Gazociąg Północny czyli rura której nikt nie lubi
09:10
21.01.2008
Przeciwnie, na każdym kroku rzucają konsorcjum Gazpromu i niemieckim firmom E.ON Ruhrgas i BASF - Winterschall kłody pod nogi, obawiając się nie tylko katastrofy ekologicznej, którą może wywołać grzebanie na dnie Bałtyku w miejscach, gdzie leży broń chemiczna z II Wojny Światowej, ale także zwiększenia obecności rosyjskiej floty w pobliżu swoich brzegów. Rozmaite zastrzeżenia oprócz Polski zgłaszają m.in. Szwecja, Estonia i Finlandia, która jeszcze w 2006 planowała przyłączenie się do rury. A teraz? - Finlandia nie chce zwiększać importu gazu rosyjskiego ani przyłączyć się do budowy Gazociągu Północnego - mówił niedawno fiński ambasador w Moskwie Harry Helenius.
Z powodu kaprysów nadbałtyckich państw i innych problemów rozpoczęcie budowy morskiego odcinka gazociągu stoi pod ciągłym znakiem zapytania. Według najnowszych planów pierwsze dostawy gazu mają rozpocząć się w 2011 roku. Rosyjsko-niemieckie konsorcjum dopiero na wiosnę 2008 planuje zwrócić się do rządów państw położonych nad Bałtykiem o zezwolenie na układanie gazociągu. Według wcześniejszych planów takie prośby już dawno miały być wysłane.
Rosną także koszty. Ostatnie szacunki mówią o 8 mld euro. Polityczne, ekologiczne i ekonomiczne wątpliwości związane z gazociągiem powodują, że coraz głośniej mówi się o konkurencyjnym projekcie gazociągu Amber, który może być tańszą alternatywą wobec gazociągu Nord Stream.
Wspólny wniosek do Komisji Europejskiej o poparcie tego gazociągu Polska i kraje bałtyckie złożyła już w lipcu 2007 roku. - Projekt ten jest znacznie bardziej uzasadniony ekonomicznie niż planowany podmorski Gazociąg Północny - mówi Waldemar Pawlak, minister gospodarki, potwierdzając, że również obecnej ekipie rządowej rosyjsko-niemiecka bałtycka rura najwyraźniej nie jest w smak.
Źródło:
