Amerykanin, podobnie jak większość zdrowo myślących ludzi, chce kupować jak najlepsze produkty po jak najniższych cenach. Dlatego problem z podrabianymi markami znanych firm istnieje w Stanach Zjednoczonych od dawna. Podrabiane produkty zalewają również tamtejszy rynek. Owszem, można kupować od ulicznych sprzedawców, tyle że wtedy łatwo stać się właścicielem podróbki.
Fałszywa przecena
Konsumenci amerykańscy uwielbiają przeceny! - Amerykanie są mistrzami świata w naciąganiu na wydawanie pieniędzy, więc w Ameryce okazjom i przecenom nie ma końca - mówi znana dziennikarka TVN-u Kinga Rusin, która w Stanach mieszkała cztery lata. - Dałam się złapać na ten haczyk i wzorem moich koleżanek gotowa byłam pokonywać naprawdę duże odległości, żeby coś upolować - dodaje Kinga Rusin.
Amerykańskie prawo czuwa nad konsumentem, zachęconym przez głośne reklamy do kupienia rzeczy przecenionych. Łatwo go bowiem oszukać. W sklepach eksponuje się towary z przekreśloną ceną (obok podaje się nową, obniżoną). Jeśli skreślona cena jest rzeczywiście prawdziwa, to wszystko w porządku. Ale może być i tak, że stara cena została celowo zawyżona, aby po zredukowaniu właściciel sklepu wyszedł na swoje. Taka przecena jest fałszywa i prawo konsumenckie w USA zabrania tego rodzaju praktyk.
Zdarza się też, że produkt po okazyjnej cenie może mieć gorszą jakość. Ale nie zawsze musi tak być. Sklepy w USA redukują ceny na przykład kolekcji z poprzedniego sezonu, co przecież nie oznacza, że oferowany towar traci na jakości. Jeśli jednak zdarzyłoby się tak, że konsument otrzyma produkt niepełnowartościowy, nie jest jeszcze na przegranej pozycji. Ale o tym za chwilę. Pozostańmy jeszcze w centrum handlowym, gdzie Amerykanie kupują najchętniej. Takie centrum - mall, jak mówią o nim tutejsi konsumenci - w Nowym Jorku to coś, co zapiera dech w piersiach samym swoim widokiem. A gdy wejdzie się do środka, skusi swoją ofertą nawet najbardziej asertywnych. Jeśli ktoś chce choć przez chwilę poczuć się jak prawdziwy nowojorczyk, koniecznie musi udać się na zakupy do centrum handlowego nie gdzie indziej, tylko przy Piątej Alei. Ale uwaga: zakupy tutaj zabierają całe godziny, a nierzadko - dni. W trosce o klienta właściciele oferują wiele miejsc rekreacyjno-upiększających: salony SPA, masażu, fryzjerskie i kosmetyczne, restauracje i jadłodajnie, kafejki i bary, a także galerie. Organizowane są przedstawienia teatralne, pokazy, wystawy, spotkania Aby konsument szybko stąd nie wyszedł, specjaliści od marketingu dwoją się i troją. Efekt? To wyprzedaże na wielką skalę, ludzie oferujący usługi mające na celu reklamę produktu: darmowy makijaż, próbkę perfum, prywatny pokaz mody, zdjęcie z maskotką sklepową, degustację ciasteczek z nazwą sklepu, a w zamian za zakup nawet najmniejszego drobiazgu oferują inny drobiazg - za darmo. Ale tak naprawdę za darmo nie ma tu nic. To tylko oszołomionemu ofertą konsumentowi może się tak wydawać. I o to przecież chodzi.
Oszuści w sieci
Nowoczesne formy sprzedaży niosą ze sobą ryzyko, że konsument zostanie oszukany. Coraz więcej Amerykanów nie wychodzi z domu na zakupy. Wystarczy, że włączą komputer i wejdą do internetu. Zakupy w sieci są wygodne - nie wymagają chodzenia po sklepach. W wielu przypadkach są też tańsze niż zakupy tradycyjne - w cenę produktu nie wlicza się kosztów za wynajmowanie powierzchni sklepowych. Towar wędruje z hurtowni prosto do domu klienta. Ale to tylko jedna strona medalu. Kupujac przez internet, łatwiej stać się ofiarą oszustwa. Szczególnie źle może skończyć się korzystanie z usług nieuczciwego sprzedawcy leków. Tymczasem według danych urzędów kontrolujących ten rynek wynika, że handel pirackimi lekami rozwija się w niepokojącym tempie. Na fałszywy lek najłatwiej trafić kupując środki na potencję, przeciwbólowe i nasenne. Największą popularnością wśród piratów cieszy się Viagra.
Konsument nie jest sam
- Internet jest dla konsumentów źródłem informacji dotyczących zdrowia. Niestety, handlowcy pozbawieni skrupułów wykorzystują ten fakt do sprzedawania swoich produktów, podając niesprawdzone lub fałszywe informacje - ostrzegał Howard Beales, dyrektor Biura ds. Ochrony Konsumenta Federalnej Komisji Handlu (Federal Trade Commission - FTC). Jego organizacja jest jedną z wielu, które chronią amerykańskiego konsumenta. Czuwa nad przestrzeganiem praw, sprawdza, czy rynek funkcjonuje zgodnie z zasadami konkurencji, czy jest mocny, sprawny i wolny od nadmiernych restrykcji. FTC pracuje nad tym, by eliminować nieuczciwe i oszukańcze praktyki handlowców. Za cel stawia sobie zapewnienie konsumentowi pełnej informacji i możliwości dokonywania wolnego wyboru towarów i usług, z których chce on skorzystać. Jedną z ostatnich akcji FTC było stworzenie narodowej listy numerów telefonów, na które nie będą dzwonić firmy oferujące swoje usługi. Zarejestrowanie swojego numeru na tej liście uchroni konsumentów przed większością niechcianych, reklamowych telefonów.
Druga instytucja w USA dbająca o bezpieczeństwo konsumentów to The Food and Drug Administration (FDA). To właśnie od tej organizacji zależy, czy dany produkt żywnościowy, lek albo kosmetyk, zostanie dopuszczony do sprzedaży.
FDA zajmuje się żywnością, lekarstwami i kosmetykami. A co z pozostałymi artykułami? O bezpieczeństwo ich użytkowników Kongres również zadbał, ustanawiając w 1972 r. Consumer Product Safety Commission (CPSC), czyli niezależną agencję federalną, która tworzy i wprowadza w życie standardy bezpieczeństwa różnego rodzaju produktów konsumenckich. Te niebezpieczne dla zdrowia i życia wycofuje ze sprzedaży. Podlega jej około 15 tys. rodzajów produktów - to sporo, ale jeszcze nie wszystkie. Pozostałe podlegają innym organom federalnym: na przykład standardy bezpieczeństwa dla samochodów i motocykli ustala Ministerstwo Transportu, a dla alkoholu, wyrobów tytoniowych i broni palnej - Ministerstwo Skarbu.
Ale i sami sprzedawcy chcą zapewnić konsumentowi jak najlepsze warunki kupowania. Po pierwsze towar można oddać nawet miesiąc (a nieraz i dwa czy trzy) od daty zakupu. Wystarczy mieć rachunek i metkę. Nie trzeba natomiast podawać powodu zwrotu. Po drugie niemal wszystko tu zostanie prędzej czy później przecenione i to do 70%. Nawet więc bardzo drogą rzecz można "wyczekać". Po trzecie powyżej pewnej sumy każdy produkt sprzedawany jest na raty. Mało tego - niejednokrotnie wpłacenie pierwszej raty wymagane jest po kilku miesiącach. Jeden z najsłynniejszych amerykańskich sklepów meblowych, Carpet & Home, ma w ofercie komplety mebli, które należy zacząć spłacać dopiero po trzech latach.
Informują, testują, edukują
Nad ochroną amerykańskiego konsumenta czuwa kilkadziesiąt organizacji zajmujących się jego prawami. Czy jednak sami Amerykanie są konsumentami świadomymi? Czy dobrze znają swoje prawa? Jeśli tak, to skąd czerpią informacje? Kto edukuje amerykańskiego konsumenta? Otóż amerykański konsument ma do wyboru szereg czasopism poświęconych tematyce konsumenckiej.
"Przedstawiamy konsumentom praktyczne strategie wykorzystania ich oszczędności" - tak zachwalają kwartalnik "Co-op America" jego twórcy. Radzą w nim między innymi, jak odpowiedzialnie inwestować, mówią o tym, jaka żywność jest bezpieczna, jacy producenci są przyjaźni środowisku (gorący temat: 21 produktów, o których nie wiedzieliście, że mogą być poddane recyklingowi). Co ciekawe, pismo wspiera bojkoty niektórych produktów jako skuteczne i silne narzędzie budowania świadomości i wywierania wpływu na producentów. O organizacjach konsumenckich Amerykanin dowie się natomiast z dwumiesięcznika "Consumer News and Reviews", natomiast wychodzący codziennie "Journal of Consumer Affairs" podejmuje tematy ochrony praw konsumenta.
Jednym z najbardziej znaczących czasopism jest miesięcznik "Consumer Reports" o nakładzie ponad 4 mln egzemplarzy, który wychodzi od 1936 r. Jego wydawca, Unia Konsumencka, określa się jako niezależna organizacja testująca i informująca. W piśmie można znaleźć testy porównawcze przeróżnych produktów, wykonywane w laboratoriach, należących do wydawcy. Wszystko - od lodów po sprzęt fitness i kino domowe, jeśli tylko można to kupić - zapewne "Consumer Reports" już przetestował.
Drugim magazynem, w którym można znaleźć rankingi wszelkich produktów, jest dwumiesiecznik "Consumer Digest" o nakładzie 1,25 mln egzemplarzy. Na uwagę zasługuje jeszcze kwartalnik wydawany przez rząd, "Consumer Product Safety Review", który opisuje produkty niebezpieczne dla zdrowia i życia, co więcej, podaje listę wycofanych z obrotu artykułów. Wymienione tytuły to oczywiście tylko część czasopism - te najważniejsze.
Rady dla naiwnych
O edukację konsumenta dbają nie tylko gazety, ale również liczne organizacje, które wydają specjalne biuletyny przestrzegające go przed pułapkami rynku czy reklam. Podobnie jak u nas, konsument w Stanach Zjednoczonych jest na nie narażony i nie zawsze sam potrafi się przed nimi uchronić. FTC daje mu bardzo konkretne rady i wskazówki, na przykład, jak świadomie odbierać reklamy i nie dać się im zwieść. Otóż dajmy na to, że masz kilkuletnie dziecko, które chciałoby dostać zabawkę prezentowaną w reklamie, a kiedy już ją dostanie, jest rozczarowane, bo zabawka sama się nie porusza i nie wydaje dźwięków, tak jak to było pokazane w telewizji. Wówczas z pomocą przychodzi FTC. Jej eksperci radzą, aby rozmawiać z dzieckiem o specjalnych efektach dźwiękowych w reklamie, o różnych ujęciach kamery i o tym wszystkim, co sprawia, że zabawka na ekranie wygląda dużo atrakcyjniej niż w domu. Wówczas łatwiej będzie dziecku zrozumieć, co w reklamie jest rzeczywistością, a co fantazją autorów.
Przykład idzie z góry
W Stanach Zjednoczonych zabronione są reklamy papierosów w elektronicznych środkach przekazu. Co więcej, jedynie osoby pełnoletnie mogą kupić papierosy. U nas obowiązuje podobne ograniczenie. Jednak mimo licznych akcji, zachęcających sprzedawców do przestrzegania tego przepisu, wciąż w wielu miejscach dzieci mogą bez najmniejszego problemu kupować papierosy i alkohol, i nikt nie ponosi za to kary. A jak jest w Stanach? O karach za nielegalne picie alkoholu mamy okazję usłyszeć od czasu do czasu. Na przykład jakiś czas temu głośno było o niepełnoletniej wtedy jeszcze córce prezydenta George'a Busha, która piła alkohol. Musiała za to społecznie odpracować wiele godzin i bez znaczenia był fakt, że należy do rodziny prezydenckiej.
Na pewno warto do USA przyjechać nie tylko na zakupy. Może i nasz amerykański sen się ziści
Więcej na: www.swiatkonsumenta.pl
Joanna Wosińska