Średnia cena samochodu stanowi zatem równowartość prawie dwudziestu czterech przeciętnych pensji (GUS podaje, że średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw przekroczyła trzy 3 tys. zł). Kowalski nie jest jednak aż tak bogaty. Jego nowe auto jest zdecydowanie tańsze; średnio kosztuje 64 tys. zł., czyli na jego zakup wydał on ok. 20 przeciętnych pensji. Zakładamy, że kupujący nie uzyskał żadnej zniżki od dealera.
|
Polaków ogarnął w 2007 r. istny szał zakupów. Ostatnio tak masowo szturmowaliśmy sklepy w 2004 r., kiedy uwierzyliśmy w czarne przepowiednie eurosceptyków, twierdzących że przystąpienie Polski do Unii Europejskiej spowoduje lawinowy wzrost cen. Nic takiego się nie stało. Dzisiaj powodem "szaleństwa zakupów" jest zasobniejszy portfel statystycznego Polaka. Dlatego też popyt na niektóre towary wzrósł w ciągu roku nawet o 200 proc. Kupujemy nie tylko więcej, ale także coraz droższe, markowe artykuły spożywcze, sprzęt RTV i AGD, komputery, kosmetyki, itp. Konsumpcja jest obecnie głównym czynnikiem wzrostu gospodarczego. Niestety także inflacji.
Zakupowy boom nie mógł rzecz jasna ominąć rynku motoryzacyjnego. Samar szacuje, że w 2007 r. kupiliśmy ponad 290 tys. nowych samochodów i wydaliśmy na nie ponad 21 mld zł. Samochód jest nadal - chociaż już w mniejszym stopniu niż kilka lat temu - synonimem prestiżu i dowodem zasobnego portfela. Wszyscy widzą, że Kowalski kupił nowe auto, niewielu zaś zobaczy jego nową pralkę, czy mebel, o wzroście stanu konta nie mówiąc.
W ocenie zasobności portfela klientów dealerzy są dość zgodni: nie kupujemy samochodów z podstawowym wyposażeniem; nie kupujemy także wersji z najsłabszymi silnikami; coraz częściej zwracamy uwagę na bezpieczeństwo i komfort, powtarzając: to musi kosztować, na tym nie można zbytnio oszczędzać. Takiemu myśleniu sprzyjają banki, które dosłownie wciskają nam nieoprocentowane kredyty (czy znają Państwo kogoś, kto za darmo rozdaje pieniądze? Ekonomiści zawsze powtarzają: najdroższe są darmowe lunche). Banki, nie tylko specjalizujące się w udzielaniu kredytów samochodowych, pożyczyły w tym steki milionów złotych (niektórzy liczę już w miliardach).
Wpływ na wzrost średniej ceny auta ma także gigantyczny import używanych samochodów. Szacuje się, że od chwili wejścia do UE sprowadziliśmy ponad 3,3 mln aut. Polska jest bodajże jedynym krajem w Europie, który nie stwarza żadnych barier w tym zakresie. Nie chcemy zaciągać kredytu, nie zamierzamy oszczędzać, aby kupić auto z salonu, uważamy że taki zakup nie ma ekonomicznego uzasadnienia, więc idziemy do komisu lub na giełdę.
Badania szwajcarskiej firmy Roadtodata dowodzą, że samochody w Polsce kosztują tyle samo co w Wielkiej Brytanii, ale są o 1 proc. droższe niż w Niemczech i o 2 proc. droższe niż w Hiszpanii, ale średnia cena auta zmniejszyła się u nas w tym roku o 0,2 proc. Na początku roku za samochód kosztujący 30 tys. euro trzeba było zapłacić 117 tys. zł. W grudniu, cena tego samego auta wyrażona w złotych spadła o 9 tys. zł. Ceny aut przeliczanych z dolarów spadły jeszcze bardziej (w styczniu z 1 USD płacono 2,97 zł, zaś w grudniu 2,47 zł). Silny złoty spowodował, że auta z wyższej półki, czyli droższe stały się bardziej dostępne.
Jedna grupa klientów zdecydowanie podnosi średnią cenę samochodu nabywanego w Polsce. Tym klientem są firmy kupujące samochody służbowe. Są to przeważnie drogie, bogato wyposażone auta z górnej półki. Tzw. zakup flotowy, większej partii samochodów powoduje, że ich jednostkowa cena spada, jednak średnia cena auta służbowego jest zdecydowanie wyższa od ceny samochodu kupionego do prywatnego użytku. Przewiduje się, że w tym roku ponad 60 proc. zakupów mogą stanowić auta służbowe kupowane przez firmy, które uzyskują średnio 8 proc. rabatu przy zakupach flotowych. Średnia cena samochodu nabywanego przez firmę wynosi prawie 83 tys. zł.
Wojciech Drzewiecki, Instytut Badania Rynku Samochodowego Samar:
Średnia cena kupowanego w Polsce samochodu zależy przede wszystkim od struktury zakupów. Im więcej sprzedaje się samochodów górnej półki, tym średnia cena wzrasta. Zakładam, że w przyszłym roku sprzedaż nowych samochodów wzrośnie o 15 proc. W dużej mierze zależy to od stabilności przepisów podatkowych, głównie VAT-u. Za spadek sprzedaży w minionych latach "odpowiedzialni" są klienci indywidualni, dlatego przewiduję, iż w przyszłym roku zwiększą oni swoje zainteresowanie nowymi autami. Nie przewiduję natomiast Tak szybkiego wzrostu średniej ceny nowych samochodów. Popyt na nowe samochody będzie uzależniony od "konkurencyjnych" wydatków Polaków. Kredyty hipoteczne spowodowały wzrost liczby kupowanych mieszkań, a tym samym należy oczekiwać wzrostu wydatków na ich urządzenie. Mieszkanie może być konkurencją dla nowego auta.
Krzysztof Gołata
fot. Maciej Pobocha