Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Franchising Info

06:00 29.11.2007
Źródło: Franchising Info

Płać na zdrowie!



Monika Jóźwiak przez kilka miesięcy cierpiała na bóle pleców. Nadmiar obowiązków w pracy przeszkadzał jej w znalezieniu czasu na zrobienie specjalistycznych badań. Jednak ból nasilił się do tego stopnia, że postanowiła wybrać się do lekarza. - Słyszałam, że w państwowych przychodniach czas oczekiwania na wizytę u specjalisty jest długi, ale nie przypuszczałam, że trzeba czekać ponad pół roku, aby dostać się do neurologa - opowiada kobieta. - Byłam załamana, bo plecy bolały coraz bardziej.

Okazało się także, że kolejne pół roku kobieta spędzi w oczekiwaniu na wizytę u rehabilitanta. Zdesperowana umówiła się na płatną wizytę u specjalisty. Lekarz przyjął ją w prywatnej klinice, została miło obsłużona, zapisała się na rehabilitację. Jednak za wszystko musiała zapłacić. Mimo że, podobnie jak miliony Polaków, płaci składki na ubezpieczenie zdrowotne.

- Zastanawiam się tylko, po co to robię, skoro dostęp do lekarzy jest tak utrudniony - mówi. - Czy gdybym umierała, też kazaliby mi czekać w kolejce? Ten system jest bardziej chory od ludzi, którzy muszą z niego korzystać. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, w Polsce jest około 120 tys. lekarzy czynnych zawodowo. Nie wiadomo, jak wielu z nich prowadzi prywatne praktyki lekarskie albo pracuje w niepublicznych klinikach czy przychodniach. Jak podaje dziennik "Rzeczpospolita", z usług niepaństwowych zakładów opieki zdrowotnej korzysta już około 1,5 mln Polaków. I ta liczba co roku rośnie o 20-30 proc. Zwiększają się także przychody prywatnej służby zdrowia - nawet o 12-15 mld zł.

Usługi medyczne stały się prawdziwym biznesem i to wyjątkowo opłacalnym. Tym bardziej że ogromną część osób korzystających z prywatnych placówek medycznych stanowią klienci instytucjonalni. Firmy, w ramach pakietu socjalnego, coraz chętniej wykupują abonamenty medyczne dla swoich pracowników. Kartę do kliniki dostają już nie tylko menedżerowie wyższego szczebla, ale wszyscy zatrudnieni.

Szacuje się, że co piąta firma dopłaca do leczenia osób zatrudnionych, a wartość dotychczas wykupionych pakietów wynosi łącznie 700 mln zł. Pracodawcy inwestują w pracowników nie tylko z czysto praktycznych powodów - wydatki na usługi medyczne można uwzględnić jako koszt podatkowy. Odpowiedzią na rynkowy popyt jest coraz większa liczba prywatnych gabinetów, przychodni i klinik. Te największe, Medicover, LuxMed, LIM, Centrum Damiana, mają tysiące klientów.

Pomysły z Afryki

Prywatne gabinety medyczne nie są jednak nowym pomysłem na biznes. Istniały już w czasach PRL-u. Najczęściej prywatnie leczyło się zęby, kobiety odwiedzały ginekologa. Prawdziwy boom nastąpił dopiero w połowie lat 90. XX wieku, kiedy zaczęły powstawać duże sieci ogólnopolskie. Jedną z pierwszych była firma Medicover. Pomysł na firmę został przeniesiony na polski grunt z Afryki przez Bengta Beckmanna. Stworzył on w Kenii pogotowie lotnicze dla tamtejszych białych mieszkańców i zaoferował im płatny pakiet usług.

Pomysł się sprawdził, a małżonka przedsiębiorcy, z pochodzenia Polka, namówiła go do inwestycji w jej ojczyźnie. Obecnie Medicover ma 15 centrów medycznych i 200 tys. klientów, w tym 160 tys. korzystających z abonamentu. O dwie kliniki mniej ma Lux-Med, z którego usług korzysta 200 tys. Polaków. Na rynku działają także Centrum Medyczne LIM, Enel-Med, Centrum Medyczne Puławska czy Medycyna Rodzinna.

Prywatne kliniki zaoferowały Polakom płatne abonamenty, w ramach których już za około 50-100 zł mogą liczyć na usługi w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, obejmującej m.in. badania z zakresu medycyny pracy, wizyty u internisty, szczepienia przeciw grypie, a w przypadku kobiet - wizyty u ginekologa. Firmy wykupują także droższe pakiety dla kadry menedżerskiej. Cena może sięgać nawet 1 tys. zł, ale pacjent z abonamentem VIP-a może liczyć m.in. na hospitalizację w przypadku choroby, indywidualną opiekę pielęgniarską, rehabilitację czy usługi stomatologiczne. Z usług centrów korzystają coraz częściej osoby prywatne. Możliwe jest wykupienie abonamentu lub jednorazowe opłacanie wizyt - w tym przypadku za konsultację płaci się około 100 zł.

Obok kompleksowych usług lekarskich dużą popularnością cieszą się także gabinety prowadzone indywidualnie przez lekarzy. Najwięcej chorych trafia na wizyty u stomatologów, ginekologów oraz lekarzy specjalistów. Nie od dziś panuje bowiem przekonanie, że prywatna wizyta pozwoli na łaskawsze spojrzenie na pacjenta podczas ewentualnego pobytu w szpitalu albo że podczas prywatnej wizyty lekarz po prostu nas lepiej zbada. Ceny za wizyty w prywatnym gabinecie kształtują się na poziomie od 50 do 500 zł. Wszystko zależy od stanu chorego, stopnia zaawansowania choroby oraz tytułu naukowego medyka.

Chcę być piękna

Jednak Polacy wybierają się do lekarza nie tylko po to, by wyleczyć konkretne schorzenia. Coraz większą popularnością cieszą się kliniki zajmujące się szeroko pojętym upiększaniem ciała i przywracaniem młodości. Operacje plastyczne - to najbardziej opłacalna gałąź, tak przynajmniej uważa Maciej Sankowski, syn znanego chirurga i prezes warszawskiej Kliniki Andrzej Sankowski. - Zapotrzebowanie na takie usługi rośnie bardzo szybko - mówi prezes Sankowski. -

Największą grupę odbiorców tego typu usług stanowią kobiety. Kilinika Andrzej Sankowski istnieje na rynku od 15 lat i, jak podkreśla jej prezes, najważniejsza w biznesie jest marka, czyli - w przypadku placówek medycznych - nazwisko lekarza dokonującego zabiegów. - Nie musiałem walczyć o nazwisko, gdyż mój ojciec od początku firmował przedsięwzięcie - podkreśla Maciej Sankowski. - Dzięki temu firma ma odpowiednią renomę i nie ma potrzeby reklamowania usług kliniki. Klienci i tak muszą na zabiegi czekać w kolejkach. Co więcej, wciąż ich przybywa.

Najważniejszy jest lekarz

Aby ugruntować swoją pozycję na rynku, konieczna jest nie tylko marka i siedziba. Równie ważni są ludzie (przede wszystkim lekarze przeprowadzający operacje) oraz pomysł na prowadzenie biznesu. Maciej Sankowski wypracował własny model prowadzenia firmy. Podzielił działalność kliniki na kilka działów, m.in. kosmetykę, medycynę estetyczną, fizykoterapię kosmetyczną oraz tę najważniejszą - chirurgię plastyczną. Zatrudnił też około 50 osób. Z każdym podpisywane są umowy o współpracę. Są to lekarze, pielęgniarki, kosmetyczki oraz obsługa administracyjna. Jednak wszyscy współpracownicy kliniki prowadzą własne firmy.

- Pozyskanie dobrego specjalisty, a tych prawie w ogóle na rynku nie ma, bo lekarze kończący uczelnie nie nadają się do pracy, jest bardzo trudne. Trzeba zaoferować atrakcyjne warunki, dlatego współpraca pochłania spore kwoty - wyjaśnia prezes Sankowski. - Lekarz wykonujący zabieg dostaje od 40 do 60 proc. ceny operacji - w zależności od stopnia jej skomplikowania. Opłacenie pozostałego personelu pochłania od 30 do 40 proc. kosztów zabiegu. Dla właściciela zostaje zazwyczaj ok. 10 proc. ustalonej ceny operacji, ale trzeba od niej odjąć kwoty przeznaczane na zakup nici chirurgicznych lub opatrunków wykorzystywanych podczas zabiegu.

Droga inwestycja

To nie koniec wydatków - klinika musi jeszcze spełniać wszystkie standardy wymagane w placówkach opieki zdrowotnej. Dlatego przed rozpoczęciem inwestycji konieczne jest zdobycie zgody na prowadzenie działalności. Prywatny gabinet lekarski, klinikę czy przychodnię może założyć tylko lekarz. Najpierw trzeba więc uzyskać zgodę danej izby lekarskiej. Niepotrzebne są żadne koncesje czy pozwolenia.

Inwestycja w otwarcie kliniki jest bardzo kosztowna. Dużą część pochłonie zakup bądź wynajęcie lokalu. Maciej Sankowski radzi, żeby już na początku podjąć decyzję, czy nastawiamy się na centrum miasta (łatwiejszy dojazd) czy obrzeża (cisza, spokój). Na lokal w Warszawie (zakładając, że będziemy wynajmować obiekt o powierzchni około 400 m2) trzeba przeznaczyć około 40 tys. zł miesięcznie. Pomieszczenia należy zaadaptować na potrzeby kliniki w taki sposób, by spełniały wszelkie wymogi ustalone w rozporządzeniu Ministra Zdrowia (z dn. 9 marca 2000 roku) w sprawie wymagań, jakie muszą spełniać pomieszczenia i wyposażenie służące wykonywaniu indywidualnej praktyki lekarskiej (także grupowej i specjalistycznej).

I tak już na wstępie może się pojawić problem, bo, zgodnie z przepisami, pomieszczenia muszą mieć 2,8 m wysokości. Kłopot w tym, że w miastach ciężko znaleźć takie lokale. Do tego dochodzą jeszcze m.in. konieczność pokrycia ścian materiałami umożliwiającymi mycie do wysokości 2,05 m. Każde pomieszczenie musi mieć wentylację, zamontowane na odpowiedniej wysokości i w określonej odległości od ściany kaloryfery (również łatwe do mycia). W każdym gabinecie musi być też umywalka. Do tego dochodzi jeszcze szereg innych wymagań, jak np. zapewnienie toalet pacjentom, wejść dla niepełnosprawnych, specjalne oświetlenie pomieszczeń. Bez spełnienia wszystkich wymogów nie ma mowy o otwarciu gabinetu. Potem odpowiednio przygotowany lokal musi zostać dopuszczony do użytkowania przez nadzór budowlany oraz sanepid. Wymagań sanitarnych, które trzeba spełnić, jest tak wiele, że łatwo się potknąć podczas przygotowań, a inspektorzy są nieubłagani i nie dopuszczą kliniki do użytku w przypadku nieprawidłowości.

Na początku działalności istotny jest także zakup specjalistycznego sprzętu i wyposażenia kliniki, m.in. stołów operacyjnych, lamp, sterylizatorów, narzędzi operacyjnych i aparatów do znieczulania. Na ten cel trzeba przeznaczyć minimum 500 tys. zł - jeśli chcemy kupić nowy sprzęt. Oczywiście, można nabyć go taniej, jednak wówczas urządzenia będą używane i często bardziej energochłonne. Mimo ogromnych wydatków Maciej Sankowski twierdzi, że inwestycja może się szybko zwrócić. - Polski rynek upiększania ciała rozwija się rokrocznie w tempie około 40-50 procent - mówi prezes. - W USA dynamika wzrostu sięga 200 proc. Myślę, że za jakiś czas w Polsce możemy zbliżyć się do połowy tej liczby. Tym bardziej, że sporą część naszych pacjentów stanowią goście z zagranicy, kuszeni niższymi cenami, a wyższą jakością.

Warto jednak pamiętać, że polskie prawo nie daje możliwości reklamowania usług medycznych. Często zapis jest pomijany i nierespektowany, a ogłoszenia przychodni czy klinik można znaleźć w prasie. Według specjalistów, do rozreklamowania nowej placówki wystarczy zatrudnienie medycznej sławy z uznanym nazwiskiem. Wówczas pacjenci na pewno ustawią się do niego w długiej kolejce.

Kto za to płaci?

Ceny za zabiegi w klinikach piękności nie należą do niskich. Właściciel kliniki A. Sankowski podkreśla, że w jego firmie nie istnieje cennik usług. Każdy zabieg chirurgiczny to oddzielny przypadek, dlatego cena ustalana jest indywidualnie, po konsultacji z lekarzem. Równocześnie prezes Sankowski przyznaje, że działalność w tej branży daje możliwość zarobku. Koszt najtańszego zabiegu to 3,5-4 tys. zł. Górna granica - to około 20 tys. zł, choć, jeśli pacjent ma duże wymagania, może sięgnąć nawet 50 tys. zł.

W przypadku wizyt w prywatnym gabinecie lekarskim ceny zależą od stopnia schorzenia oraz samego lekarza. Za zwykłą wizytę u internisty trzeba zapłacić minimum 50 zł. Droższa jest wizyta u ginekologa. Tu ceny zaczynają się od 100 zł i sięgają kilkuset złotych, jeśli przyjmuje wybitny specjalista z nazwiskiem znanym w całym kraju. Podobnie jest w przypadku innych dziedzin medycyny: kardiologii, neurologii, onkologii. Tańsze są zabiegi u stomatologa. Najniższa cena w cenniku za leczenie zębów wynosi około 80 zł i rośnie w miarę stopnia skomplikowania zabiegu, jaki trzeba wykonać.

Różowa przyszłość

Mimo sporych kosztów korzystania z usług prywatnych gabinetów medycznych branża będzie się dalej szybko rozwijać i przynosić spore zyski. - Operacje plastyczne będą się stawały coraz bardziej popularne i to z kilku powodów. Przede wszystkim rośnie samoświadomość, głównie Polek. Ludzie mają więcej pieniędzy, a zaspokoili swoje podstawowe potrzeby i zaczęli inwestować we własny wygląd - mówi Maciej Sankowski. - Poza tym, jeśli fiskalizm w Polsce będzie rósł, to zapotrzebowanie na takie usługi, jak nasza, będzie wzrastać, bo zamiast inwestować w firmy, ludzie będą woleli zainwestować we własny wygląd.

Anna Rulkiewicz, prezes zarządu Lux-Medu, ocenia, że pole do działania w sektorze prywatnych usług medycznych jest spore, jednak w ciągu kilku lat wiele małych placówek stanie przed dylematem, jak zapewnić wysoki poziom usług i skąd wziąć na to fundusze. Dlatego firmy będą się łączyć lub pozyskiwać inwestorów strategicznych, np. emitując akcje.

Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)

Wiadomość archiwalna