzeba zatrudnić minimum dwóch pracowników. Najwięcej osób potrzeba do zbiorów owoców przeprowadzanych zwykle we wrześniu i październiku.
Zbiory trwają około 50 dni i musi przy nich pracować przynajmniej 20 osób - w przypadku sadu o powierzchni 25 ha, jak u Fiutowskiego. Przedsiębiorca musi przeznaczyć 4-5 zł na godzinę pracy każdego z pracowników. Po zerwaniu, jabłka trafiają do sortowni. Tutaj maszyna dzieli je pod kątem koloru i wielkości (najczęstszym wyznacznikiem jest średnica 7 i 8 cm). Posegregowane jabłka składuje się w skrzynkach
- jeśli od razu odbierane są przez klientów. Reszta zbiorów, zmagazynowana w chłodniach, czeka na odbiór.
W grupie się opłaca
Coraz częściej rolnicy, by zoptymalizować zyski, tworzą grupy producenckie.
- To ułatwia poszukiwanie odbiorców. Umożliwia też wynegocjowanie dobrej ceny za towar - uważa Fiutowski. - Producenci mają wspólnego reprezentanta, który poszukuje nowych odbiorców i negocjuje kontrakty. Dzięki przyłączeniu do grupy, producenci zyskują na konkurencyjności zarówno w kraju, jak i za granicą - dodaje. A producentów owoców w kraju jest bardzo wielu.
Najwięcej firm sadowniczych działa w południowo-wschodniej części kraju. Jednak walkę o udziały w rynku rozpoczęli także przedsiębiorcy z pozostałych regionów Polski (w tym także z okolic Rawy Mazowieckiej). Aby sprostać konkurencji, producenci łączą się w grupy, inwestują w reklamę (głównie internetową) oraz starają się docierać z próbkami owoców bezpośrednio do klientów - krajowych i zagranicznych. W efekcie grupa producentów, do której należy Zbigniew Fiutowski, wysyła jabłka do Anglii, Norwegii, Czech, Słowacji i Rosji.
Pieniądz nie tylko ze sprzedaży
Czy produkcja owoców w Polsce jest opłacalna? Zbigniew Fiutowski nie narzeka. Za kilogram jabłek, w zależności od średnicy owocu, dostaję 2-2,5 zł. Przy produkcji 30 t z każdego hektara to niezły wynik - uważa przedsiębiorca.
Dodatkowym atutem producenta może być też uczestnictwo w programie zdrowa żywność. Jeśli rolnik nie używa szkodliwych nawozów i oprysków, a dodatkowo poddaje ziemię kontroli Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin, jego owoce zaliczane są do kategorii zdrowej żywności.
To dodatkowy atut w negocjacjach z klientami i możliwość uzyskania wyższej ceny. Oprócz przychodów ze sprzedaży owoców rolnicy mogą liczyć na dodatkowy zastrzyk pieniędzy unijnych. Wystarczy złożyć wniosek w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, by ubiegać się o dopłaty bezpośrednie za uprawę ziemi (ok. 500 zł za 1 ha). Dodatkowo można też liczyć na dofinansowanie zakupu urządzeń i maszyn w ramach rozmaitych programów strukturalnych.
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)
Źródło:
