Manufaktury nadal zarabiają
05:55
31.01.2008
- Nikt nie odwiedziłby przemysłowej Walonii w belgijskich Ardenach ze starymi rozpadającymi się budynkami opustoszałych kopalń, fabryk i młynów, z przyfabrycznymi osiedlami, których ruiny z pewnością nie przyozdabiały krajobrazu, gdyby nie pomysł lokalnych władz na ich rewitalizację i promocję turystyczną - zapewnia Michel Janowski z Urzędu Promocji Turystyki Walonia-Bruksela.
Dziś wzdłuż całego obszaru przemysłowo-miejskiego przecinającego Walonię na osi wschód-zachód, od Regionu Borinage, koło Mons, po brzegi rzeki Mozy koło Legie roi się od turystów, którzy przyjeżdżają tu specjalnie, by zobaczyć, jak w miejscowych młynach z ziarna robiło się zboże, a w miejscowych kopalniach wydobywało węgiel. W starych obiektach poprzemysłowych ulokowano zaś sklepy, hotele i biura. Wszystko z myślą o zwiedzających, których w ciągu roku przewijają się tutaj setki tysięcy.
W brytyjskim mieście Roterham na zdegradowanych pohutniczych terenach powstał ogromny kompleks muzealno-rozrywkowo-komercyjny. Już w pierwszym roku ekspozycje obejrzało go 100 tysięcy osób. Teraz rocznie przyjeżdża tutaj ponad dziewięćset tysięcy turystów krajowych i zagranicznych.
- Sporo wody upłynęło Tamizą, zanim decydenci i opinia publiczna dojrzeli i zrozumieli wartości tkwiące w tego rodzaju dziedzictwie - mówi Laurent Levis-Strauss, szef Sekcji Muzeów i Dóbr Kultury w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego UNESCO w Paryżu. Temat wałkowano już w latach 70. Decyzję przyspieszyła pomoc unijna dla lokalnych projektów rewitalizacji obiektów poprzemysłowych dla celów turystycznych.
Na Zachodzie Unia Europejska dotuje każdy nowy projekt do 30 procent jego wartości. Ostatnio z takiej pomocy skorzystała na przykład huta szkła w francuskim Hekene. Projekt wraz z wypromowaniem huty szkła jako atrakcji turystycznej kosztował pół miliona euro. Katalońskie muzeum nauki i techniki w Toraza ulokowane w secesyjnej architekturze przemysłowej fabryki włókienniczej kosztowało 9 mln euro. W Katalonii funkcjonuje cała sieć 14 takich muzeów. m. in. przemysłu motoryzacyjnego i starych samochodów. We Włoszech wydano 5,8 mln euro na rewitalizację kolejki parowej na Sardynii. Także w Niemczech na wyspie Rugia kosztem 0,14 mln euro przywrócono do ruchu turystycznego parową kolej.
Dużym projektem w tym kraju (33,3 mln ówczesnych marek) była stalownia w Volklingen w Zagłębiu Saary - unikatowe świadectwo historii techniki z przełomu XIX i XX w., labirynt wielkich pieców i nagrzewnic, rur i szyn, kolejek podwieszonych. W tym niezwykłym pomniku industrialnym ukazany jest cały proces produkcji żelaza i stali. Centrum naukowe Science-Center Ferrodrom posiada interaktywną prezentację całego procesu produkcji żelaza i stali. Od 2005 r. hutę odwiedziło 1,2 mln turystów. Dzięki położeniu blisko granicy z Luksemburgiem, Francją i Belgią huta jest celem wycieczek organizowanych przez biura podróży wszystkich tych krajów.
Niemcy wiodą prym
Stworzyli oni największy w Europie szlak dziedzictwa przemysłowego (Route der Industriekultur). Na zataczającej pętlę, liczącej około 400 kilometrów trasie, znajduje się ponad 50 zabytków i jedynych w swoim rodzaju atrakcji ze 150-letniej historii przemysłu aż po ostatnie przemiany Zagłębia Ruhry, największego w Niemczech i w Europie obszaru przemysłowego, w którym na 4400 kilometrach kwadratowych żyje 5 milionów ludzi.
Najnowszym hitem dla wycieczek organizowanych po tym kraju są wizyty w fabrykach samochodów. W centrum Drezna otwarta dla zwiedzających jest w mała fabryka Glaeserne Manufaktur (Szklana Manufaktura), w której produkuje się volkswagena phaetona, samochód przyszłości, należący do najnowszej generacji aut osobowych produkowanych na świecie. Przewodnik prowadzi turystów korytarzami oznaczonymi liną na podłodze. Mogą oni obserwować poszczególne etapy powstawania samochodu.
Otwarte dla gości są także fabryki BMW i Porsche zbudowane po 2000 roku na obrzeżach Lipska. Przestrzeń w środku podzielono szklanymi i betonowymi ścianami i tak połączono część biurową z produkcyjną, że przenośniki transportują karoserie samochodów nad pracownikami biura. O ile główną atrakcją fabryki BMW jest nowatorska architektura, o tyle atutem Porsche - tor wyścigowy. Po zwiedzeniu fabryki można spróbować sił w roli drugiego pilota, jadąc np. wyścigowym porsche cayenne turbo.
W 2000 roku, prawie równocześnie z otwarciem Światowej Wystawy EXPO w Hanowerze, w Wolfsburgu zbudowano w sąsiedztwie głównej fabryki Volkswagena, Autostadt, Miasto Samochodów. Osiem pawilonów o oryginalnej architekturze oraz hotel Ritz Carlton i centrum dystrybucyjne VW usytuowano wśród zieleni i kanałów zaprojektowanych zgodnie z zasadami feng shui. Stare fabryczne zabudowania z czerwonej cegły, w których nadal wytwarzane są części do volkswagenów, kontrastują ze szklano-betonowymi pawilonami z dominującymi w perspektywie dwoma wieżowcami w kształcie walców, które mieszczą na dwudziestu poziomach po 400 najnowszych modeli VW czekających na klientów. W Autostadt obok historycznych samochodów są też symulatory, w których można sprawdzić umiejętności kierowania samochodem, odporność na obroty ciała wokół osi czy wreszcie zobaczyć w specjalnym tunelu, jak gęsta może być mgła. Na specjalnym torze terenowym można zmierzyć się volkswagenem touaregiem z wymyślnymi przeszkodami.
- Spotkania z przemysłem już dawno przestały być w Niemczech turystyką niszową - mówi Emmerich Babernitz, przedstawiciel Niemieckiej Centrali Turystyki w Polsce. - Jest to część oferty każdego biura podróży, które zaprasza gości do naszego kraju. Europa to nie tylko zamki nad Loarą ale także stare huty, kopalnie, obiekty inżynierskie. Nasz kontynent był liderem rozwoju społeczno-gospodarczego i cywilizacyjnego świata przełomu XIX i XX wieku. Ta przeszłość coraz bardziej wzbudza zainteresowanie turystów ze wszystkich kontynentów.
Polska wcale nie gorsza
Przestajemy być białą plamą na turystycznej poprzemysłowej mapie Europy. Nie mamy się czego wstydzić. Dotychczas jedną z największych polskich atrakcji tego typu, docenioną przez UNESCO, była na przykład Kopalnia Soli w Wieliczce. Ale mamy też spore zasoby innych obiektów przemysłowych, inżynierskich, które mogą jeszcze bardziej wzbogacić eksportową ofertę turystyczną. Na razie na zwiedzaniu naszych starych fabryk, kopalń i młynów zarabiają głównie zagraniczne biura podróży.
Wolsztyńska parowozownia ulokowana na zachodzie Województwa Wielkopolskiego niedaleko granicy z Niemcami jest na przykład jedynym miejscem w całej Europie, gdzie można zobaczyć stary parowóz, wyruszający w trasę z planowym pociągiem osobowym. Wolsztyńskie lokomotywy kursują na trasach do Poznania i Leszna. Każdego dnia pod parą są dwie lub trzy maszyny. Rok w rok do Wolsztyna zjeżdża kilkanaście tysięcy turystów na "Dni Pary". Dziesięć razy tyle korzysta z zamawianych przez biura podróży pociągów retro. Są to turyści głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii, a nawet z Kanady, USA i Japonii, którzy docierają tu via Berlin, a Polska nie kojarzy im się z niczym więcej jak tylko z przejażdżką parowozem. Wolsztyńska lokomotywownia jest stałą częścią oferty zagranicznych touroperatorów, którzy sprzedają wycieczki po Europie.
Rekordy popularności wśród turystów bije też ostatnio Kanał Elbląski. Przyjeżdżają oni tu specjalnie, żeby zobaczyć unikatowy na skalę światową wodny system komunikacyjny. Wśród nich są głównie Niemcy, Amerykanie i Japończycy. Wycieczki takie wypromowały wśród zwiedzających TUI i Neckermann.
W czerwcu tego roku w Zabrzu otwarto jedną z największych atrakcji turystycznych woj. śląskiego - Zabytkową Kopalnię Węgla Kamiennego Guido.
Jest to jedyny tego typu obiekt w Europie, gdzie turyści mogą poczuć smak pracy górniczej pod ziemią na poziomie -170 m. - Na Zachodzie prezentuje się wirtualne symulacje, u nas zwiedzający zakłada kask, pochłaniacz i autentyczną klatką szybową zjeżdża na dół - opowiada Eugeniusz Kentnowski, dyrektor kopalni.
Od listopada tego roku można zjechać na poziom -320 metrów. Przewidziany jest tam nawet pokaz fedrunku. Zostaną też otwarte sale konferencyjne, koncertowe i restauracja. Wyrobisko utrzymane jest w stanie jak najbardziej zbliżonym do pierwotnego, kiedy to górnicy po raz ostatni zakończyli pracę. Inwestycja została sfinansowana kwotą 1,4 mln złotych. Pieniądze te pochodzą z funduszy gminy Zabrze (715 270 zł) i województwa śląskiego (687 221 zł).
- Liczba zwiedzających kopalnię przerosła nasze oczekiwania - mówi Jan Szołtysek, naczelnik Wydziału Promocji Urzędu Miejskiego w Zabrzu. Po dwóch miesiącach podziemny obiekt zwiedziło 8,5 tysiąca osób, po czterech miesiącach było ich już ponad 9 tysięcy. Kopalnia wzbudziła zainteresowanie zagranicznych biur podróży, które już przysyłają do Zabrza swoich turystów z Niemiec, Włoch i Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii, a nawet z Japonii. O jedynej kopalni węgla kamiennego w Europie, gdzie można zjechać pod ziemię, dobrze zjeść i pobawić się na piwnej biesiadzie dowiadują się oni głównie z internetu. - Na tym nie koniec - dodaje Jan Szołtysek. - W górniczym skansenie "Królowa Luiza" zostanie wkrótce udrożniona i udostępniona dla turystów ciągnąca się pod miastem Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna. Tą podziemną rzeką transportowano kiedyś węgiel wydobywany z okolicznych kopalń. Niebawem popłyną tamtędy łodzie z turystami. Rewitalizowane jest dziewiętnastowieczne osiedle górnicze Orsiga i Ballestrema z domem wykonanym w całości ze stali, a na wieży kilkudzesięciometrowego szybu "Maciej" urządzono taras widokowy, z którego widać niemal cały Śląsk.
Zabrze ma ambicje stać się centrum turystyki przemysłowej całego Górnego Śląska. Kopalnia węgla kamiennego w Zabrzu, kopalnia srebra, cynku i ołowiu w Tarnowskich Górach wraz ze słynnym Szybem Czarnego Pstrąga, zabytkowym obiektem z przełomu XVI i XVII wieku, który rocznie odwiedza 50 tys. turystów z kraju i z zagranicy, fabryki włókiennicze w Bielsku, browar w Tychach, fabryka zapałek w Częstochowie - to wszystko może stać się wkrótce jedną ofertą turystyczną Śląska.
- Chcemy, na wzór Belgii i Niemiec, stworzyć jeden produkt turystyczny, system wspólnego zwiedzania oparty na wspólnych budżetach i programach wszystkich obiektów - mówi Jan Szołtysek.
Krakowowi przybyła kolejna trasa turystyczna o nazwie "Krakowski Szlak Techniki". Obejmuje ona 15 obiektów, m.in. Plac Dworcowy, Elektrownię Krakowską na Kazimierzu, unikatowy na skalę europejską zespół zajezdni tramwajowej, Wały Wiślane, Gazownię Krakowską, pozostałości mostu Podgórskiego i browary Goetza. Dwadzieścia tysięcy złotych wyłożył na ten cel m.in. magistrat; Wydział Promocji Miasta Krakowa odpowiada za logistyczną część przedsięwzięcia, czyli za oznakowanie obiektów oraz promocję trasy.
W pobliżu ulicy Piotrkowskiej w Łodzi powstanie drewniana uliczka, przy której stanie pięć domków (identycznych jak tych, w jakich dawniej mieszkali tkacze), ewangelicki kościółek i letniskowa willa fabrykanta z dawnych przedmieść. Turyści będą mogli obejrzeć tkaczy przy pracy. Utworzenie skansenu to część projektu "Kultura i tradycja włókienniczej Łodzi - modernizacja i zagospodarowanie kompleksu fabrycznego Geyera". Jego koszt wyniesie 29 mln zł. Fabryka Geyera z końca lat 40. XIX wieku - pierwsza, w której zainstalowano maszynę parową, to, oprócz dawnych zakładów Scheiblera i obiektów Księżego Młyna, jeden z trzech najcenniejszych, najstarszych zabytków przemysłowych Łodzi.
- Pojęcie "żywe muzeum" dopiero zaczyna w Polsce swoją karierę - mówi dr Julian Kołodziej z International Business Consulting Group, specjalizującej się w doradzaniu samorządom, które chcą w ten sposób promować swoje regiony. Pierwsze wykorzystały to browary. Zwiedzać można m.in. browar w Żywcu, Tychach i Poznaniu. Poznaje się tam ich jego dzieje, podpatruje produkcję piwa i degustuje. Ostatnio w International Business Consulting Group przygotowywano na zlecenie władz Jasła projekt Centrum Historii Przemysłu Naftowego Ignacego Łukasiewicza, wynalazcy lampy naftowej z jego pierwszą na świecie destylatornią ropy. Wcale nie trzeba wydobywać tego surowca, żeby na nim zarobić na światowym rynku.
Krzysztof Grzegrzółka, tygodnik Rynki Zagraniczne
Źródło:
