Fot. PAP / Jacek Turczyk
Debatę w studiu Telewizji Polskiej transmitowaną przez TVP 2, TVN 24, TV Biznes i Program I Polskiego Radia prowadzili kolejno: Joanna Wrześniewska-Zygier (TV Biznes), która zadawała pytania dotyczące gospodarki, Monika Olejnik (TVN 24) - pytała o politykę zagraniczną i Krzysztof Skowroński (Polskie Radio) - pytał o politykę krajową.
- Widać było, że dziennikarze nie uzgodnili wspólnej strategii w tej debacie, a powinni byli - uważa Michał Kobosko, redaktor naczelny tygodnika "Newsweek Polska". Jacek Żakowski, publicysta "Polityki" i Piotr Zaremba, publicysta "Dziennika" uważają, że formuła debaty nie pozwoliła dziennikarzom odegrać znaczącej roli.
Zaremba ocenia: - Joanna Wrześniewska-Zygier i Krzysztof Skowroński byli bardziej przezroczyści. Pytania Moniki Olejnik były subiektywne i naładowane emocjami, przez co się trochę odróżniła. Jednak scenariusz programu był dosyć sztywny i ograniczył pytających dziennikarzy. Żakowski dodaje: - Ten format sprowadził dziennikarzy do roli prezenterów.
Nasi rozmówcy mają wątpliwości co do doboru pytań. - Padły dziwne pytania dotyczące gospodarki, na przykład o ubezpieczenia, co w fundamentalnej debacie politycznej nie wydaje mi się najważniejsze - zwraca uwagę Żakowski. - Krzysztof Skowroński znalazł się w niezręcznej sytuacji, bo jako nominowany przez PiS do władz publicznego radia nie mógł zadać ważnego pytania o zawłaszczenie przez obecną władzę mediów publicznych. Zabrakło pytań o kryzys w służbie zdrowia czy praworządności w Polsce - wytyka Żakowski i dodaje, że jedynie Monika Olejnik próbowała dociskać polityków.
Kobosko pozytywnie odebrał Skowrońskiego: - Zwłaszcza jego pierwsze pytanie: "O co chodzi w tych wyborach?", było konkretne i podstawowe. Jednocześnie pozwalało się wypowiedzieć politykom, co w tej poszatkowanej na krótkie części debacie było trudne - mówi naczelny "Newsweeka".