Rynek handlu detalicznego powoli dojrzewa. Wygląda na to, że etap największych przejęć i fuzji mamy już za sobą. Z polskiej mapy handlowej zniknęły sieci należące do grupy Ahold i Casino, na dobre zadomowili się inni światowi giganci: grupa Carrefour, Tesco czy grupa Metro, właściciel m.in. sieci Real. Nie gorzej radzą sobie polscy przedstawiciele branży: sieci Piotr i Paweł, Intermarché, Alma i Polomarket czy firmy z grupy Emperia. Walka o udziały będzie jednak trwała, pojawią się również nowi gracze, np. niemiecka
firma Aldi, która w 2008 roku zapowiada otwarcia pierwszych dyskontów.
Wzrost liczby placówek planuje Geronimo Martins, właściciel sieci Biedronka, z kolei Penta Investment, czesko-słowacka grupa, która przejęła sieć Żabka, chce w okresie pięciu lat powiększyć liczbę sklepów z 1,8 do 2,5 tysięcy. Z analizy formatów handlu wynika, że na znaczeniu zyskują sklepy delikatesowe i specjalistyczne, a także sklepy ze zdrową, ekologiczną żywnością i szeroką ofertą dań gotowych. Takie trendy możemy obserwować już od kilku lat.
Zakupy na osiedlu
Wydawałoby się, że przy tak stabilnej pozycji liderów branży i w dobie hiper- i supermarketów na sklepy spożywcze o mniejszej powierzchni nie ma już miejsca. Tymczasem segment punktów o mniejszej powierzchni i sklepów osiedlowych jest nadal łakomym kąskiem. Choć małych i średnich sklepów jest aktualnie niemal 100 tys., to uruchomienie kolejnych może się jeszcze opłacać. Polacy wydają w nich bowiem około 200 mld zł rocznie.
Jak wynika z
badania ShopperTrends wykonanego przez firmę AC Nielsen, pozycja handlu tradycyjnego w Polsce jest wciąż silna. Mimo że hipermarkety oraz sklepy tradycyjne mają podobny odsetek lojalnych klientów, małe i średnie sklepy mają zdecydowanie więcej klientów regularnych.
Badania pokazują, że Polacy najczęściej spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej robią zakupy w mniejszych sklepach - średnio co drugi dzień, podczas gdy w sklepach wielkopowierzchniowych - raz w tygodniu.
Konsolidacji ciąg dalszy
Warto zauważyć znaczące zmiany w sposobie funkcjonowania placówek handlowych. W przypadku wielu międzynarodowych graczy strategie działania obejmują jednoczesny rozwój w kilku formatach, podczas gdy w segmencie małych sklepów widać rosnącą tendencję do organizowania się w sieci, czy też grupy zakupowe. W ten sposób działają m.in. sieci Lewiatan, Delikatesy
Centrum czy eLDe.
Przedsiębiorca, który postanowi zainwestować w branżę spożywczą, może założyć niezrzeszony sklep lub przyłączyć się do jednej z sieci franczyzowych lub agencyjnych. Rozpiętość inwestycji jest ogromna - od 20 tys. zł do 15 mln zł - ale spore są również korzyści wynikające z możliwości uzyskania lepszych warunków zakupowych u dostawców. W efekcie przyszły franczyzobiorca może liczyć na obniżenie kosztów, zwiększenie marży i większą liczbę klientów zachęcanych do zakupów przez różnego rodzaju chwyty marketingowe i reklamę.
Zdaniem specjalistów z branży, przynależność do sieci ze znaną marką, sprawdzonymi metodami konkurowania to najlepsze rozwiązanie, by ugruntować pozycję na lokalnych rynkach. Łączenie sił przynosi partnerom większą moc negocjacyjną i korzyści skali, a unowocześnienie sklepów, większa dbałość o jakość, serwis dla klienta, wdrażanie innowacyjnych rozwiązań i udogodnień - to tylko niektóre z elementów, dzięki którym zyskują też klienci.
Aneta Wieczorek (miesięcznik Własny Biznes)