Zagraniczne targi, polski bałagan
06:00
29.10.2007
Przedsiębiorcy, którzy w najbliższym czasie wybierali się na targi, są wściekli, bo nikt ich wcześniej nie poinformował, że pieniądze na dofinansowanie się kończą.
Gdy politycy opowiadają o ułatwianiu życia przedsiębiorcom, urzędnicy robią wszystko, by je utrudnić. Ministerstwo Gospodarki urządziło sobie zabawę, kto dogoni uciekający pociąg. Zaczęło się od ogłoszonego w poniedziałek zdawkowego komunikatu o tym, że już w piątek kończy się przyjmowanie wniosków o dofinansowanie udziału w targach zagranicznych. Wszyscy ci, którzy planowali wyjazdy na wiele miesięcy wprzód, ruszyli do Warszawy by zdążyć na czas.
- Jechałem z Gliwic, żeby zdążyć z wnioskiem. Teraz zostałem na lodzie. Skandal!! - mówi jeden ze zdenerwowanych petentów, któremu okienko zatrzaśnięto przed nosem. Spokojni byli tylko urzędnicy, którzy dopili herbatkę, włożyli płaszcze, wyłączyli komputery i wyszli. Skąd zamieszanie? "W związku z osiągnięciem wysokiego poziomu kontraktacji w ramach poddziałania 2.2.2 SPO-WKP - Wsparcie w zakresie internacjonalizacji przedsiębiorstw uprzejmie informujemy o wstrzymaniu przyjmowania wniosków o dofinansowanie realizacji projektu w ramach poddziałania.
Ostatnim dniem przyjmowania wniosków o dofinansowanie przez MG jest dzień 5 października 2007 r." - głosił komunikat na stronach Ministerstwa Gospodarki. To wywołało prawdziwą burzę, bo ministerstwo zostawiło tylko cztery dni na przygotowanie i przesłanie wniosku. Ci, którzy chcieli się załapać na dofinansowanie, na gwałt musieli przygotować wnioski. - Jestem zbulwersowana, to nie w porządku wobec polskich firm - mówi o decyzji ministerstwa Grażyna Kosińska-Skwarek, która wspólnie z córką prowadzi firmę "Dekoratoria".
Szczęśliwie udało jej się złożyć wniosek przed upływem terminu, ale nie wie, co będzie dalej. - Bez wparcia nie mamy co myśleć o udziale w targach - dodaje. Złość przedsiębiorców i organizatorów wyjazdów na targi jest tym większa, że nikt nie informował ich wcześniej, że środki się kończą. - To, że budżet prędzej czy później się wyczerpie, było do przewidzenia. Ale ogłoszona z dnia na dzień decyzja zupełnie nas zaskoczyła - zirytowana mówi Joanna Biernacka-Goworek, project manager z Biura Targów Monachijskich w Polsce.
- Wielokrotnie zwracaliśmy się z pytaniami do ministerstwa o to, ile środków pozostało do wykorzystania i do kiedy można składać wnioski.
Nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi - mówi Biernacka-Goworek. - Wszystko wskazuje na to, że w ministerstwie nikt już nie panuje nad sytuacją - dodaje.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda sytuacja i zapytać w ministerstwie, czy to już koniec refundacji, dlaczego wcześniej nie informowano o tym, że budżet się kończy i na jakie wsparcie mogą liczyć przedsiębiorcy w latach 2007-2013. Niestety, mimo wielokrotnych zapytań, ministerstwo zastosowało tę samą taktykę, co w przypadku przedsiębiorców. Udaje, że ich nie słyszy i unika odpowiedzi. Może to świadczyć tylko o jednym - urzędnicy przestali panować nad budżetem i sami nie wiedzą, co się dzieje.
Zabawa w dotacje
W rezultacie przedsiębiorcy, którzy przygotowują się w najbliższym czasie do udziału w targach, są zdezorientowani. Nie wiedzą, czy to tylko czasowe wstrzymanie przyjmowania wniosków, czy też koniec z dofinansowaniem targów. Co gorsza, nikt nie raczył ich poinformować, czy znajdą się dla nich pieniądze w nowych programach operacyjnych na lata 2007-2013.
Teoretycznie pieniądze przeznaczone na wsparcie eksportu ma zapewnić nowy program "Innnowacyjna Gospodarka". - Ministerstwo nie informuje, kiedy i na jakich zasadach zostaną udostępnione polskim przedsiębiorcom środki pochodzące z nowego budżetu przyznanego Polsce przez Unię Europejską na lata 2007-2013.
Jeśli pomoc skończy się, będzie to prawdziwy skandal - uważa Biernacka-Goworek. - Myślę, że może to skutecznie zniechęcić część polskich firm do udziału w jakichkolwiek zagranicznych targach - dodaje.
Nie po raz pierwszy ministerstwo igra sobie z przedsiębiorcami w sprawie dofinansowania targów. W ubiegłym roku firmy, które chciały się ubiegać o dofinansowanie udziału w targach i misjach, na gwałt przygotowywały wnioski, kiedy ogłoszono, że wnioski na lata 2007 i 2008 można składać do 2 sierpnia 2006. Potem resort gospodarki wycofał się z tego absurdalnego terminu i przedłużył przyjmowanie wniosków do czerwca 2008 lub wyczerpania środków.
Dobry pomysł, tragiczne wykonanie
To miał być program, który wprowadzi polskich eksporterów na zagraniczne salony. Około 160 mln złotych przeznaczonych w budżecie poddziałania 2.2.2 unijnego programu "Wsparcie Konkurencyjności Przedsiębiorstw" na lata 2004-2006 na dofinansowanie udziału w zagranicznych targach i misjach handlowych skusiło wiele firm do większego udziału w targach i sięgnięcie po dofinansowanie. Problemy zaczęły się już na początku. Skomplikowane procedury stworzone przez polskich urzędników spowodowały, że na początku prawie 100% wniosków było odrzucanych.
Kiedy przedsiębiorcy zaczęli radzić sobie z papierami, okazało się, że ministerstwo nie jest w stanie poradzić sobie z wypłacaniem refundacji. Po roku funkcjonowania wypłacono refundację zaledwie garstce firm i do dziś wiele firm czeka prawie dwa lata na zwrot kosztów. W 2006 uproszczono procedury i skrócono terminy składania wniosków przed imprezami, ponieważ istniało zagrożenie, że budżet, z powodu urzędniczej niewydolności, zostanie niewykorzystany. Wstrzymanie przyjmowania wniosków wskazuje, że środki na refundacje nie przepadną, ale niesmak pozostanie.
Do dziś wielu przedsiębiorców na hasło "dofinansowanie udziału w targach w ramach SPO WKP 2.2.2." reaguje nerwową gorączką. Firma Dekoratoria marcu 2007 chciała wystawiać się na targach rzemiosła, złożyła terminowo wniosek o dofinansowanie, ale ministerstwo z winy urzędnika nie zarejestrowało wpływu tego wniosku we właściwym terminie i firma dostała odmowę rozpatrzenia wniosku. Chociaż sprawa się wyjaśniła, firma zrezygnowała z udziału w targach. Podobnych historii było więcej. Mimo to firmy starały się o dofinansowanie, wiedząc, że koszt udziału w zagranicznych targach bez dofinansowania przekracza ich możliwości finansowe. Teraz boją się, że nie dostaną nic.
Grzegorz Stańczak
Źródło:
