Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Nowi gracze na rynku energii

15:03 20.09.2007



Jesteśmy w trakcie podpisywania ze spółkami dystrybucyjnymi umów na korzystanie z ich sieci przesyłowej - mówi Karol Pawlak, szef sprzedaży Polenergii. Porównuje on liberalizację na rynku energetycznym z tym, co wydarzyło się kilka lat temu w telekomunikacji.

14 MILIARDÓW DO PODZIAŁU

Analogia jest jak najbardziej na miejscu, bo w grę wchodzi, tak jak w przypadku branży telekomunikacyjnej, gigantyczny rynek - wyceniany obecnie na około 14 mld zł. Mechanizm uwalniania rynku będzie podobny. Na rynku telekomunikacyjnym takie firmy jak Tele 2 nie posiadają przecież własnej sieci, a mimo to rywalizują z TP SA, korzystając z łączy telekomunikacyjnego giganta. Na rynku energetycznym ma być tak samo. Z dystrybutorów energii, którzy są swoistymi monopolistami w poszczególnych rejonach Polski, wydzieleni zostali w osobne spółki operatorzy systemów dystrybucyjnych, którzy będą zarządzać przesyłem energii nie tylko swojej spółki macierzystej, lecz także innych firm, takich właśnie jak Polenergia czy PKP Energetyka.

Jak twierdzi Pawlak, umowy Polenergii ze wszystkimi spółkami dystrybucyjnymi podpisane zostaną w najbliższym czasie, a oferta dla klientów indywidualnych będzie gotowa do końca roku. Podobnie jest z PKP Energetyka. Firmy deklarują, że przedstawią wkrótce kompleksową ofertę obejmującą swoim zasięgiem cały kraj.

Wyjście poza "okupowane" dotąd obszary zapowiadają także istniejące spółki dystrybucyjne. Wkrótce mieszkańcy Warszawy będą więc mogli skorzystać z oferty gdańskiej Energi lub śląskiego Vattenfalla, a Ślązacy i gdańszczanie z usług RWE Stoen, dotąd zaopatrującej jedynie warszawiaków.

CZEMPIONI Z ZAGRANICY

Na tym nie koniec. Niewykluczone bowiem, że w przyszłym roku liczba dostawców zwiększy się o kolejnych graczy, prawdziwych europejskich czempionów, takich jak: Everen z francuskiej grupy EDF, niemiecki E.ON., hiszpańska Endesa czy szwajcarski Atel. Już dziś - podobnie jak Polenergia czy PKP Energetyka - firmy te dostarczają energię przedsiębiorstwom. Mogą to robić już od sześciu lat, bowiem liberalizacja rynku energetycznego dla przedsiębiorstw nastąpiła w 2001 roku. Pomimo to, z 1,8 mln odbiorców przemysłowych - zgodnie z szacunkami Towarzystwa Obrotu Energią - na zmianę dostawcy zdecydowało się przez sześć lat tylko 10 proc. uprawnionych podmiotów.

KOGO WYBIORĄ ODBIORCY?

Większość odbiorców przemysłowych pozostaje przy tradycyjnym sposobie zakupu energii, to znaczy, jako odbiorcy taryfowi, kupują oni energię w spółce dystrybucyjnej, do której sieci są przyłączeni. - Jako przyczynę tego stanu zdecydowana większość odbiorców przedstawia bariery prawne, ekonomiczne i techniczne, które - mimo formalnego uwolnienia rynku - pozostały - mówi Marek Kulesa, dyrektor Towarzystwa Obrotu Energią zrzeszającego kilkadziesiąt spółek obrotu energią.

Jego zdaniem jeszcze w tym roku dostawcę energii może zmienić 700 tys. gospodarstw domowych, czyli 5 proc. odbiorców detalicznych. - W przyszłym roku odsetek ten może wzrosnąć do 10-15 proc. - prognozuje Kulesa. Oznacza to, że nowi dostawcy, tacy jak Polenergia czy PKP Energetyka, mogą odebrać 13 dotychczasowym spółkom dystrybucyjnym nawet 2,1 mld zł. Obecnie wartość energetycznego rynku detalicznego w Polsce szacowana jest na 14 mld zł. Wyliczenia te czynione są przy założeniu, że każde z 14 mln gospodarstw domowych przyłączonych do sieci płaci roczne rachunki za energię na poziomie 1000 zł.

DO KOŃCA ROKU CENY REGULOWANE

Jaki odsetek klientów faktycznie zmieni dostawcę? - to jedna wielka niewiadoma. Tak naprawdę trudno przewidzieć, ilu klientów zdecyduje się zmienić dystrybutora, żeby zaoszczędzić góra 50-100 zł rocznie. Tylko do takiego marginesu konkurencję cenową zawęził bowiem Urząd Regulacji Energetyki, utrzymując do końca roku urzędową regulację cen energii. To głównie dlatego tacy giganci jak E.ON., Endesa, Everen czy Atel wstrzymali się z natychmiastowym wejściem na polski rynek. - Taki mechanizm nie tylko uniemożliwia rynkową grę cenową, ale w ogóle wyklucza wyliczenie faktycznej ceny, jaką powinni płacić odbiorcy. W dodatku nie wszystkie koszty związane z usługą można uwzględniać w taryfach - mówi Aleksandra Perlińska z Atel Polska.

Na ostateczną cenę energii dla klienta końcowego wpływ ma jednak nie tylko koszt zakupu energii. Obecnie ten składnik stanowi 32 proc. ceny dla klienta końcowego. Równie ważne są inne elementy, takie jak: podatki (26 proc.), koszty dystrybucji (25 proc.) i usługi przesyłowe PSE (17 proc.).

NAJPIERW TANIEJ, POTEM DROŻEJ?

W efekcie ceny energii - nawet po liberalizacji - to wciąż jedna wielka niewiadoma. Sześć lat temu, gdy liberalizowano rynek niemiecki, ceny energii spadły nawet o 20 proc. Już dwa lata później Niemcy płacili jednak nawet 100 proc. wyższe rachunki niż przed liberalizacją. Podobny przypadek może mieć miejsce w Polsce. Według niektórych ekspertów skok może sięgnąć nawet 25 proc. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na podniesienie cen będzie bowiem wzrost popytu, a także brak nawyków i mechanizmów oszczędzania energii. Teoretycznie wzrost cen mogłaby zahamować większa podaż energii. Ale do tego trzeba z kolei odpowiednich rezerw mocy wytwórczych. Tymczasem 60 proc. bloków energetycznych ma ponad 30 lat i wymaga doinwestowania. Na ten cel - jak szacują analitycy firmy doradczej Roland Berger - polskie elektrownie będą musiały wydać 56 mld zł.

Igor Stokłosa
Źródło: Fakty
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy