Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Amerykanin na sterydach

14:58 06.03.2008

Teraz znów będzie można pojechać nim w trasę. W USA właśnie ruszyła jego sprzedaż.

Pamiętacie film "Znikający punkt"? Historię o dawnym rajdowcu, policjancie i żołnierzu, który zajął się dostarczaniem aut klientom i podjął się "zrobienia" trasy z Denver do San Francisco w 15 godzin?



Był niezależny od nikogo, miał szczęście spotykać na swej trasie ludzi, którzy mu pomagali spontanicznie, ot tak. Film cieszył się większą popularnością w Polsce niż w Stanach. Był początek lat 70. i ludzie u nas chłonęli jak gąbka każdą opowieść o tym, jak to jest być wolnym. Zresztą bohater filmu miał swojsko brzmiące nazwisko Kowalski. Jego wozem był Dodge Challenger.

Biały jak śnieg i ostry jak sos tabasco. Krawędź maski jak brwi Brudnego Harry'ego, kiedy właśnie mierzy do kogoś z kolta. Klin boków wbijający się w powietrze ostrzem bagnetu. Zadarty tył z lufami rur wydechowych, które dawały odetchnąć widlastej ósemce...



Kowalski jechał najbardziej agresywnym spośród oferowanych modelem R/T (Road & Track). Lecz nie najmocniejszym. Najgrubsze mięśnie miała wersja osiągająca 425 KM z 7-litrami pojemności. Jej silnik należał do zrodzonej na początku lat 50. rodziny Hemi. Hemi to skrót od "hemispherical", czyli półsferyczne. Taki kształt miały komory spalania w Chryslerze 300, który jako pierwszy dał popalić czeredzie kanapowozów będących chlebem powszednim Detroit na początku lat 50.

Niestety, Dodge Challenger, pokazany w 1970 r. załapał się na samą końcówkę ery muscle cars. Trzy lata później wykończyli go agenci ubezpieczeniowi do spółki z kryzysem naftowym.

Teraz Dodge przypomina, jak to było mieć pod udem jeden z najlepszych ogierów w stajni. Challenger SRT8 na rok 2008 ma wszystkie te rysy, które sprawiały, że 35 lat temu chłopcy chcieli mieć plakat jego przodka w Fot. Dodge pokoju. Nadwozie wprawdzie samonośne, ale sylwetka o należytych proporcjach, choć już nie tak smukła. Znów światła schowano pod krawędź maski i tylko komora silnika jest bardziej za­tłoczona. Kiedyś można było omalże wejść do środka z butami, żeby podłubać w silniku. Dziś cały osprzęt szczelnie wypełnia przód auta.



Za to przy zachowaniu mocy 425 KM współczesny Hemi V8 o pojemności 6,1 l grzecznie spełnia normy ekologiczne. Dobrano do niego pięciobiegową, automatyczną skrzynię.

Do wnętrza można zabrać pięć osób. Bagażnik to niecałe 460 l. Na co dzień powinno wystarczyć, a na wypad do nocnego klubu jest aż nadto.

Tablica rozdzielcza ma w sam raz schowków, żeby włożyć prezerwatywę, paczkę chipsów i coś do picia. Miejscowe centrum roz­rywki poprowadzi za pomocą nawigacji pod właściwy adres, a możliwość podłączenia własnego odtwarzacza MP3 uniezależnia od nudy słuchania puszczających wciąż te same piosenki stacji radiowych. Choć może niesłusznie narzekamy, bo radio jest satelitarne, więc pewnie będzie można znaleźć w nim coś sensowego.



W nowiutkich Challengerach już myją szyby i polerują lakier, żeby zdążyły do salonów na wiosnę. Sugerowana cena niespełna 38 tys. dol. (ok. 93 tys. zł) nie jest wygórowana. Panie Kowalski! Znów jest pan potrzebny. Tylko proszę już więcej nie wjeżdżać w łychę buldożera!

autor: Michał Kij
fot. Dodge
Źródło: motofakty.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy