Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

W zdrowym ciele zdrowy zysk

06:00 14.10.2007



Sklepów oferujących akcesoria sportowe działa na rynku bardzo wiele. Klienci mogą wybierać zarówno wśród małych, wysoce specjalistycznych puntów oferujących np. sprzęt do wspinaczki, jak i sklepów wielkopowierzchniowych, w których można wyposażyć się w niezbędne do uprawiania prawie każdej dyscypliny sportowej artykuły. Własne stoiska sportowe mają też wielkie sieci handlowe, jak np. Real czy Carrefour. Według opinii fachowców prawie każda z tych form działalności zapewnia sukces finansowy, bo Polacy coraz bardziej dbają o kondycję i więcej wydają na sprzęt sportowy.

Sportowy - mały i duży

Jacek Maciągiewicz sam uprawiał i uprawia sport. Jeździ na nartach, rowerze, biega. Dlatego bez namysłu zdecydował się na poprowadzenie sklepu z odzieżą sportową. - Sklep prowadzę od trzech lat, a łatwo było mi się zdecydować, bo sam użytkuję oferowany przez siebie sprzęt - mówi przedsiębiorca. - Nastawiłem się na odzież sportową, bo miałem wcześniejsze doświadczenie w handlu odzieżą i tekstyliami. Poza tym rynek chłonie coraz więcej sportowych ubrań, więc jest szansa na sukces i zyski. Przedsiębiorca swój sklep o powierzchni 30 m2 otworzył w hali centrum handlowego Polros w Rzgowie pod Łodzią.

Oferuje kurtki, spodnie, bluzy i akcesoria do sportów zimowych, joggingu oraz na rower. Na półkach ma produkty czeskich firm oraz polskiej 4F. - Zdecydowałem się na punkt w Rzgowie, bo tu przyjeżdżają kupcy z całego kraju - wyjaśnia. - Łatwo zarówno o klientów detalicznych, jak i hurtowych. Francuska sieć Decathlon pierwszy sklep w Polsce otworzyła w 2001 roku. Obecnie ma ich sześć: Warszawie, Wrocławiu, Sosnowcu, Krakowie i Lublinie i zatrudnia 550 osób.

W swojej ofercie ma ok. 10 tys. modeli sprzętu sportowego, ubrań, butów, które dostępne są w sektorach, jak m.in. góry, woda, sporty zespołowe, wędkarstwo, rowery itp. Ponad połowę oferowanych artykułów stanowią marki własne, produkowane przez podwykonawców. Oprócz tego nie brakuje wyrobów znanych marek sportowych. Polskie sklepy Decathlona liczą od 2,5 do 4 tys. m2 powierzchni sprzedażowej. Przed każdym jest parking, w środku działa serwis rowerowy, a zimą narciarski. W wybranych sklepach są też m.in. boiska do gry np. w koszykówkę czy piłkę nożną.

Gdzie i za ile?

Wybór lokalizacji sklepu to jedna z najważniejszych decyzji przedsiębiorcy. Można szukać dobrego lokalu w centrum miasta, ale trzeba pamiętać, że dużą liczbę potencjalnych klientów okupimy wyższym niż przeciętny czynszem bądź sporymi kosztami zakupu lokalu. Jacek Maciągiewicz zdecydował się na otwarcie swojego sklepu w centrum handlowym w podłódzkim Rzgowie. Decyzję tłumaczył niewygórowanymi kosztami otwarcia i dzierżawy punktu oraz spodziewaną dużą liczbą klientów. - W otwarcie 30-metrowego sklepu nic nie inwestowałem, bo budowę finansował inwestor budujący centrum - mówi przedsiębiorca. - Obecnie ponoszę jedynie koszty związane z utrzymaniem sklepu. W centrum wahają się od 20 do 40 euro za m2.

Dodatkowo płacimy też jednorazową kaucję za punkt. Mogą to być np. koszty trzymiesięcznego czynszu. Otwarcie sklepu wiąże się z zakupem towaru. Maciągiewicz sam nawiązuje kontakty z producentami. Oferuje wyroby czeskich oraz polskich firm. Uważa, że na dobry początek potrzebnych jest na półkach po kilkadziesiąt rodzajów kurtek, spodni, bluz, bielizny, zarówno męskiej, jak i damskiej. Stroje pochodzą z katalogu producentów i zazwyczaj zamawia się je w systemie wiosna - zima. Na pierwsze zatowarowanie potrzeba od 150 do 200 tys. zł. Do tego potrzebne są regały (koszt ok. 10 tys. zł), komputer (ok. 2 tys. zł) oraz kasa fiskalna (ok. 1 tys. zł). Przedsiębiorca pracuje w sklepie osobiście i zatrudnia jednego pracownika.

Szef zajmuje się głównie sprawami handlowymi, ale zdarza się, że obsługuje też klientów. Sprzedawca jest jeden, dodatkowa osoba zatrudniana jest w sezonie zimowym. Pracownik może liczyć na pensję w wysokości ok. 1 tys. zł netto. Decathlon swoje sześć sklepów ma w kilku miastach Polski: Warszawie, Krakowie, Lublinie, Sosnowcu, Wrocławiu. O wyborze miejsca inwestycji decyduje francuska centrala, a wpływ na to ma m.in. dostępność terenów pod inwestycje. Firma sytuuje sklepy na obrzeżach miast, zazwyczaj obok dużych centrów handlowych. W Polsce Decathlon samodzielnie kupuje ziemię i stawia sklepy, lub też jest najemcą powierzchni.

W pierwszym przypadku trzeba zdobyć wszelkie zezwolenia na budowę, nadzorować ją i później uzyskać zezwolenie na użytkowanie. Czas realizacji takiej inwestycji to około sześć miesięcy. Całkowity koszt otwarcia (włącznie z zatowarowaniem i wyposażeniem) może sięgać kilku milionów złotych i zależy od powierzchni sklepu. Dla przykładu otwarcie obiektu w Sosnowcu, który ma 4,5 tys. m2, kosztowało 13 mln zł. Jeśli firma staje się najemcą powierzchni, to czas inwestycji się skraca i pochłania, jak w przypadku sklepu w Krakowie, ok. 2-3 mln zł. Równie kosztowne jest utrzymanie. Opłacić trzeba bowiem ochronę, służby sprzątające. Do tego dochodzą koszty mediów: wody, prądu i w zależności od sklepu - ceny najmu lub podatków od gruntów i nieruchomości.

Przedstawiciele firmy nie chcieli zdradzić, ile wynoszą stałe koszty miesięczne, ale zasugerowali, że liczone są w dziesiątkach tysięcy złotych. W sklepach francuskiej sieci jest ok. 10 tys. modeli sprzętu sportowego i odzieży. Na półkach można znaleźć buty, dresy czy piłki znanych producentów: Adidasa, Nike czy Reeboka. Jednak sieć stawia na marki własne, które stanowią obecnie ok. połowy oferowanych modeli. Firma produkuje więc własny sprzęt m.in. do turystyki górskiej - Quechua, rowerów - Decathlon cycle, do sportów wodnych - Tribord, buty - Kalenji. Decathlon w jednym sklepie zatrudnia od 60 do 110 pracowników obsługi. Przy rekrutacji poszukuje zazwyczaj osób z doświadczeniem handlowym, które lubią sport.

- Trafiają do nas głównie ludzie młodzi, np. studenci i pasjonaci różnych dyscyplin - wyjaśnia Beata Madejczyk, specjalista ds. komunikacji wewnętrznej i PR sieci. - Wymagamy od nich głównie entuzjazmu oraz znajomości dyscyplin, do których sprzęt będą sprzedawać. Zapewniamy im szereg szkoleń zarówno dotyczących zasad sprzedaży, jak i technicznych poświęconych zagadnieniom danej dyscypliny. Sprzedawca w Decathlonie, według słów Beaty Madejczyk, może liczyć na pensję zbliżającą się do średniej krajowej. Wielu ma szansę na rozwój zawodowy i awans. Jednocześnie Madejczyk przyznaje, że rotacja wśród pracowników jest duża, a z pozyskaniem nowych bywają kłopoty.

Zarobić na piłce i turystyce

Jacek Maciągiewicz uważa, że w Polsce nastała obecnie moda na odzież sportową. I bardzo się z tego cieszymy - mówi przedsiębiorca. - Część osób kupuje, bo uprawia sport, i stroje są im do tego potrzebne. Inni kupują spodnie, bluzy czy kurtki, bo im się podobają, a trendy w modzie nakazują mieć w szafie coś sportowego. W sklepie w Rzgowie największy ruch panuje jesienią, zimą i wiosną. Wtedy najwięcej sprzedaje się spodni narciarskich i snowboardowych, kurtek, bielizny termoaktywnej, okularów. Latem największym powodzeniem cieszą się lekkie kurtki przeciwdeszczowe oraz szorty, T-shirty i koszule.

- Ruch w sklepie związany jest z rytmem wyjazdów feryjnych i wakacyjnych - mówi Maciągiewicz. - Wówczas klientów jest naprawdę wielu i czasami potrzebni są dodatkowi sprzedawcy. W sklepie Maciągiewicza, jak mówi sam przedsiębiorca, są stroje dla "budżetówki". Ubrania są dobrej jakości, ale po przystępnych cenach. Kurtki wiosenne kosztują od 150 do 400 zł, a zimowe od 200 do 600 zł. Spodnie zimowe to wydatek rzędu 150-400 zł. Koszule kosztują ok. 50 zł, szorty 50-60 zł, T-shirty 35-60 zł, okulary 30-60 zł, a zestawy bielizny ok. 100 zł.

Biznesmen twierdzi, że sklep przynosi zyski, ale żeby zarobić na średnią krajową, musi sprzedać dużo ubrań. - Trzeba się napracować, bo sklep to nasze jedyne źródło dochodów - mówi właściciel. - Dlatego pracujemy siedem dni w tygodniu, zazwyczaj od godz. 7 do 14. To zmieniło nasz styl życia, ale nie narzekamy. Ruch w Decathlonie jest przez cały rok, ale podobnie jak w małym sklepie w Rzgowie popyt na dane towary zależy od pory roku. - W praktyce mamy dwa sezony: letni i zimowy - wyjaśnia Beata Madejczyk.- Latem sprzedajemy najwięcej sprzętu turystycznego, rowerów oraz akcesoriów do uprawiania sportów wodnych.

Zima to dominacja narciarstwa oraz sportów halowych. Jeśli chodzi o poszczególne dyscypliny, to najwięcej nabywców znajdują produkty z ofert: narciarskiej, snowboardowej oraz turystyki górskiej. Zauważamy jednak silny wpływ mody na nurkowanie i grę w golfa. Akcesoria do uprawiania tych dyscyplin zyskują coraz więcej nabywców. Ceny w sklepach francuskiej sieci, według jej przedstawicieli, są na każdą kieszeń. Decathlon nastawia się zarówno na klientów z pełnym portfelem, jak i tych, którzy na zakup przeznaczyć chcą mniej pieniędzy. - Dlatego można kupić u nas np. buty do gry w piłkę nożną za 100, jak i za 300 zł - wyjaśnia Beata Madejczyk.

Konkurencja - starczy miejsca dla wszystkich

Według analityków, przed branżą sportową rysuje się świetlana przyszłość, a w rynku tkwi spory potencjał. Polacy bowiem coraz chętniej uprawiają sport i coraz więcej wydają na potrzebny sprzęt. Nic więc dziwnego, że sklepów przybywa. - Według naszych analiz, rynek ma duży potencjał i jest na nim miejsce dla sieci dużych, jak i specjalistycznych sklepów - twierdzi Beata Madejczyk z Decathlona. - Trzeba jednak pamiętać, że na rynku za kilka lat zostaną tylko najlepsi, którzy będą umieli się dostosować i reagować na potrzeby klienta, a te zmieniają się dość szybko. Dlatego firma planuje budowę kolejnych sklepów w Polsce, tak by za kilka lat punkty sieci były w każdym dużym mieście.

Firma prowadzi też akcje reklamowe, chce być widoczna na billboardach, wydaje swoją gazetkę. Jednak coraz częściej kieruje swoją ofertę do klienta indywidualnie, np. korzystając z e-maili czy SMS-ów. Wydaje się, że strategia jest skuteczna. W 2006 roku bowiem firma zanotowała obroty rzędu 165 mln zł. Jacek Maciągiewicz mówi, że działa na rynku już szmat czasu, a oferowany przez niego towar jest dobrej jakości. - Klienci do mnie wracają, są zadowoleni i to jest dla mnie potwierdzenie słuszności drogi, jaką obrałem - wyjaśnia. - Jednak chcę się dalej rozwijać. Nawiązałem współpracę z firmą 4F i kolejny sklep otworzę jako franczyzobiorca. Liczę, że dzięki temu łatwiej mi będzie zyskać nowych klientów i odnieść sukces.

Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)
Źródło: Własny Biznes FRANCHISING
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy