Pielęgnują narodową dumę i, jako konsumenci, żądają "czterech czterech":
Sécurité, Santé, Satisfaction, Saveur. Bezpieczeństwo, zdrowie, satysfakcja, smak. Czy w epoce hipermarketów nadal je otrzymują?
Teoretycznie, prawa klientów są we Francji chronione bardzo silnie. Pomocą służy kilkanaście ogólnokrajowych stowarzyszeń konsumenckich. Polubownie rozwiązują spory, reprezentują pokrzywdzonych przed sądem, walczą o zmianę przepisów. Te największe, jak ORGÉCO - Organisation Générale des Consommateurs - załatwiają nawet 120 tys. spraw rocznie. Krąg ich zainteresowań jest przy tym bardzo duży. Od czystości basenów po refundowanie leków, zmniejszenie ruchu ulicznego czy tworzenie stanowisk pracy dla młodych. Nie mówiąc już o zwykłych, "sklepowych" problemach klientów.
Z Marianną w tle
Obronę praw konsumenta deklarują właściwie wszystkie możliwe opcje polityczne: związki zawodowe, katolickie organizacje prorodzinne, a nawet feministki. Te ostatnie walczą zresztą o wysoką stawkę. Według danych Union Féminine Civique et Social, kobiety stanowią we Francji 75% siły nabywczej. Feministki robią zaś wszystko, by poznały swoją wartość. Nie na darmo symbolem Republiki Francuskiej jest właśnie kobieta - Marianna.
|
Paryż to miasto restauracji, kawiarni i kafejek, których stoliki wychodzą na ulice. We francuski styl życia wpisało się już codzienne wypicie małej czarnej w kawiarnianym ogródku.
|
Efekty widać choćby w reklamach samochodów, dawniej tworzonych wyłącznie z myślą o mężczyznach. Francja to jedno z nielicznych państw, w którym producenci aut, promując niektóre modele, mężczyzn wręcz ośmieszają. W nowoczesnych reklamach za kierownicą siadają kobiety w zaawansowanej ciąży. A panowie płaszczą się, leżą u obitych w pantofelki na obcasie damskich stóp, nawet robią striptiz - wszystko, by wybłagać pożyczenie kluczyków do samochodu partnerki
Wychować konsumenta
Przy rozbudowanym systemie walki o prawa klienta, we Francji konsumentów nie tylko się broni, ale i wychowuje. Kształtuje gust obywateli tak, by wybierali produkty rodzime. Przykładem może być ustawa z 1994 r., która wprowadziła nakaz nadawania przez stacje radiowe muzyki w języku francuskim przynajmniej w 40%. W znacznym stopniu ograniczyło to możliwość decydowania przez konsumenta o tym, czego chce słuchać. Jednocześnie jednak wzmocniło lokalny rynek muzyczny - na tyle, że artyści anglojęzyczni (np. Tina Arena), by na nim w ogóle zaistnieć, nagrywali piosenki po francusku. Choć - poza sceną - w języku Moliera nie potrafią nawet poprosić o hotelowy rachunek.
Dobra jakość to podstawa
Spośród "czterech S", których żądają konsumenci we Francji, najważniejsze są dwa pierwsze:
sécurité (bezpieczeństwo) i
santé (zdrowie). Dlatego przed zakupami chętnie sięgają po wyniki porównawczych testów przeróżnych produktów, od żywności przez kosmetyki aż po sprzęt elektroniczny. Znajdują je w kilku konsumenckich czasopismach, na przykład w tym o znamiennym tytule "60 Millions de Consommateurs", czyli "60 milionów konsumentów".
Według danych Euromonitora, Francuzi coraz większą wagę przywiązują do jakości produktów, które lądują w ich koszyku. Kiedy wybierają żywność, coraz częściej chcą wiedzieć, skąd pochodzi oraz jaką ma wartość odżywczą. Są też bardziej skłonni niż dawniej zapłacić więcej, jeśli mogą otrzymać lepszą jakość.
Kuchnia francuska słynie na całym świecie. Podobnie zresztą jak smukłe sylwetki Francuzek. Jednak i Francji nie ominęła plaga otyłości - procent osób otyłych wzrósł tu w ostatnich latach, podobnie jak w innych zachodnich społeczeństwach. Dlatego Francuzi coraz większą wagę przywiązują do zdrowej diety. Mimo to w ciągu ostatnich kilku lat bardzo polubili fast foody. I nie pomagają tu zabiegi francuskich przeciwników globalizacji i przejmowania amerykańskich wzorców, takich jak moda na hamburgery. Coraz rzadziej konsumenci korzystają z tradycyjnych restauracji z pełnym serwisem, za to coraz częściej wyskakują do barów szybkiej obsługi albo kupują dania na wynos. Jednak francuska tradycja i tu znalazła swoje miejsce: jak grzyby po deszczu rosną bowiem bary oferujące bułki, bagietki i kanapki z wykwintnymi - jak na francuskie podniebienie przystało - dodatkami.
Paryż to miasto restauracji, kawiarni i kafejek, których stoliki wychodzą na ulice. We francuski styl życia wpisało się już codzienne wypicie małej czarnej w kawiarnianym ogródku. Jak wynika z badań z 2005 r. opublikowanych przez Eurobarometr, Francuzi coraz chętniej jadają poza domem. Zmieniło się tylko jedno: coraz rzadziej wychodzą na lunch w ciągu dnia, za to czas na posiłkach w lokalach poza domem spędzają teraz częściej wieczorami. Być może właśnie wtedy plotkują o romansie prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego
Jedenasta plaga - supermarkety
Mimo że w nowym tysiącleciu francuskie super- i hipermarkety trochę opustoszały, w dalszym ciągu mają się nieźle. Kuszą Francuzów niskimi cenami i bogatym asortymentem towarów. Masowy handel podbił zwłaszcza rynek produktów żywnościowych (z 33% w latach 70. do 65% pod koniec lat 90.). W 1996 r. we Francji przypadało aż 1,5 hipermarketu na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy na przykład w Hiszpanii zaledwie 0,3. Niestety dla konsumentów nie oznacza to tylko wygody. Supermarkety, lokalizowane na obrzeżach miast, powodują zamykanie małych sklepów w centrum. I załamanie infrastruktury miast. Może nawet dojść do sytuacji, że Francuzi, zamiast wstąpić do małej, zaprzyjaźnionej piekarni (która zniknie z mapy), po bagietkę na śniadanie będą musieli jeździć... kilkanaście kilometrów za miasto. Bo jak prawdziwy Francuz mógłby zrezygnować z bagietki czy croisanta na śniadanie?
By proces zamykania małych sklepików "na rogu" powstrzymać, konieczna była zmiana prawa. W 1996 r. wprowadzono zapis stanowiący, że każdemu projektowi budowy hipermarketu towarzyszy publiczne śledztwo. Ocenia się jego wpływ - ekonomiczny i socjalny - na równowagę aglomeracji, w tym zagrożenia, jakie może stwarzać dla istniejących już miejsc pracy.
Czy to oznacza, że supermarkety znikną kiedyś z francuskiego krajobrazu?
Quand les poules auront des dents - kiedy kury będą miały zęby - jak mawiają w ojczyźnie szampana i pleśniowych serów. Na razie się na to nie zanosi, ale... W dobie inżynierii genetycznej, może zębatą kurę zobaczymy niedługo?
Więcej na: www.swiatkonsumenta.pl