Od kilku lat stale rośnie liczba sprowadzanych do Polski samochodów używanych. Zazwyczaj są to auta kilkuletnie, wśród nich także samochody powypadkowe. Po okresie bezawaryjnej jazdy po dobrych drogach Europy Zachodniej pojazdy eksploatowane na polskich szosach zaczynają się psuć. Trzeba w nich wymieniać amortyzatory, wahacze. Konieczne są systematyczne przeglądy i wymiany oleju, pasków, klocków hamulcowych.
Większości tych napraw kierowcy nie są w stanie przeprowadzić samodzielnie. Auto trzeba więc oddać w ręce fachowca, czyli do warsztatu samochodowego. Tam też trafiają auta rozbite. Jakie są koszty otwarcia i prowadzenia warsztatu i czy może to być opłacalny interes? Według szacunków portalu motofocus.pl w Polsce działa ok. 23 tys. warsztatów samochodowych. Zajmują się różnoraką działalnością: usuwaniem drobnych usterek, naprawami blacharskimi i skomplikowanymi naprawami np. pomp wtryskowych czy samochodowej elektroniki.
Z tej liczby 18,9 tys. to warsztaty niezależne, 2,6 tys. to warsztaty sieciowe, a 1,3 tys. należące do samochodowych dilerów. Pan Marcin Jagodziński z Łodzi sprowadził niedawno z Niemiec kilkuletniego forda mondeo. Przez kilka miesięcy z autem nic się nie działo. Jednak jazda po dziurawych łódzkich drogach odbiła się na stanie amortyzatorów i podzespołach układu jezdnego. Trzeba było wymienić zużyte części.
- Do tej pory jeździłem starym peugeotem, którego samodzielnie naprawiałem - opowiada pan Marcin. - Jednak do nowszego auta trochę boję się zaglądać, poza tym nie ma już na to czasu. Dlatego zacząłem szukać w Łodzi warsztatu cieszącego się dobrą opinią, a przy tym niedrogiego. Kierowców takich jak łodzianin jest w Polsce bardzo wielu. Według danych firm monitorujących
rynek motoryzacyjny tylko do listopada 2007 roku sprowadzono do kraju z zagranicy prawie 800 tys. używanych aut. Szacunki na koniec tego roku mówią o przekroczeniu liczby 1 mln sprowadzonych samochodów.
W roku ubiegłym było to niecałe 800 tys. sztuk. Przy takiej liczbie używanych samochodów pracy da warsztatów nie powinno zabraknąć. - Od dwóch lat, od kiedy zaczął się prawdziwy boom na sprowadzanie aut, widzę wzrost liczby odwiedzających mnie klientów - mówi Tomasz Zgagacz, właściciel warsztatu w Łodzi. Najwięcej sprowadzanych pojazdów to auta z roczników 1995-2000, które mają na licznikach po kilkadziesiąt lub więcej tysięcy kilometrów i coraz częściej wymagające fachowych napraw. Tym bardziej, że stan polskich dróg pozostawia wiele do życzenia. Dziury, nierówności, koleiny znacząco wpływają na szybsze zużycie samochodu.
Własny warsztat dobrze jest mieć
Przy tak dużej liczbie importowanych używanych aut, wydawać by się mogło, że otwarcie warsztatu mechanicznego lub blacharskiego może być opłacalnym biznesem. Czy jednak koszty poniesione na inwestycje, związane z zatrudnieniem pracowników, zdobyciem odpowiedniej renomy nie będą za wysokie? Tomasz Zgagacz w biznesie motoryzacyjnym działa od 25 lat. Swój nieduży warsztat prowadzi w
centrum Łodzi. W stumetrowym pomieszczeniu ma dwa stanowiska do naprawy samochodów, niewielki magazyn na części zamienne i małe biuro.
- Od kilkunastu już lat specjalizuję się w mechanice pojazdowej - mówi właściciel warsztatu. - Zajmuję się naprawami m.in. sprzęgieł, układów kierowniczych, hamulcowych, zawieszeń, wymieniam amortyzatory, wykonuję naprawy ogólne oraz przeglądy. Według Zgagacza prowadzenie warsztatu to opłacalny interes, jednak odniesienie sukcesu zależy od bardzo wielu czynników. Jednym z najważniejszych, obok posiadania pieniędzy na inwestycję, są wiedza i doświadczenie.
- Za mną stoi 25 lat pracy i wyuczony zawód - mówi przedsiębiorca. - To dzięki temu mam grono stałych klientów i powiększającą się liczbę nowych. Dodatkowo jednak, musiałem się wielu rzeczy nauczyć. Na przykład, jak walczyć o klienta. Przed 1989 rokiem nie było z potencjalnym klientem kłopotu. Choć konkurencja była, nie miał on zbyt dużego wyboru. Na rynku działały jedynie warsztaty prywatne albo państwowe Polmozbyty. Obecnie swoje usługi oferują warsztaty sieciowe, dilerskie i prywatne.
Konkurencja jest więc ogromna, a w związku z tym właściciele warsztatów muszą o klientów zabiegać. Nie tylko ceną, fachową obsługą, ale i jakością wykonania zleconych prac. Według danych motofocus.pl 11 proc. warsztatów niezależnych ma 35 proc. rynku, a do tego przychodzi im zmagać się z konkurencją dilerów i stacji sieciowych.
- Dlatego, by pozyskać i utrzymać klienta, muszę być w pracy trochę psychologiem, by umiejętnie z nim rozmawiać - mówi Zgagacz. - Do tego dochodzą umiejętności zarządzania pracownikami, zabiegania o zlecenia i dbania o
wizerunek i reklamę firmy.
Przedsiębiorca tłumaczy, że podczas przyjmowania zlecenia od klienta musi mu poświęcić tak dużo czasu, jak chce zleceniodawca. Stara się wytłumaczyć, jak będzie przebiegała naprawa, ile może trwać, czy jest skomplikowana. Poza tym stara się odpowiadać na wszystkie zadawane przez klienta pytania, buduje koleżeńskie relacje, by właściciel samochodu wiedział, że zostawia auto w dobrych rękach.
- Zarządzanie pracownikami to też niełatwa działka - przyznaje Tomasz Zgagacz. - Obecnie, kiedy na rynku brakuje dobrych fachowców, muszę swoich pracowników dopieszczać nie tylko pensją, ale i dobrym słowem, docenieniem ich ciężkiej pracy. Gdy mam u siebie ucznia, staram się mu przekazywać jak najwięcej fachowych porad, pokazuję, jak trzeba dokonywać konkretnych napraw, i staram się, żeby praktyka w moim warsztacie przełożyła się na jego wiedzę i doświadczenie, by mógł zostać dobrym mechanikiem.
Ile to kosztuje?
Obok wiedzy, doświadczenia czy umiejętności menedżerskich do otwarcia własnego warsztatu potrzebne są pieniądze. Według szacunków, musi to być minimum 30 tys. zł, ale kwota ta starczy na zakup jedynie najpotrzebniejszych narzędzi i urządzeń. Jeśli doliczyć do tego wynajęcie pomieszczeń, zatrudnienie pracowników i urządzenie warsztatu, kwota wzrośnie do ok. 50 tys. zł. Przy założeniu, że chcemy jeszcze lepiej wyposażyć warsztat, zakupić więcej urządzeń, mieć punkt w dobrej lokalizacji, to wydatki na inwestycję kilkakrtonie wzrastają.
Podstawą są narzędzia. W warsztacie powinny być minimum dwa podnośniki kolumnowe, jeden kanał, komplety kluczy, prasa hydrauliczna, przyrządy do regulacji np. sprzęgieł, ściągacze. W warsztacie powinny być dwa stanowiska do obsługi aut. Jedno jest potrzebne do wykonania zleconych napraw, drugie powinno być na wypadek nagłego zlecenia. Jak mówią prowadzący warsztaty, powierzchnia punktu napraw musi mieć min. 100 m2, do tego małe biuro oraz magazynek. Lokalizacja jest ważna, choć nie najważniejsza. Czynsz za taki punkt w dużym mieście to ok. 1,5 tys. zł. Doliczyć trzeba jeszcze opłatę za prąd, telefon czy inne media.
- Jeśli warsztat będzie w
centrum miasta, to klientowi łatwiej będzie dojechać do domu czy pracy bez samochodu, kiedy go już odda do naprawy - mówi Tomasz Zgagacz. - Jednak z drugiej strony, punkt poza miastem to niższe koszty utrzymania. Otwierając warsztat, musimy także zatrudnić pracowników. Wielu przedsiębiorców samodzielnie naprawia samochody i zatrudnia jednego - góra dwóch mechaników.
Najbardziej poszukiwani są ci z kilkuletnim doświadczeniem. Mogą liczyć na dobre zarobki w zależności od miasta, w którym pracują - od 1,5 do nawet 3 tys. zł. Inną metodą na znalezienie pracownika jest zatrudnianie uczniów szkół samochodowych. To jednak jest inwestycja w przyszłość, bo nim młoda osoba samodzielnie zacznie wykonywać naprawy, musi zdobyć doświadczenie. - Obecnie zatrudnienie dobrego fachowca graniczy z cudem - twierdzi Zgagacz. - Wielu wyemigrowało, a ci, co zostali, często stawiają wygórowane warunki finansowe.
Przykręć, wymień, zarób
Z tysięcy działających warsztatów można wydzielić kilka grup związanych ze specjalizacją: mechaniczne, blacharsko-lakiernicze, elektryczne, oponiarskie i specjalizujące się, np. w serwisie klimatyzacji czy naprawie skomplikowanych urządzeń, np. pomp wtryskowych. Najbardziej rozpowszechnione są te zajmujące się mechaniką i tzw. popularną blacharką. Według danych motofocus.pl, polscy właściciele samochodów najczęściej naprawiają amortyzatory (57 proc. deklaracji kierowców), układy hamulcowe (46,9 proc.), elektrykę aut (47,2 proc.), zawieszenia (33,1 proc.), silniki (51,1 proc.) oraz blacharkę (24,7 proc.).
Dlatego przed otwarciem warsztatu warto także się zdecydować, jakie naprawy chcemy wykonywać, czyli wybrać specjalizację. Fachowcy z branży twierdzą, że najlepiej nastawić się na naprawy mechaniczne, blacharsko-lakiernicze lub elektryczne. Warto być specjalistą od jednej marki, bo wówczas można liczyć na oddanych klientów. Trzeba jednak być na tyle wszechstronnym, aby sprostać naprawie każdego samochodu.
Ceny za naprawy są zróżnicowane.
Zależą nie tylko od marki samochodu i jego wieku, ale i dostępności oraz kosztów części zamiennych, stopnia skomplikowania usterki, a także np. miejsca wykonania naprawy. Przykładowo wymiana sprzęgła to koszt 300-500 zł, klocków hamulcowych - 40 zł, oleju w silniku - ok. 20 zł. Za wymianę paska rozrządu trzeba zapłacić od 150 do 200 zł, a za wymianę amortyzatorów ok. 70 zł. Ceny są orientacyjne i obejmują jedynie robociznę, bez części zamiennych. Powyższe naprawy są najczęściej wykonywane, najbardziej opłacalne i zapewniają warsztatowi większą część dochodów.
Ile w takim razie można zarobić, prowadząc warsztat? Jeśli ma się wielu klientów i możliwości obsługi przynajmniej dwóch samochodów, to w miesiącu można zarobić na czysto średnią krajową. Jeśli zaś umiemy zadbać o więcej zleceń i możemy je obsłużyć, to nasze zarobki kilka razy wzrosną. - Taki interes jest opłacalny - przyznaje Tomasz Zgagacz. - Dzięki warsztatowi utrzymuję dom, poza tym płacę pracownikom, utrzymuję warsztat. W moim przypadku nie są to jednak na tyle duże pieniądze, by móc je inwestować w firmę i myśleć o rozwoju warsztatu, czy zakupie nowoczesnych urządzeń.
Nie zawsze uczciwie
Jak w każdej działalności, także w branży motoryzacyjnej dochodzi do oszustw. Najczęściej ofiarami padają klienci.
- Kilka lat temu oddałem samochód do naprawy - wspomina Krzysztof, właściciel daewoo nubiry. - Źle działało sprzęgło, a że auto było na gwarancji, zażądałem wymiany. Auto trafiło do autoryzowanego serwisu, więc nie miałem powodów do podejrzeń. Naprawa została wykonana, jednak po jakimś czasie sprzęgło znów zaczęło szwankować. Gdy ponownie oddałem auto do stacji, postanowiłem asystować przy naprawie.
Miałem szczęście, bo trafiłem na znajomego mechanika. Okazało się, że mimo mojej sugestii zamontowano zużyte sprzęgło, choć zapłaciłem za nowe. Warsztat przeprosił klienta, ale niesmak pozostał. Przy późniejszych naprawach klient zawsze asystował, bo nie chciał być ponownie oszukany. Podobną historię przeżył pewien warszawianin, posiadacz auta marki Kia, w którym również doszło do awarii. Podczas naprawy zamiast nowego elementu zainstalowano używany, o czym właściciel dowiedział się znacznie później.
Rozgoryczony ustawiał się więc w różnych punktach stolicy i na swoim samochodzie umieszczał duży baner, w którym ostrzegał innych kierowców przed wizytami w warsztacie Kii. Te dwa przykłady obrazują całą masę podobnych zdarzeń. Nieuczciwi właściciele warsztatów montują zamiast nowych części używane, zastępują oryginalne podrabianymi. Zdarza się, że każą sobie płacić za usługi, których nawet nie wykonali, albo co gorsza do usunięcia usterek używają kradzionych części.
Skala zjawiska jest trudna do oszacowania, ale chyba każdy polski kierowca zetknął się z oszukiwaniem klientów przez warsztaty lub słyszał o nim. Jedynym pocieszeniem może być to, że wieści o nieuczciwych mechanikach szybko się rozchodzą np. dzięki forom internetowym. Wybierając się na kolejną wizytę w warsztacie, można zatem sprawdzić jego wiarygodność i uczciwość.
Autoryzowany czy sieciowy?
Innym pomysłem na prowadzenie warsztatu samochodowego może być otwarcie punktu autoryzowanego przez danego producenta samochodów. Prowadząc taki warsztat, zyskujemy na prestiżu oraz możemy spodziewać się wizyt właścicieli aut marki, której serwis prowadzimy. Jednak zanim to nastąpi, musimy przygotować się na duże wydatki. Przede wszystkim musimy mieć duży warsztat (ok. 1000 m2) z miejscami parkingowymi, w dobrej lokalizacji z dogodnym dojazdem.
Oprócz tego wymagane są minimum trzy stanowiska z podnośnikami, blacharnia, lakiernia, stanowiska diagnostyczne, kanały. Oprócz tego trzeba też mieć spory magazyn na części zamienne. Niezbędne jest też wyposażenie w postaci narzędzi, a często zdarza się tak, że do modeli nawet jednej marki dedykowane są oddzielne komplety. Koszt wyposażenia i urządzenia takiego warsztatu to minimum 500 tys. zł.
Jeśli nie stać nas na tak dużą inwestycję, nie chcemy też działać samodzielnie, rozwiązaniem może być nawiązanie współpracy z siecią warsztatów działającą pod znanym szyldem, np. Shell, Goodyear czy Premio. Takie warsztaty rozwijają sieć za pomocą franczyzy, oferując partnerowi know-how, możliwość działania pod silną rozpoznawalną marką w zamian za comiesięczną opłatę. Stacje tego typu zajmują się zazwyczaj usługami związanymi z bieżącą eksploatacją: oferują wymianę olejów, klocków hamulcowych, tłumików, przeglądy klimatyzacji.
Według analityków ten
segment rynku będzie się w Polsce stale i szybko rozwijał, ponieważ tego typu usług jest jeszcze w Polsce niewiele. Argumentem przemawiającym za rozwojem stacji sieciowych są przystępne ceny za wykonywane usługi, szybki czas usuwania usterek i przede wszystkim siła marek, gwarantujących solidność i jakość wykonania usług.
Jeśli nie samochód, to motocykl?
Rynek warsztatów samochodowych jest duży, ale panuje na nim bardzo ostra konkurencja. Dlatego aby utrzymać się na rynku, nie tylko trzeba oferować klientom atrakcyjne ceny oraz wysoką jakość wykonywanych usług, ale i dbać o komfort, np. urządzając miejsce, w którym będą mogli poczekać na naprawiane auto. Takie zabiegi wymagają jednak sporych inwestycji. Dlatego wyjściem z sytuacji dla tych, którzy chcieliby mieć własny warsztat, może być otwarcie punktu naprawy motocykli.
Jednośladów i ich miłośników z roku na rok w Polsce przybywa. Zarówno coraz bardziej popularnych skuterów, jak i szybkich motocykli wyścigowych czy stylizowanych na amerykańskie choppery. Wiele z tych jednośladów to pojazdy używane, przez co częściej ulegają awariom, a nie wszyscy motocykliści są w stanie samodzielnie naprawić swój pojazd.
Poza tym wizyta w autoryzowanym serwisie sporo kosztuje. Klienteli nie powinno więc brakować, tym bardziej że na razie konkurencja nie jest zbyt silna. Warto jednak pamiętać, że warsztat skazany jest na pracę sezonową, w okresie wiosna-jesień. Poza tym twórca warsztatu musi być też znawcą motocykli, inaczej nie zdobędzie klientów. Inwestycja w otwarcie warsztatu to ok. 20-40 tys. zł, ale w tym przypadku zazwyczaj właściciel jest także mechanikiem.
Odjechany interes
Dane o sprowadzanych do Polski używanych autach robią wrażenie. Cieszą się nie tylko nowi właściciele samochodów, ale właściciele warsztatów, bo są to zazwyczaj auta kilkuletnie, które w perspektywie kilku miesięcy będzie trzeba naprawiać. Zważywszy, że jeszcze nie wszystkich posiadaczy aut stać na wizytę w autoryzowanym serwisie, szansę na zarobek wciąż będą miały małe warsztaty.
Trzeba jednak pamiętać, że silna konkurencja będzie eliminować z rynku nieuczciwych właścicieli, naciągających klientów na niepotrzebne naprawy, montujących używane zamiast nowych części lub nierzetelnie i niefachowo dokonujących zleconych napraw. Warsztaty poczują także na plecach oddech stacji sieciowych kuszących klientów atrakcyjnymi cenami oraz gwarancją usług związanych ze znaną marką.
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)