Euro 2012, sukces tu i tam
06:03
24.09.2007
Enigmatyczne, jak zawsze, stwierdzenie premiera mogło dotyczyć z równym prawdopodobieństwem sukcesów zarówno sportowych, jak i organizacyjnych. Na całym świecie znane są sukcesy polskiej reprezentacji w piłce nożnej, która na odbywających się w zeszłym roku w Niemczech mistrzostwach świata nie wyszła nawet z grupy, przegrywając najpierw z Ekwadorem 0:2, potem z Niemcami 0:1, by tylko na koniec - podobno specjalnie dla kibiców - wygrać 2:1 z Kostaryką.
SUKCESY, ALE GDZIE?
Jak nic, musi więc chodzić o sukcesy organizacyjne. A nawet, podobno, chodzić ma o sukcesy gospodarcze! W wielu dziennikach w kraju nagłówki artykułów krzyczały: "Euro 2012 może oznaczać wielki sukces gospodarczy!". Z jakiegoś powodu powoływano się przy tym na opinię Tomasza Teluka, dyrektora Instytutu Globalizacji, który policzył, że podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata do każdego sprzedanego biletu niemiecki podatnik dołożył kilkaset euro. Prawdopodobnie prasę zainteresowało bardziej jego stwierdzenie, że mistrzostwa w Polsce mogą oznaczać sukces gospodarczy, a nie poczynione zastrzeżenie, że warunkiem jest przeprowadzenie koniecznych wolnorynkowych zmian. W innym przypadku, jak każde przedsięwzięcie podejmowane przez administrację państwową, impreza przyniesie korzyści jedynie politykom czy działaczom. W sukcesy gospodarcze wierzył też - podobnie jak prasa, czyli bez większych zastrzeżeń - poprzedni minister sportu Tomasz Lipiec, który zgłaszał kandydaturę Polski do UEFA i wyliczał, że powstaną miejsca pracy, że odnotujemy wzrost gospodarczy i będziemy świadkami wielkiego sukcesu turystycznego.
Przekonanie ministra o poprawie sytuacji gospodarczej dzięki inwestycjom państwowym jest objawem szczególnej niewrażliwości na rzeczywistość. Przypadłość to zresztą dość częsta, a objawiająca się wiarą w to, że gdy tempo wzrostu gospodarczego jest niewystarczające, administracja państwowa powinna zabrać podatnikom pieniądze i wydać na wielkie inwestycje, a gospodarka zostanie pobudzona... Niestety, rzeczywistość nie jest tak różowa - instytucje państwa nie tyle tworzą miejsca pracy, ile raczej zmieniają ich charakter z prywatnego na publiczny poprzez albo wyższe opodatkowanie sektora prywatnego, albo zaciąganie kredytów. Całkowita liczba miejsc pracy pozostaje w najlepszym przypadku taka sama, a często się zmniejsza - instytucje publiczne gospodarują bowiem środkami finansowymi w sposób mniej efektywny niż sektor prywatny, a spora część sumy zabieranej przez państwo wykorzystywana jest na finansowanie administracji zamiast miejsc pracy, w efekcie za te same pieniądze sektor publiczny tworzy mniej pracy niż prywatny. A gdy inwestycje się kończą, zaczynają się koszty. Przy okazji naszych przygotowań do Euro 2012 wielokrotnie podawany jest przykład Portugalii, która organizowała mistrzostwa w 2004 roku. I podobno odniosła same sukcesy gospodarcze. Oto one: Portugalia zyskała ok. 34 tysiące nowych miejsc pracy w ciągu czterech lat przygotowań, a zyski z tytułu organizacji imprezy szacowane są na ponad 830 mln euro. Nie dostrzega się jednak drugiej strony medalu: w tym samym czasie budżet państwa wydał na organizację wydarzenia ok. 800 mln euro, stopa bezrobocia skoczyła z 4 proc. w 2001 roku do blisko 7 proc. w roku 2004 i prawie 8 procent w roku ubiegłym. Ponadto deficyt sięga obecnie blisko 10 procent PKB.
Od tylu sukcesów aż się w głowie kręci, a przecież mistrzostwa nawet się jeszcze nie odbyły. Nic więc dziwnego, że co słabsze głowy już powoli - jak po każdym upojeniu - odczuwają skutki kaca. Ból głowy i niesmak tym silniejsze, im więcej faktów wypływa na światło dzienne. Okazało się nie tylko, co było wiadome, że nie mamy wcale stadionów, gdzie mają się odbyć rozgrywki, ale też, że wybudowanie ich będzie kosztować co najmniej parę razy więcej niż zakładano na wstępie. Nie tylko przypomniano, że nie mamy dróg - co przecież też każdy wiedział - ale też dowiadujemy się coraz więcej o tym, jak w Polsce owe stadiony i drogi są budowane i jak wiele kilometrów autostrad rocznie przybywa, jak wiele pieniędzy kierowcy na te drogi wpłacają oraz jak tworzone jest prawo i jak szanowane są prawa obywateli.
STADION PIĘCIOLECIA IV RP
Budowa i modernizacja stadionów na Euro 2012 ma kosztować około 3-4 miliardów złotych. Pieniądze znaleźć ma budżet państwa. Modernizacja obecnego Stadionu Dziesięciolecia PRL szacunkowo wyniesie 1,2 mld zł. Wybudowanie stadionu w Gdańsku kosztować ma od blisko 700 mln zł do 1 mld zł. Blisko pół miliarda kosztować będą z kolei modernizacje stadionów w Poznaniu i Wrocławiu. Podobnie modernizacja stadionu Legii w Warszawie. Dla przypomnienia należy podać, że jeszcze podczas przygotowań oferty przetargowej Polska "spodziewała się" wydać na budowę i modernizację stadionów tylko około 2 mld zł - czyli połowę obecnie wymienianej sumy. W ciągu pół roku koszty te wzrosły o 100 proc. A ani budowa, ani wspomniane modernizacje jeszcze się nawet nie rozpoczęły... Przy tej okazji warto też chyba wspomnieć o spekulacjach odnośnie do całkowitych kosztów, jakie nasz kraj ma ponieść w związku z przygotowaniami do wydarzenia w 2012 roku. Jeszcze pół roku temu Ministerstwo Sportu szacowało je na ok. 20 mld zł, obecnie eksperci finansowi mówią już o 150 mld zł.
Koszty rosną, bo rosną, między innymi, ceny materiałów budowlanych. A w związku z koniecznością inwestycji państwowych wzrosną jeszcze bardziej. Wprawdzie wicepremier Przemysław Gosiewski ogłosił, że rząd planuje obniżyć ceny, ale pomimo zapowiedzi, nie udało mu się skonkretyzować planów rządowych.
Pieniędzy w budżecie może zabraknąć, więc pojawiają się już nowe pomysły na ich zdobycie - Gdańsk zastanawia się nad emisją obligacji miejskich na budowę stadionu. Przyzwyczailiśmy się już do życia na kredyt i stąd niekiedy pojawiają się opinie, że obligacje są dobrym pomysłem, bo zmniejszają koszty ponoszone przez społeczeństwo. Rozumowanie o tyle ciekawe, że albo zakładające złą wolę administracji, która emituje papiery dłużne i nie zamierza ich spłacać, albo świadczące o ignorancji piszącego. Normalnie bowiem obligacje są kredytem zaciągniętym przez państwo u nabywcy obligacji - kredytem, który trzeba przecież spłacić. A zrobić to - oczywiście z odpowiednim procentem - będą musieli podatnicy.
W Warszawie natomiast zupełnie nie wiadomo, kiedy zacznie się modernizacja Stadionu Dziesięciolecia. Obecnie wynajmowany jest on kupcom, a ci na razie nie otrzymali zadowalającej oferty lokalizacji, do której mieliby przenieść swój handel. Tak więc jak słynna IV Rzeczpospolita jest nieustannie w fazie ambitnych planów, tak warszawski stadion, który na wzór poprzedniego z powodzeniem mógłby nosić jej imię, też jest we wstępnej fazie planowania. Niemniej, jak już zostanie przygotowany, jak już odbędą się na nim mecze Euro 2012, a kibice rozjadą się do domów, ponownie będą mogli wrócić nań kupcy. Przynajmniej tak zakładali autorzy naszej oferty przetargowej na organizację Euro 2012. W wypowiedzi dla dziennika "Rzeczpospolita" Piotr Gawron, przewodniczący Komitetu Wykonawczego ds. Organizacji Mistrzostw Europy Euro 2012, wyjawił przed paroma miesiącami: "Nasze stadiony nie mają być wyłącznie świątyniami futbolu. W ich koronach będą się znajdować puby, restauracje, sklepy, kluby fitness, centra konferencyjne, nawet biura i sale weselne. A wszystko w świetnym punkcie miasta i z ogromnym parkingiem. Jeśli projekty zostaną zrealizowane, stadiony będą zarabiały na siebie z nawiązką, nawet jeśli nie będą na nich rozgrywane żadne mecze". Czyli będzie jak obecnie, bo i teraz handel na Stadionie Dziesięciolecia przynosi zyski, a żadne mecze nie są tam rozgrywane. By stadiony na siebie zarabiały, musiałyby się na nich odbywać co najmniej dwie duże imprezy tygodniowo. Można by się zastanowić, czy przy takim założeniu nie szkoda terenu pod boisko, ale kto wie, może to właśnie na boisku znajdować się będzie wspominany ogromny parking, a tych w miastach na pewno brakuje.
TU BĘDZIE DROGA I TAM BĘDZIE DROGA...
Pełen sukces odniesiemy też w budowaniu dróg i autostrad, bo, jak donosi prasa, nabiera to obecnie rangi priorytetu. Wniosek z tego oczywisty: do tej pory drogi nie stanowiły zadania ważnego, nawet pomimo zabierania na nie ogromnych sum od każdego litra kupowanej w kraju benzyny. Jak wyliczył Tomasz Cukiernik w tygodniku "Najwyższy Czas": "Zakładając, że całkowita konsumpcja paliw w Polsce wynosi około 16 mld litrów rocznie, a udział LPG w rynku wynosi 15 proc., można oszacować, że fiskus z samych podatków od paliw drenuje kieszenie polskich kierowców na około 36 mld zł rocznie, czyli około 15 proc. polskiego budżetu (...), z czego na budowę dróg przeznacza się niecałe 10 proc. tej sumy!"
Przy okazji przygotowań do Euro 2012 i uznania dróg za sprawę priorytetową pojawiły się też opinie, że teraz, nareszcie - korzystając z dofinansowania unijnego - Polska wybuduje za pieniądze UE drogi, na które w kraju po prostu nie ma środków. Koszt wybudowania dróg szacowany jest na ok. 30 mld euro. I - podobno - musi nas wspomóc UE, mimo że co roku - pod pretekstem składki właśnie na drogi - fiskus w podatkach zabiera kierowcom, jak wspomniano wyżej, 36 mld zł.
"Wybudowanie kilometra autostrady kosztuje około 22-30 mln zł. Gdyby wszystkie podatki nałożone na paliwa szły na budowę autostrad, to można by budować około... 1400 km autostrad rocznie! (...) Dla porównania, od kilku lat Chiny pokrywają się autostradami w szalonym tempie ponad 5 tys. km rocznie!" - przypomina Cukiernik.
Prawdopodobnie zmian w sposobie wykorzystania środków zbieranych na drogi nie będzie, niemniej planuje się wielkie przyspieszenie w budowie autostrad. Teraz jest w Polsce około 680 km autostrad. Jak wynika z planów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, w latach 2008-2009 będzie w Polsce już ponad 1100 km autostrad - w ciągu dwóch lat przybędzie nam więc niemal 500 km! Dla porównania warto zauważyć, że jest to tyle, ile łącznie oddano w ciągu ostatnich sześciu lat. Co daje dotychczasową średnią przyrostu rzędu 80 km rocznie. Średnią, którą nieco zaniżają ostatnie lata: jak szacuje Dyrekcja, w latach 2006-2007 przybędzie w Polsce całe... siedem km autostrad. Ale to w końcu nic dziwnego, skoro drogi nie były żadnym priorytetem. Teraz będą, więc w ciągu czterech lat sieć autostrad wydłuży się znacznie.
PUBLICZNE GÓRĄ
Jak to bywa z priorytetem, inne sprawy muszą zejść na plan dalszy. Marek Kuchciński, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS, zapowiedział zatem uproszczenie przepisów związanych z mistrzostwami, dotyczących przede wszystkim budowy dróg i stadionów, a w szczególności wykupu gruntów pod te inwestycje. "Będę zdecydowanym zwolennikiem wprowadzania specustaw, czyli takich specjalnych przepisów, w których dobro publiczne weźmie górę nad dobrem prywatnym" - powiedział Kuchciński. Wobec ogromu nierozliczonych afer z udziałem polityków możliwe byłoby domniemanie, że dotychczas dobro publiczne w osobie reprezentanta władzy publicznej kradnącego wpływy z podatków także stało nad dobrem prywatnym podatników pozbawianych owoców swej pracy, najwyraźniej jednak i tak własność prywatna miała się zbyt dobrze.
Z początkiem roku weszła w życie nowa specustawa regulująca kwestie nabywania przez administrację publiczną gruntów pod budowę dróg. Teraz władze lokalne mogą korzystać z wywłaszczenia i przejmować nieruchomość, przez którą - ich zdaniem - taka droga powinna przebiegać. Nie będą musiały już ani negocjować z właścicielem, ani wykupywać gruntów. Właściciele dostaną odszkodowanie wyliczone na podstawie przepisów o gospodarce nieruchomościami. Będzie ono jednak wypłacone po upływie wielu tygodni, a nawet miesięcy. Przy galopujących cenach nieruchomości jest to najlepszy obraz tego, co oznacza górowanie dobra publicznego nad prywatnym. Zresztą nawet gdyby właściciel otrzymywał naprawdę szybko wspomniane odszkodowanie, i tak straci. Wywłaszczenie zawsze zakłada krzywdę właściciela, bo gdyby zyskiwał, nie trzeba by się uciekać do środków przymusu. Tak naprawę jednak na nowym prawie traci cały kraj, bo w państwie, gdzie nie jest szanowana własność prywatna, nie tylko nie opłaca się inwestować i podejmować ryzyka związanego z przedsiębiorczością, ale przede wszystkim nie ma mowy o wzroście dobrobytu opartego na poszanowaniu godności i własności obywateli.
Wobec ogromu sukcesów związanych z przygotowaniami do Euro 2012 nie miała szans propozycja byłego posła Samoobrony Piotra Misztala, by prawo do organizacji sprzedać krajowi, który da więcej. Poseł Misztal, który bez wątpienia ma głowę do interesów (jego majątek szacowany jest na ponad 60 mln zł), uważa, że licytacja prawa do organizacji mistrzostw jest jedynym sposobem na zarobienie na tej imprezie. Pomijając już kwestie formalne, związane z tym, czy w ogóle Polska ma prawo do dysponowania organizacją imprezy, warto zauważyć, że robienie pieniędzy - zwłaszcza uczciwe - nie jest tożsame z robieniem polityki. W polityce liczą się przede wszystkim sukcesy deklarowane. I takie manewrowanie terminem wyborów, by na czas rozliczenia z obietnic wypadła kadencja opozycji...
Kamila Pajer
Źródło:
