- Poprawiamy nawierzchnię, pobocza, zatoczki oraz wyjazdy z pól kempingowych - mówi Henryk Matea, kierownik Rejonu Dróg Wojewódzkich w Pucku.
Obecnie sytuacja na Półwyspie wygląda tak: kierowcy bez problemów pokonują pierwsze kilometry mierzei i tu radość się kończy. Potem prowadzony jest ruch wahadłowy. Pojawiły się ruchome światła sygnalizacyjne, na których czeka się nawet do kilkunastu minut. A sznur aut, zwłaszcza podczas weekendu, rośnie.
Roboty mogły ruszyć dopiero po sezonie, bo latem prace sparaliżowałyby tu całkowicie ruch samochodów. Na mierzeję wjeżdża wówczas tyle aut, że codziennie korki sięgają nawet kilkunastu kilometrów.
Drogowcy rozwiewają jednak nadzieje: droga przez półwysep nie będzie czteropasmówką. Jezdnia nie zostanie nawet poszerzona. Zmiana dotyczyć będzie tylko nawierzchni, utwardzone zostaną tylko niektóre pobocza. Na jezdni pojawią się wysepki, umożliwiające przechodzenie turystom w bardziej cywilizowany sposób. Szersze będą również wyjazdy z pól namiotowych.
- Kierowcy mogą się cieszyć, że zyskają trochę więcej miejsc parkingowych - przyznają drogowcy.
Chodzi o wysepki w pobliżu kempingów. Do tej pory tam i na innych odcinkach półwyspu stosowano bezwzględny zakaz zatrzymywania się na poboczach. Jednak liczba turystów w sezonie jest tak olbrzymia, że nikt nie zwracał uwagi na znaki i parkowano po obu stronach drogi. Policja w takich sytuacjach ograniczała się do robienia zdjęć nieprawidłowo ustawionym autom. Ich odholowywanie było absolutnie nieskuteczne z powodu... korków, w których laweta z ukaranym samochodem spędziłaby pół dnia.
Piotr Niemkiewicz, Krzysztof Miśdzioł