Czy Chińczycy zbudują nam stadiony?
15:08
21.01.2008
Chociaż w 2007 roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wprowadziło możliwość zatrudniania cudzoziemców z krajów sąsiednich na okres trzech miesięcy bez pozwolenia, polscy przedsiębiorcy żalą się, że coraz trudniej o znalezienie dobrego pracownika ze Wschodu. Najlepsi pracują już na Zachodzie albo w Rosji, a co będzie po wejściu do strefy Schengen, kiedy Ukraińcy będą musieli płacić 35, a Białorusini 60 euro za wizę?
Nieoficjalnie wiadomo, że w resorcie pracy szykowane są plany przedłużenia możliwości zatrudniania obcokrajowców na dwukrotnie dłuższy okres - sześciu miesięcy. Czy to przyciągnie wschodnich budowlańców? Nie wiadomo - dlatego poszukiwania rąk do pracy idą dalej. Polscy headhunterzy szukają już pracowników w Indiach i Chinach. Janusz Glinicki, właściciel firmy Sadpol, ma już gotowe papiery dla Chińczyków, których w Polsce chciałby zatrudnić do zbioru truskawek. Papiery leżą na razie w szufladzie, bo polskie urzędy Chińczykom, którzy chcieliby biegać między grządkami, mówią zdecydowane "nie".
Przepychanka z urzędnikami toczy się nie tylko o zwykłych chińskich pracowników. Polskie firmy budowlane mają o 40% mniej mocy przerobowych niż wymagają ogromne prace związane z rozbudową infrastruktury sportowej i transportowej w Polsce. Rozwiązaniem byłoby sprowadzenie do Polski chińskich firm budowlanych, które po zakończonych pracach związanych z przygotowaniem do letniej olimpiady w Pekinie będą rozglądać się za nową robotą.
Kilka miesięcy temu ówczesny minister transportu, Jerzy Polaczek, podpisał porozumienie z konsorcjum prawie 40 chińskich firm, które zainteresowane są udziałem w wartych 20 mld euro kontraktach budowlanych. Niektórzy mają wątpliwości, czy postawione przez Chińczyków budowle nie będą podobnej jakości jak tamtejsze zabawki. Za całą rekomendację posłużą igrzyska w Pekinie.
Źródło:
