Z pewnym przybliżeniem można przyjąć, że podstawową miarą sukcesu spółki notowanej na giełdzie jest wzrost kursu jej akcji. Inwestorzy bowiem kupują akcje po to, aby powiększyć wartość swoich inwestycji - im szybciej tym lepiej. Udany debiut oznacza, że pierwsze notowanie akcji spółki było wyższe niż ich cena emisyjna. Taka sytuacja miała na przykład miejsce podczas debiutu NTT System, największego polskiego producenta i dystrybutora sprzętu komputerowego. Cena emisyjna akcji wyniosła 4,50 zł, a prawa do akcji spółki po otwarciu kosztowały o 32 proc. więcej, czyli 5,94 zł.
Spółka Mewa, debiutująca 3 stycznia 2007 r. przy cenie emisyjnej 2,40 zł, zwiększyła o 27,5 proc. kurs akcji do kwoty 3,06 zł. Różnica to premia jaką otrzymali inwestorzy za to, że kupili akcje na rynku pierwotnym opierając się na informacji zawartej w prospekcie i uzyskanej od spółki.
Co decyduje o kursie akcji?
Sukcesami giełdowymi są także debiuty, w których kurs z pierwszego dnia jest znacznie wyższy niż cena emisyjna. Jednak po głębszym zastanowieniu dochodzi się do wniosku, że nie jest to sytuacja normalna. Jeśli inwestorzy w ciągu kilku czy kilkunastu dni od emisji pierwotnej do debiutu zarobili kilkaset procent, to musieli na tym stracić dotychczasowi akcjonariusze spółki. Taki był na przykład debiut firmy doradczej Inwest Consulting w 2006 r. Sprzedając jej akcje w dniu debiutu pod koniec sesji można było zarobić 481,3 proc. Cena emisyjna za jedną akcję wyniosła 3,75 zł, natomiast cena zamknięcia z dnia to aż 21,80 zł. Duża różnica pomiędzy ceną emisyjną, a kursem z pierwszego notowania oznacza, że w emisji pierwotnej można było żądać więcej za akcje spółki, ale sprzedającym nie udało się inwestorów o tym przekonać.
Debiut nieudany to sytuacja, w której kurs akcji na pierwszym notowaniu jest bliski cenie emisyjnej lub nawet od niej niższy. Oznacza to, że inwestorzy przepłacili po namowach przez dom maklerski wprowadzający spółkę na rynek. Przykładem jest niedawny debiut Grupy Finansowej Premium - firmy działającej w branży factoringowej. Akcje spółki na początku sesji wycenione były na 26,80 zł, natomiast na koniec sesji kosztowały jedynie 25,33 zł. Przyjrzyjmy się bliżej czynnikom, jakie decydują o kursie akcji spółki. Z przedstawionych ponieżej sześciu punktów wynika recepta na spółkę nadającą się do zakończonego sukcesem wprowadzenia na giełdę papierów wartościowych.
Czynniki, jakie decydują o kursie akcji spółki to:
- ogólna koniunktura na rynku kapitałowym - to naturalne, że w przypadku gdy na rynku trwa hossa, kurs większości (a nawet wszystkich) akcji zwyżkuje;
- koniunktura w branży w jakiej działa spółka - w przypadku gdy dany rynek rozwija się dynamicznie (tak jak dziś budownictwo czy materiały budowlane), kursy akcji spółek z tej branży idą w górę;
- pozycja danej spółki na rynku - im lepsza, silniejsza i stabilniejsza, tym wyższe będą jej notowania;
- aktualne wyniki spółki - zyski są miarą atrakcyjności spółki dla inwestorów. Przecież właśnie po to inwestują na giełdzie swoje pieniądze;
- perspektywy rozwoju - są elementem wiary w to, że przyszłe wyniki spółki mogą być lepsze niż dziś. Im bardziej jest to prawdopodobne, tym bardziej kurs akcji (a tym samym wycena spółki) będzie wynikał z jej planów i prognoz, a nie ze stanu obecnego;
- historia - jest miarą stabilności i wiarygodności firmy. W przypadku gdy firma od kilku czy kilkunastu lat generuje powtarzalne, systematycznie rosnące zyski, wówczas prawdopodobieństwo, że tak będzie także w przyszłości rośnie, a co za tym idzie rośnie wartość firmy dla inwestorów i cena jej akcji.
O tym, że nowe spółki warto wprowadzać na giełdę w czasie dobrej koniunktury nikogo nie trzeba przekonywać. Póki trwa hossa, wszystko zyskuje na wartości, ale przestrzegam przed pokładaniem zbyt dużych nadziei właśnie w tym czynniku. W przypadku gdy dziś - w czasie hossy - podejmiemy decyzję, że chcemy wprowadzić naszą spółkę na giełdę, wówczas przy dobrej intensywnej pracy ze strony domu maklerskiego, doradców i pracowników, nasza spółka zadebiutuje na parkiecie za sześć - dziewięć miesięcy. Nikt nie jest w stanie przewidzieć czy wówczas nadal będzie trwała dobra koniunktura na rynku. Dlatego też lepiej nie budować swojej strategii wejścia na giełdę w oparciu o dzisiejszą dobrą atmosferę na rynku kapitałowym.
Przetrwają tylko najlepsiKoniunktura w branży to zupełnie inna sprawa. W większości branż cykle koniunkturalne są dłuższe niż kilka miesięcy. W przypadku gdy zaczyna się dobry okres, możemy liczyć, że potrwa dostatecznie długo, aby przygotować firmę, przeprowadzić emisję akcji, wprowadzić ją na parkiet i zrealizować cele jakie sobie stawialiśmy. Na dobrej koniunkturze w branży można - i warto - budować plan wprowadzenia spółki na giełdę.
Pozycja firmy na rynku będzie w dużej mierze decydować o tym, jak wielu inwestorów znajdziemy. Na rynku wzrastającym utrzyma się każda firma, ale gdy koniunktura się skończy przetrwają tylko najlepsi. Spółka giełdowa powinna mieć stabilną pozycję na swoim rynku. Może to być pozycja niszowa lub rola specjalisty bądź też lidera jakościowego albo po prostu duży udział w tym rynku. Co zrobić jeśli pozycja naszej firmy na rynku nie jest zbyt mocna? To zależy od tego, jaka jest specyfika branży:
- w przypadku branż rozdrobnionych, w których nie ma jednego wyraźnego lidera, warto rozważyć strategię konsolidacji. Spółka, która wchodzi na giełdę może pozyskać kapitał potrzebny do przejęcia kilku innych podmiotów i w ten sposób stanie się centrum konsolidacji branży, umacniając swoją pozycję na tym rynku. To bardzo dobra, jednak trudna strategia, dlatego będzie wymagać nie tylko kompetencji branżowych, ale także umiejętności nawiązania kontaktów z potencjalnymi celami inwestycyjnymi, doprowadzenia do ich przejęcia oraz wewnętrznej integracji,
- w przypadku branż, w których występuje jeden widoczny lider, można szukać ścieżki specjalizacji w jakimś segmencie rynku lub niszy, która jeszcze nie jest zajęta przez silniejszych graczy,
- jeśli strategia specjalizacji jest niemożliwa i bezpośrednia konkurencja z większym oraz silniejszym konkurentem nieunikniona - plan samodzielnego wejścia na giełdę może okazać się bardzo trudny do zrealizowania, a nawet ryzykowny. Jeśli właściciele firmy chcą odzyskać część lub całość zainwestowanych dotychczas pieniędzy, zamiast wejść na giełdę powinni rozważyć sprzedaż firmy inwestorowi branżowemu - może właśnie swojemu największemu konkurentowi. Alternatywą może być także sprzedaż do funduszu inwestycyjnego posiadającego inne podmioty z tej lub powiązanej branży.
Aktualne wyniki spółki są podstawą do pierwszej, przybliżonej wyceny. Wskaźnik P/E (cena do zysku) dziś oscylujący wokół 20 oznacza, że spółka generująca 10 mln zł zysku netto rocznie jest warta ok. 200 mln zł za 100 proc. akcji. Dlatego warto zadbać o to, aby bieżące wyniki spółki wchodzącej na GPW były jak najwyższe. W małych i średnich firmach prywatnych zalecenie to nabiera szczególnego wymiaru. Spółki z tej grupy są zwykle "dociążone" kosztami właścicieli - często w niewielkim tylko stopniu związanymi z prowadzoną przez firmę działalnością.
Jeśli przyjmiemy, że wartość naszej spółki z punktu widzenia inwestorów to zysk netto razy P/E (załóżmy 20), wówczas każdy litr benzyny wlanej do samochodu właściciela i obciążającej wynik spółki kosztuje go 90 zł (4,50 x 20). Warto o tym pamiętać i przed wprowadzeniem do obrotu publicznego oczyścić spółkę ze zbędnych kosztów.
Perspektywy rozwoju firmy to prawdopodobnie najistotniejszy czynnik decydujący o jej wartości dla akcjonariuszy. Przecież kupują akcje po to, aby w przyszłości na nich zarobić. Jeśli perspektywy rozwoju są dobre, to chętnych na nabycie akcji znajdzie się więcej - dlatego cena rośnie. Te perspektywy zależą od:
- możliwości zwiększenia sprzedaży i zysków,
- oceny strategii firmy - czy jest konkretna, możliwa do zrealizowania i wiarygodna,
- od tego jacy ludzie zarządzają firmą - czy są przygotowani do rozwoju firmy, czy są z nią związani, czy mają motywację,
- od tego czy spółka dostrzega bariery, jakie przed nią stoją i zna metody, aby je pokonać,
- od szeregu innych czynników, które w ocenie inwestorów mogą decydować o tym, czy spółce uda się osiągnąć zamierzone cele czy też nie.
Historia mówi sama za siebieOstatnim elementem jest historia firmy - jest ona miarą tego, jak prawdopodobne jest odniesienie sukcesu w realizacji celów stawianych na przyszłość.
- jeśli firma działa w swojej branży od wielu lat, to znaczy, że zna się na tym czym się zajmuje,
- jeśli firma generuje od lat zyski (proporcjonalne do przychodów), to znaczy, że umie kontrolować koszty i potrafi zapewnić sobie rentowność,
- jeśli firma ma w swojej historii istotne przełomowe zdarzenia (jak na przykład stworzenie własnej, wielooddziałowej sieci dystrybucji, budowa nowej fabryki, uruchomienie zagranicznego przedstawicielstwa, przejęcie mniejszego konkurenta itp.), to znaczy, że jest zdolna do realizacji podobnych przedsięwzięć w przyszłości,
- jeśli rotacja pracowników w firmie jest niska, oznacza to, że ma ona dobry system motywacji i nie jest narażona na trudności związane z brakiem personelu.
Z powyższych rozważań płynie wniosek odnośnie tego, dla jakich firm przeznaczona jest giełda.
Idealny kandydat do wejścia na giełdę to spółka:- działająca w branży, w której panuje dobra koniunktura,
- zajmująca stabilną pozycję rynkową,
- generująca zyski,
- posiadająca wiarygodną strategię rozwoju, zapewniającą wzrost generowanych zysków,
- posiadająca organizację (ludzi, infrastrukturę) zdolną do zrealizowania stawianych sobie celów,
- posiadająca historię potwierdzającą jej umiejętność radzenia sobie w różnych warunkach rynkowych i koniunkturalnych.
Wszystkie te elementy sprowadzają się do jednego, ogólnego oczekiwania ze strony inwestorów. Chodzi o to, aby spółka, której akcje nabywają, umiała zapewnić im dostatecznie wysoki zwrot z inwestycji. Nigdy nie ma co do tego 100 proc. gwarancji, jednak jeśli spółka ma klarowną strategię rozwoju na dobrym rynku - popartą historią sukcesów i doświadczeń w realizowaniu podobnych celów w przeszłości - wówczas szanse na sukces rosną.
Pamiętajmy, że giełda jest narzędziem do realizacji celów firmy, a nie celem samym w sobie. Na giełdę idzie się najczęściej po pieniądze, które będzie można przeznaczyć na nowe inwestycje, przejęcie konkurenta, rozbudowę dystrybucji, reklamę czy modernizację systemów zarządzania. Dzięki tym działaniom wyniki firmy powinny poprawić się w stopniu gwarantującym oczekiwane zyski inwestorom.
Jeśli jesteście Państwo właścicielami, wspólnikami, udziałowcami czy akcjonariuszami takiej firmy - to zachęcam do wprowadzenia jej na parkiet. W przypadku gdy jeden (lub kilka) warunek nie jest jeszcze spełniony, radziłbym najpierw zrealizować odpowiedni program restrukturyzacyjny, a dopiero potem starać się o względy inwestorów.
Marcin Salski
Autor jest Wiceprezesem Zarządu Business Advisors Sp. z o.o., firmy świadczącej usługi w zakresie doradztwa strategicznego.