Biały Szczyt: Utonęli w procedurach
14:04
14.03.2008
Były to stanowiska zawierające litanię postulatów (przede wszystkim zwiększenia finansowania ochrony zdrowia) oraz zdania odrębne szeregu uczestników. Czy tak miało być?
Już wcześniej widać było problemy związane z tym, co ma być przedmiotem obrad zespołów. Na przykład zespół do spraw pacjenta debatował m.in. nad przesłanym przez Ministerstwo Zdrowia projektem o prawach pacjenta, podczas gdy inne nie miały takiego materiału i wysłuchiwały pomysłów uczestników na uzdrowienie sytuacji w danym sektorze lub też informacji rządu czy Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczących pewnych wybranych kwestii.
Irytacja
Pewne jest jedno, że wszyscy uczestnicy szczytu zadowoleni z niego nie są i wyczuć można wręcz irytację. Po posiedzeniu zespołu do spraw finansowania systemu ochrony zdrowia oraz ubezpieczeń dobrowolnych przedstawiciel Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Piotr Śliwiński mówił, że niemal jedyne, co jasne, to to, że przeliczenia niezbędne do tego, by dowiedzieć się, ile jest pieniędzy w systemie, to "rzecz niezwykle mozolna i trudna do wykonania".
- W dalszym ciągu możemy mówić o koszyku, który jest pusty - powiedział z przekąsem Piotr Śliwiński.
Tę irytację dało się też wyczuć na posiedzeniu Komitetu Sterującego, podczas którego lwią część czasu przeznaczono na dyskusję... o kwestiach proceduralno-metodycznych.
- Generalny nasz problem to określenie, kto występuje w jakiej roli i co ma być efektem naszych prac - mówił Bogdan Zacharski, pełnomocnik zarządu Izby Gospodarczej Polmed, reprezentujący także Business Centre Club. - Nie ma bowiem w tej kwestii porozumienia. - Zostaliśmy wpuszczeni w kanał opiniowania projektów ustaw - mówił Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Inni uważają, że to właśnie ustawy przedstawione przez rząd powinny być przedmiotem obrad szczytu...
Apel profesora
- Spójrzcie państwo na to, co ma być efektem naszych obrad. Nie jesteśmy parlamentarzystami, jesteśmy partnerami. Sądzę, że można w takiej sytuacji mówić o osiągnięciu porozumienia na zasadzie większości. Jeśli bowiem przyjmiemy założenie, że nie jest możliwe przyjęcie konsensusu, to nasze działanie jest abstrakcyjne i pozbawione praktycznego sensu - apelował do uczestników szczytu prof. Marek Safjan.
Podkreślił, że nie chodzi tu o eliminację zdań odrębnych i tłumaczył, że jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego pisał zdanie odrębne do jego orzeczeń, ale potem podpisywał orzeczenie większości, na dodatek uzasadniając to orzeczenie. To jednak dla niektórych uczestników zbyt wielka abstrakcja; jeden z nich po usłyszeniu tej wypowiedzi mruknął z oburzeniem: "To schizofrenia".
- Po co rząd w tych obradach? - pytała przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Maria Ochman. Prof. Safjan odpowiedział, że rząd jest obserwatorem, bowiem Biały Szczyt to nie negocjacje, a debata i dialog. Z tym nie zgodził się Michał Boni, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera: - Rząd jest też uczestnikiem. Idea polegała na tym, by przedstawić różne stanowiska.
W rozmowie z Rynkiem Zdrowia Boni przyznał jednak, że są obiektywne trudności ze znalezieniem wspólnego stanowiska: - Ubolewam, że w tych obradach strona ekspercka została zmarginalizowana - dodał.
Zdaniem Michała Boniego, tzw. strona społeczna w dużej mierze domaga się wyższych wynagrodzeń, ale nie daje już prawie żadnego przyzwolenia na znaczące reformy.
Wspólnego mianownika brak m.in. dlatego, że - jak przyznał Konstanty Radziwiłł - wielu uczestników tak naprawdę nie ma mandatu swoich organizacji na zawieranie konsensusu pojętego w taki sposób, że ustępuje się w pewnych kwestiach. Niewykluczone, że wobec tego prof. Safjan podejmie próbę przedłużenia szczytu po to, by uczestnicy taki mandat zyskali.
Czy w związku z tym lekarze i pielęgniarki zwołają zjazdy swoich izb? Już wkrótce będzie wiadomo. Na razie obrady szczytu trafnie diagnozuje prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej Jarosław Kozera: - Tu się nie rozmawia, a przemawia.
Justyna Wojteczek
Źródło:
