Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Wojna błyskawiczna

05:00 01.03.2008

Cyfrowych aparatów - według badań przeprowadzonych przez IDC - sprzedano na świecie w 2007 r. aż 110 milionów. O 4 mln więcej niż rok wcześniej. Producenci analogowych aparatów przed laty mogli tylko pomarzyć o takich wynikach, ale wtedy fotografowanie nie było tak tanie i tak masowe. Na tym jednak nie koniec. Eksperci z IDC zaznaczają, że amatorów cyfrówek będzie ciągle przybywać, i to przynajmniej do końca bieżącej dekady. Dopiero wtedy liczba kupowanych aparatów tego typu prawdopodobnie się zmniejszy. Lecz tylko nieznacznie - według szacunków autorów raportu - zaledwie o 2 proc. w roku 2011.

Niemniej jednak będą się zmieniać trendy. Na początku cyfrowej rewolucji rynek podzielił się na dwie części: amatorską, zdominowaną przez aparaty kompaktowe (z wbudowanym obiektywem), i profesjonalną - z drogimi, cyfrowymi lustrzankami. Wówczas także dominowali producenci, którzy od dziesięcioleci byli związani z rynkiem sprzętu fotograficznego, tacy jak: Canon, Nikon, Olympus, Minolta, Pentax i Fujifilm.
Obecnie sytuacja się zmieniła. Poszczególne segmenty zaczęły się przenikać, powstały nowe nisze, również mające związek z obecną modą. A co istotne dla klientów: do walki o nich dołączyli producenci, którzy wcześniej nie mieli nic wspólnego z fotografią. Zysków na tym lukratywnym rynku, i to bez żadnych zahamowań, zaczęli szukać potentaci znani z popularnego sprzętu RTV, jak Samsung, Sony, Panasonic. I z roku na rok radzą sobie coraz lepiej. W konsekwencji w 2006 r., według raportu IDC, na pierwszej pozycji wśród producentów pozostawał Canon (sprzedał 19,7 mln aparatów ze wszystkich 106 mln), ale już na drugim miejscu znalazła się firma Sony - nowicjusz w branży fotografii cyfrowej. Bardzo mocne wejście miał też Samsung, który w 2006 r. odnotował wzrost sprzedaży o imponujące 133,5 proc. - do 8,3 mln sztuk. Ten spektakularny wzrost dał mu szóste miejsce, tuż przed Nikonem. W tym samym roku do produkcji cyfrowych aparatów przystąpił również japoński Panasonic. Po podsumowaniu dwunastu miesięcy ubiegłego roku okaże się, czy szefowie tego koncernu mogą mówić o sukcesie.

O ile rynek kompaktów to masówka liczona w dziesiątkach milionów sztuk i przynosząca niezłe dochody - chociaż zdaniem producentów nie są rewelacyjne - to coraz bardziej rośnie popularność cyfrowych lustrzanek. W walkę o dobrą pozycję w tej grupie aparatów, obok wyrobionych graczy, czyli Canona i Nikona, włączyli się też Sony, Olympus wraz z Panasonikiem oraz Samsung. I skutecznie podgryzają liderów. W 2006 r. liderami na rynku DSLR (cyfrowych lustrzanek) pozostawali Canon i Nikon, którzy łącznie sprzedali niemal 80 proc. takich aparatów, jednak w 2007 r. ich udziały spadły w obliczu stosowania agresywnej polityki cenowej przez nowych rywali. Dalsza walka zapewne również będzie zacięta, ponieważ, według IDC, w 2011 r. na świecie będzie się sprzedawać niemal 9 mln cyfrowych lustrzanek i tylko tego segmentu rynku nie obejmie ogólny spadek sprzedaży. Co więcej, aparaty tego typu - zdaniem samych producentów - przynoszą bardzo dobre zyski. Jak twierdzi firma badawcza NPD Group, w 2010 r. lustrzanki będą stanowić 11 proc. sprzedawanych na świecie aparatów cyfrowych, ale jednocześnie przyniosą 33,6 proc. przychodów.



Zmiany cen widać na drobiazgowo badanym rynku USA. W Stanach, według informacji firmy InfoTrends, średnie ceny wszystkich aparatów cyfrowych spadną z 298 dol. w 2006 r. do 191 dol. w roku 2011. W wypadku cyfrowych lustrzanek obniżka ma być bardziej znacząca: średnie ceny pójdą w dół z 966 dol. (2006 r.) do zaledwie 507 dol. (2011 rok). Mimo to w tym segmencie nadal w grę będą wchodzić spore marginesy zysków. Nic zatem dziwnego, że na przykład szefowie Olympusa, prezentując w połowie minionego roku nową lustrzankę, wspominali o tym, że ich strategicznym celem jest uzyskanie 20 proc. rynku DSLR. To ambitny zamiar, gdyż według prognoz na marzec 2008 r. firma ta może liczyć na najwyżej 8 proc. udziałów.

Problemem marek wchodzących na rynek cyfrowych lustrzanek jest również przekonanie klientów, że nowi producenci są w stanie stworzyć produkt, z którego będzie zadowolony zaawansowany amator - a takie właśnie osoby mogą sięgnąć po lustrzanki Panasonika bądź Samsunga. Profesjonaliści - posiadający nierzadko spore kolekcje obiektywów - z pewnością pozostaną przy topowych modelach Canona i Nikona, zaś zaawansowani amatorzy - jeśli korzystali kiedyś z Minolty - sięgną po produkty Sony, które przejęło tę firmę wraz z jej technologiami.

Nowi gracze mogą jednak liczyć na klientów, którzy od 2006 r. stają się coraz bardziej liczną grupą. I nie chodzi tu o osoby, które zmieniają aparat analogowy na urządzenie cyfrowe, ale o te, które wymieniają kupiony kilka lat temu sprzęt cyfrowy na nowszy oraz lepszy. W USA w 2007 r. już 73 proc. to kupujący kolejny aparat zapisujący fotografie na karcie pamięci, a pod koniec dekady odsetek ten wzrośnie aż do 97 procent. Osoby te, nierzadko już świetnie obeznane z techniką cyfrową, chcą kupić lepszy sprzęt - i decydują się zwykle właśnie na lustrzankę.
Taki zakup to oczywiście zaledwie początek przygody z fotografią. I początek wydatków... Do korpusu, zwykle sprzedawanego z podstawowym obiektywem, warto później dokupić kolejne akcesoria: nowe "szkła", zewnętrzną lampę błyskową, dodatkowe akumulatory. Obiektywy mają mocowania w określonym standardzie: Nikona, Canona, Sony (zgodne ze standardem Konica Minolta) bądź stosowanym wspólnie przez Olympusa i Panasonica. Jeżeli więc ktoś wybierze określoną markę, najpewniej przez długi czas z niej nie zrezygnuje. Zmiana producenta to przecież spory kłopot i jeszcze większe wydatki. Pozostałe akcesoria to również gigantyczny i lukratywny rynek. Dość powiedzieć, że w 2006 r. samych kart pamięci sprzedano ponad 556 mln, natomiast w 2010 r. do klientów trafi ich już ponad 820 milionów. Jak widać, sprzedaż aparatów napędza także krociowe zyski producentom innych urządzeń...

Tanio, coraz taniej

Zainteresowanie cyfrowymi aparatami w Polsce rośnie bardzo szybko. O ile jeszcze w 2004 r. sprzedano ich niespełna pół miliona, to w minionym roku była to już liczba przekraczająca 1,2 mln sztuk. Jeżeli chodzi o elektronikę, cyfrowe aparaty fotograficzne to - obok komputerów - najczęściej kupowane urządzenia. Rodzimi klienci wydają na nie łącznie niebagatelne sumy. Według szacunków polskiego oddziału IDC, wartość sprzedanych aparatów w 2006 r. to niemal 260 mln dolarów. Warto przy tym zauważyć, że wartość rynku rośnie wolniej niż liczba sprzedawanych urządzeń.



Oznacza to jedno: cyfrówki nieustannie tanieją (średnio o 20 proc. rocznie), a to z kolei sprawia, że stają się coraz bardziej dostępne dla mniej zamożnych klientów. Cyfrowy aparat fotograficzny można kupić już nawet za zaledwie kilkaset złotych, czyli za podobne pieniądze, jakie trzeba by wyłożyć na przeciętną komórkę (bez uwzględniania promocji). Przed laty koszt zakupu cyfrówki bliższy był raczej niedrogiemu komputerowi na biurko. Według IDC, potencjał polskiego rynku, ze względu na spadające ceny, jest jeszcze bardzo duży. Jak na razie cyfrowy sprzęt fotograficzny ma jedynie co piąte gospodarstwo domowe.

Jak w ulęgałkach

Wybór aparatu cyfrowego. Mało - źle, dużo - także niedobrze. Przy tak wielkiej liczbie marek i modeli zakup okazuje się nie lada trudnością.

Przez lata rynek aparatów cyfrowych bardzo się zmienił. Niegdyś do wyboru były jedynie proste i relatywnie niedrogie aparaty kompaktowe oraz bardzo kosztowne, profesjonalne lustrzanki. Obecnie jest mnóstwo przeróżnych segmentów, które grupują aparaty o odmiennych cechach. W zasadzie jednak rynek nadal dzieli się przede wszystkim na kompakty typu "point-and-shoot" i klasyczne, choć cyfrowe, lustrzanki. Sposób działania i przechowywania obrazu w obu wypadkach jest identyczny: fotografie gromadzone są w plikach w formacie JPG, a także - w bardziej zaawansowanych modelach - RAW. Różnice dotyczą głównie wykorzystywanych technologii, wygody użytkowania, no i oczywiście cen.

Najwięcej osób decyduje się na zakup prostego i relatywnie taniego urządzenia kompaktowego. W tej klasie jest tak wiele przeróżnych modeli, że każdy znajdzie coś dla siebie. W grupie najmniejszych kompaktów, tzw. UltraSlim, na uwagę zasługuje produkt Sony: model DSC-T200, który w Polsce można kupić za około 1200 złotych. To bardzo cienki aparat z matrycą o rozdzielczości 8 megapikseli, przyzwoitym 5-krotnym zoomem optycznym i wielkim, 3,5-calowym ekranem dotykowym LCD, na którym dokonuje się wyboru wszelkich opcji. Innym ciekawym modelem z tej grupy jest Canon Ixus 700 (w USA znany jako SD-1000), za który trzeba zapłacić w Polsce blisko 700 złotych. Tu ekran (2,5 cala) i wielkość matrycy (7,1 MP) są nieco mniej okazałe, ale zaletami są solidne wykonanie, poręczność oraz rozsądna cena. Dużym plusem obu urządzeń są jednak przede wszystkim niewielkie rozmiary, dzięki którym aparaty można mieć ze sobą właściwie zawsze. Tak cienkie aparaty bez trudu zmieszczą się choćby w kieszeni marynarki.

Ostatnio bardzo chętnie wybierane są cyfrówki wyposażone w obiektywy z tzw. dużym zoomem, czyli zdolne bardzo silnie przybliżać fotografowane osoby lub rzeczy. Skąd takie ich powodzenie? Otóż można nimi łatwo fotografować obiekty znajdujące się w dużej odległości, na przykład w górach. W tej grupie jednym z ciekawszych aparatów jest Panasonic Lumix DMC-FZ18, kosztujący około 1400 zł i wyposażony w 8-milionową matrycę oraz obiektyw z 18-krotnym zoomem o zakresie 28 - 504 mm (firmowany przez Leicę, a więc z dobrą optyką). W fotografowaniu bez statywu, przy pełnym zbliżeniu, pomaga wbudowany stabilizator obrazu, który stara się zminimalizować skutki nieuniknionego drżenia rąk. Inna godna uwagi propozycja to Canon PowerShot S5 IS (około 1400 zł) - z nieco mniej imponującym, "zaledwie" 12-krotnym powiększeniem (zakres 36 - 432 mm), matrycą o rozdzielczości 8 megapikseli i poręcznym 2,5-calowym ekranem, który można prawie dowolnie obracać, co pozwala łatwiej znaleźć nietuzinkowe ujęcia.

Wśród kompaktów coś dla siebie znajdą także bardziej wymagający amatorzy. Tacy, którzy lubią czasem samodzielnie dobrać parametry ekspozycji albo po prostu chcą mieć drugi, obok lustrzanki, bardziej poręczny, jednak zaawansowany aparat. Jednym z takich ponadprzeciętnych urządzeń jest dostępny za niespełna 1300 zł Nikon Coolpix P5100, z pełną możliwością doboru parametrów zdjęcia, prostym mechanizmem stabilizacji obrazu, obiektywem o ogniskowych w zakresie 35 -123 mm i 12-milionową matrycą.

Nieco więcej może Canon PowerShot G9 (około 1700 zł) - z obiektywem 35 - 210 mm i 12,1-milionowym przetwornikiem. Ten mały aparat ma dwie cechy spotykane raczej w lustrzankach: potrafi zapisywać fotografie w formacie RAW i ma wbudowaną stopkę do podłączenia zewnętrznej lampy błyskowej.

W grupie lustrzanek cyfrowych jednym z najtańszych modeli jest Nikon nazwany D40 (korpus kosztuje 1500 zł), z 6-milionową matrycą i podstawowymi funkcjami. Lecz lepiej wybrać nowocześniejszy model D40x - z przetwornikiem 10,2-megapikselowym i czułością ISO 100, do wykorzystania w bardzo dobrych warunkach oświetleniowych. Konkurentami dla nich są Canony 350D i 400D, Sony Alpha A100 oraz Olympus E410. Dla wymagających amatorów przeznaczone są lustrzanki pokroju nowego Nikona D300 czy też Canona EOS 40D, z którymi rywalizuje na przykład wprowadzony do sprzedaży w minionym roku Panasonic Lumix DMC-L10.

Na taki aparat (uwaga: sam korpus!) trzeba wydać 4 - 6 tys. złotych. W zamian jednak dostaje się pełną kontrolę nad wszelkimi parametrami ekspozycji oraz dostęp do setek (w Nikonie i Canonie) albo kilkunastu (Panasonic, Olympus, Sony) obiektywów o różnych parametrach, w cenach od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

W tych urządzeniach standardem jest już przynajmniej 10-milionowa matryca z systemem automatycznego usuwania kurzu, możliwość podglądu kadru na ekranie LCD (to nowa moda i wymóg wielu klientów). Mile widziany jest także relatywnie niedrogi obiektyw z możliwie jak największym zoomem. Wśród 20 najchętniej kupowanych "szkieł" w 2006 r. aż pięć to tzw. superzoomy, a najczęściej wybierany z nich obiektyw Nikona (o zakresie ogniskowej 18 - 200 mm - dla klatki filmu 35 mm) znalazł się na wysokiej, drugiej pozycji tej listy.

W parze z zoomem powinna iść stabilizacja obrazu, dzięki której łatwiej można zrobić nieporuszone zdjęcie przy dużym zbliżeniu. W nikonach i canonach system ten montowany jest w obiektywie, w panasonicach i olympusach - w aparacie. To drugie rozwiązanie, zdaniem wielu specjalistów, jest zdecydowanie tańsze, ale mniej skuteczne, ponieważ uniwersalny mechanizm nigdy nie będzie tak dobrze działał, jak idealnie dopasowany do charakterystyki poszczególnych obiektywów.

Na samym szczycie są najdroższe lustrzanki dla profesjonalistów: fotoreporterów i fotografów studyjnych. To modele takie jak Canon EOS 1Ds Mark III (z aż 21-megapikselową matrycą) i EOS 1D Mark III (bardzo szybki, do zdjęć sportowych), a także produkowane przez Nikona D2Xs oraz nowiutki D3. W tym wypadku za sam korpus płaci się kilkanaście tysięcy złotych, zaś za podstawowy komplet profesjonalnych obiektywów co najmniej drugie tyle.

Jarosław Horodecki
Źródło: manager magazin
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy