Politycy, eksperci i menedżerowie - spekulując na temat takich ubezpieczeń oraz innych zmian systemowych - próbują m.in. ocenić, czy społeczeństwo da się przekonać do pomysłu i na ile będzie skłonne kupować komercyjne polisy czy też współpłacić za niektóre świadczenia medyczne.
Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) podaje, na podstawie wyników sondaży, że od 16 do 20% społeczeństwa byłoby skłonne zapłacić dodatkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 40-60 złotych. Z kolei firma AZ Finanse, opierając się na badaniach, których przeprowadzenie zleciła VRG Strategia, twierdzi, że aż połowa Polaków nie wie o istnieniu prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, ale 40% jest gotowych wykupić taką polisę...
Procenty, procenty...
Ponad 60% ankietowanych przez VRG nie wyklucza, że mogłoby płacić składki powyżej 50 zł na osobę miesięcznie. Ale już z "Diagnozy Społecznej 2007", przygotowanej przez Radę Monitoringu Społecznego, wynika, że tylko 14,65% ankietowanych byłoby zainteresowanych wykupieniem dodatkowego ubezpieczenia medycznego w wartości do 100 złotych. Połowa respondentów tegoż badania nie okazała jednak w ogóle zainteresowania ubezpieczeniem dodatkowym (patrz tabela).
- W świetle ostatniej Diagnozy Społecznej z 2007 roku, skłonność do dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych jest nadal niska. Ale niska skłonność jest w danych warunkach. Gdy one się zmienią, np. gdy wiele świadczeń wyłączy się z koszyka gwarantowanego i finansowanego ze środków publicznych, to i skłonność może się zmienić - uważa dr Katarzyna Tymowska, ekspert ds. ekonomiki zdrowia, odpowiedzialna za część "Diagnozy" dotyczącą systemu opieki zdrowotnej.
Przyczyny rozbieżności
Rozbieżność w przytoczonych wynikach badań nad potencjalnym zainteresowaniem rodaków dodatkowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi jest zatem znacząca - sięga od 14,65 do 40%. Stanisław Borkowski, przewodniczący komisji zdrowotnej Polskiej Izby Ubezpieczeń, przyczyn tego zróżnicowania wyników upatruje w sposobie zadawania pytań ankietowanym.
- Na pytanie, czy pan/pani wykupiliby ubezpieczenie zdrowotne, odpowiedź zawsze będzie twierdząca, bo tak szczerze mówiąc, większość pytanych osób nie wie, o co go pytają - wyjaśnia Stanisław Borkowski. - Jeśli pytanie uściślimy o informacje, co takie ubezpieczenie obejmowałoby, otrzymamy wiarygodniejsze wyniki.
Ubezpieczenia dodatkowe według rządu |
- Jeśli Sejm uchwaliłby ustawę o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, to za lepszą opiekę pielęgniarską i prawo wyboru lekarza zapłacimy 30 złotych miesięcznie
- Nowe prawo być może zacznie obowiązywać od 2009 roku. Rząd zakłada, że roczna składka przekazywana prywatnemu ubezpieczycielowi będzie wynosić najwyżej 420 złotych. Część tej kwoty może pochodzić z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych
- Ubezpieczeni zyskają prawo do odliczeń od podatku 150 złotych. 2/3 kosztów dodatkowego ubezpieczenia zapłaci budżet
- Ubezpieczenie, obok możliwości wyboru lekarza, ma zapewnić dodatkową opiekę położniczą i pielęgniarską oraz możliwość skorzystania z usługi hotelowej w szpitalu przez osoby towarzyszące hospitalizowanym
- Dodatkowe ubezpieczenia - w myśl rządowego projektu - nie będą dawały prawa do ominięcia kolejki.
|
Podobną opinię na ten temat ma również dr Katarzyna Tymowska, która przyznaje, że "wiarygodność badania zależy od tego, jak zostało zadane pytanie i na jakiej próbie losowej było przeprowadzone, bo gdy mała próba, to i wynik bardzo mało wiarygodny".
- Poziom minimum występujący w badaniach nad zainteresowaniem dodatkowymi ubezpieczeniami wynosi obecnie ok. 20% - mówi Stanisław Borkowski. - Rzadko firmy podają niższy wynik. Aczkolwiek trzeba przyznać, że badania te są coraz bardziej wiarygodne. W ciągu ostatniego roku ujawniły się bowiem tendencje do kupowania polis zdrowotnych.
- Polacy prawdopodobnie doszli do wniosku, w związku z sytuacją na rynku usług medycznych, że nie da się dłużej mniemać nierealistycznie, iż dostanie się wszystko w ramach składki zdrowotnej (publicznej i obowiązkowej - red.) - konkluduje nasz rozmówca.
Rosną prywatne wydatki
Prawdę powiedziawszy, wielu Polaków wcale nie uważa, że wszystko należy im się "bezpłatnie", czyli ZUS-owską składkę... Autorzy "Diagnozy Społecznej 2007" podają m.in., że odsetek polskich gospodarstw domowych, które korzystały z usług lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty, wynosi 84% i jest porównywalny ze stanem sprzed 2 lat. Wzrosła jednak o 6% - w porównaniu z 2005 r. - liczba gospodarstw opłacających opiekę lekarską z własnych dochodów. Na ów wzrost zapracowały gospodarstwa domowe rolników, z małych miast oraz osób pracujących na własny rachunek.
Jak wyjaśnia w raporcie dr Katarzyna Tymowska, niewątpliwie "mamy tu do czynienia z rozstawaniem się z sektorem publicznym w rozumieniu źródeł finansowania, jak również ze zjawiskiem rosnących oczekiwań społecznych i większych możliwości zaspokajania potrzeb w związku z rozwojem sektora prywatnego".
Generalnie jednak sondaże wskazują na to, że przynajmniej część społeczeństwa byłaby skłonna wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne.
Nic w tym dziwnego, skoro i tak wydajemy niemałe kwoty na leczenie w prywatnych placówkach. Wyniki badań przedstawionych w "Diagnozie" pokazują, że statystyczny ankietowany wyłożył z własnej kieszeni na leczenie czy badania ok. 400 złotych i ponad 300 złotych na tzw. dowody wdzięczności.
Połowa ankietowanych przez VRG Strategia przyznała, że wydaje ok. 100 zł miesięcznie na osobę na płatne usługi medyczne, a co piąty respondent - 200 zł, nie licząc kosztów zakupu leków.
Marcin Broda, analityk rynku ubezpieczeniowego, na dyskusji panelowej podczas III Forum Rynku Zdrowia poświęconego ubezpieczeniom zdrowotnym przypomniał, że Polacy zaciągają na leczenie kredyty. W Wielkopolsce 1/3 pożyczek bankowych jest przeznaczana właśnie na opiekę zdrowotną.
Ubezpieczenia tak, ale...
Jednak pomimo społecznego niezadowolenia z publicznej opieki zdrowotnej opłacanej ze środków publicznych i konieczności coraz częstszego sięgania po pomoc w placówkach prywatnych, trudno zauważyć masowe zainteresowanie Polaków dodatkowymi ubezpieczaniami.
Małgorzata Kowalska z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Prywatnej Służby Zdrowia podczas III Forum Rynku Zdrowia zauważyła, że szansa na wykupienie przez 15% Polaków dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych pojawi się wówczas, kiedy świadomość potrzeby i wyraźna korzyść z dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego będzie Polakom wskazana.
Na razie trudno doszukać się takich wskazań. Wróciła co prawda propozycja wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń i ma zająć się nią Sejm, ale Polacy podchodzą do niej dość sceptycznie. Wystarczy poczytać komentarze internautów, którymi opatrują informacje o projekcie ustawy zamieszczane w sieci. Niektórzy z nich uważają, że dodatkowe opłaty można wprowadzać, ale trzeba w zamian zagwarantować ludziom lepszy poziom usług, np. wizytę u lekarza specjalisty już na drugi dzień, a dostęp do lekarza pierwszego kontaktu w tym samym dniu.
Inni twierdzą, że nieporozumieniem jest mówienie o jakiejkolwiek formie "współpłacenia przez pacjentów, gdyż uczciwie należałoby mówić o dodatkowym płaceniu".
Nie brakuje też głosów, że wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń to pieniądze dla ubezpieczającego, a nie dla lekarza (za dyspozycyjność) czy dla szpitala (za podniesienie standardów usług). - Lepiej dać kiepsko zarabiającej pielęgniarce marne 30 złotych "bezpośrednio" niż wrzucać je do biurokratycznej machiny, bo więcej weźmie ta machina niż dostanie pielęgniarka - stwierdza jeden z internautów. Natomiast wybór lekarza - w opinii wielu Polaków - to jedynie wybór kolejki.
A swoją drogą to ciekawe - niby wiemy, czego chcemy, jakie ubezpieczenia satysfakcjonowałyby nas, co zresztą ochoczo ujawniamy podczas sondaży. Preferujemy ubezpieczenia rodzinne, m.in. z możliwością dostępu do specjalistów i wyboru szpitala. Deklarujemy nawet kwoty, które moglibyśmy na takie ubezpieczenia wyłożyć, ale średnia statystyczna skłonności do ubezpieczeń jest ciągle niska. Czyżby stare przyzwyczajenia do "załatwiania" wszystkiego brały górę nad rozsądnym, a przede wszystkim cywilizowanym podejściem do pokrywania kosztów dbania o swoje zdrowie?
Sabina Augustynowicz