Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Norwegowie mają zakupy w genach

08:24 18.03.2008



Wikingowie wypływali w dalekie podróże oferując towary ze swojej krainy: drewno, żelazo, skóry i futra zwierząt. W zamian kupowali dobra niedostępne u nich. Dzisiejsi Norwegowie równie dobrze czują się na zakupach. Lubią duże centra handlowe, które w ostatnich latach są wciąż rozbudowywane i udoskonalane. Co więcej, Norwegowie świetnie znają swoje prawa konsumenckie i z powodzeniem je wykorzystują. Na straży konsumentów
Sławni Norwegowie

Leif Eriksson

Był Wikingiem i pierwszym Europejczykiem, który - jak mówi saga - dotarł do Ameryki Północnej. Miało to miejsce w 1003 r. - 400 lat przed podróżą Krzysztofa Kolumba do Ameryki.

Henryk Ibsen
Norweski dramatopisarz. Stworzył między innymi "Dziką kaczkę" i "Norę czyli dom lalki".

Edward Munch
Malarz i grafik uważany za pioniera stylu ekspresjonistycznego. Jego najbardziej znane dzieło to "Krzyk". Cztery lata temu stało się jeszcze bardziej znane, kiedy zostało skradzione podczas napadu na Muzeum Mucha w Oslo.

Bjoern Daehlie
Klasyczny narciarz norweski, który na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich zdobył największą liczbę złotych medali - aż osiem. To nie tylko najlepszy sportowiec Norwegii, ale i najlepszy klasyczny narciarz świata.
Jakby co, zawsze mogą zwrócić się po pomoc do Rady Konsumentów, która reprezentuje ich interesy. Znamienne, że ta organizacja zajmująca się sprawami konsumentów, jest jednocześnie największą organizacją oferującą w Norwegii bezpłatną pomoc prawną. Co roku udziela odpowiedzi na około 140 tys. pytań kierowanych przez społeczeństwo.

Norweski konsument może też polegać na Rzeczniku Praw Konsumenta, który kontroluje działania marketingowe towarów i usług. Dba na przykład o to, by konsumenci nie byli przez producentów wprowadzani w błąd, by reklamy nie były kierowane bezpośrednio do dzieci albo by żywność wzbogacana w witaminy nie były reklamowane bez wymaganej uprzedniej akceptacji.

Co warto kupować, a na co lepiej nie wydawać pieniędzy? Na to pytanie odpowiadają testy produktów drukowane w "Forbrukerrapporten" - norweskim magazynie konsumenckim. Temat najnowszego numeru to test sushi. W Norwegii, kraju, którego gospodarka od wieków bazuje na połowie ryb i gdzie wśród tradycyjnych dań królują pstrąg i łosoś, taki test cieszy się dużym zainteresowaniem. Nic dziwnego, w końcu oblewana przez morskie wody Norwegia jest drugim (po Chinach) co do wielkości eksporterem ryb na świecie. Aż 95% połowów trafia na stoły konsumentów poza granicami Norwegii.

Zepsuta ryba i brązowy ser

Nie tylko ryby, ale cała żywność sprzedawana w Norwegii powinna być zdrowa - z takiego założenia wychodzą tutejsze służby sanitarne. Mają za zadanie nie dopuścić do tego, by ktokolwiek w Norwegii zatruł się po zjedzeniu kupionego tu produktu. Zadanie to nie jest takie proste, zwarzywszy na fakt, że do tradycyjnych norweskich przysmaków należy... zepsuta ryba. Nazywa się Rakfisk. Jest przyrządzana z pstrąga, którego się soli, a następnie pozostawia na dwa lub trzy miesiące, aby sfermentował. Kiedy jest gotowy, je się go na surowo. Jeszcze bardziej znanym daniem jest tu Brunost - dosłownie "brązowy ser". Brunost ma faktycznie brązowy kolor, ale nie jest tak do końca serem. W przeciwieństwie do serów wytwarza się go bowiem z serwatki. Ale mniejsza o nazwę, danie to jest w Norwegii uwielbiane - przeciętny Norweg zjada go każdego roku w ilości 4 kg, a średnia roczna produkcja w skali kraju wynosi 12 mln kg. - Brunost bardzo chętnie kupują również turyści, którzy nas odwiedzają, ale czy im smakuje, tego nie jestem pewna - śmieje się dwudziestoośmioletnia Monica, którą spotykamy podczas zakupów w Oslo. - Jego smak prawdopodobnie wyda się dziwny przy pierwszym spróbowaniu, ale szybko można się przyzwyczaić. Ja nie mogę się już bez niego obyć, jem Brunost codziennie. Nawet gdy wyjeżdżam za granicę, zabieram go ze sobą - dodaje.

Norweskie zakupy

Monica prowadzi nas z Karl Johans Gate, głównej ulicy Oslo, a właściwie deptaku z licznymi sklepami odzieżowymi międzynarodowych sieci (np. H&M czy Benetton), atrakcjami i pamiątkami turystycznymi do dzielnicy, jak ją określa "bardziej na luzie" - Grünerlkka. - Tutaj znajdziemy mniejsze sklepy z produktami młodych norweskich projektantów, parę ciekawych miejsc z ceramiką i wyposażeniem domu, a zakupy przebiegną w spokojniejszej i milszej atmosferze niż w ścisłym centrum - zachęca nasza norweska przewodniczka. Potem idziemy jeszcze do Indiska. To popularna w Skandynawii sieć sklepów z ubraniami i wyposażeniem wnętrz inspirowanymi stylem orientalnym. W zimnej Norwegii, świetnie sprzedają się rzeczy w ciepłych, intensywnych kolorach rodem z Indii. W Norwegii bardzo dobrze w porównaniu z innymi krajami, sprzedają się też kosmetyki i produkty związane ze zdrowiem - wynika z raportu Euromonitora.

W stronę fiordów

Stolica - Oslo - to najlepsze miejsce na zakupy. Ale nie jedyne. W ostatnich latach wciąż rozbudowuje się, powiększa i modernizuje centra handlowe. Norwegowie upodobali sobie robienie zakupów w takich miejscach, gdzie pod jednym dachem mają do dyspozycji dziesiątki sklepów, sklepików i punktów usługowych. Norwegia ma dwa centra handlowe walczące o miano największych w kraju: jedno to Sandvika pod Oslo, a drugie - Kvadrat koło malowniczej nadmorskiej miejscowości położonej nad fiordami na południowym zachodzie - Stavanger. Jedziemy więc na zachód - w stronę fiordów. Droga wbrew temu, co wynika z mapy, okazuje się znacznie dłuższa. A więc sprawdza się norweskie powiedzenie, że jeden kilometr na mapie to dwa kilometry w rzeczywistości. Wszystko przez kręte górskie drogi. Ale po co się spieszyć, skoro widoki są coraz piękniejsze? - Nasza przyroda zapiera dech! Ludzie z całego świata przyjeżdżają tu, aby zobaczyć zorzę polarną i pełnię słońca o północy. Zresztą każdego dnia przyroda zaskakuje czymś nowym - mówi Steffen, który mieszka daleko za kołem podbiegunowym - w Tromso, w jednym z kolorowych drewnianych domów. Stąd już tylko 2 tys. km do bieguna.

Drogi w Norwegii są długie jeszcze z jednego powodu: odległości między miejscowościami są często bardzo duże, jak na nasze, polskie przyzwyczajenia. - Minus robienia zakupów w Norwegii dla osoby, która mieszka kilka godzin drogi od jakiegoś kilkudziesięciotysięcznego miasta, jest oczywisty: mały wybór sklepów i produktów - tłumaczy Steffen. Ale okazuje się, że w wioskach schowanych gdzieś daleko w górach, między fiordami można znaleźć tradycyjne norweskie wyroby i poznać tutejsze zwyczaje - wszystko prawdziwe, autentyczne i dziewicze, a nie stworzone wyłącznie z myślą o turystach.

Spotkanie z gnomem

Malownicza, północna natura sprzyja uprawianiu zimowych sportów. Polacy doskonale znają norweskich skoczków narciarskich, ale to narciarstwo klasyczne jest narodowym sportem Norwegów. - Typowy Norweg kocha sport - przekonuje osiemnastoletnia Cathrine. - Sama, jak tylko mogę, wybieram się na wyprawy na nartach biegowych - zapewnia. Nic dziwnego, o Norwegii mówi się, że to ojczyzna narciarstwa. To tu odkryto rysunek skalny sprzed 4 tys. lat, który przedstawia najstarszy znany wizerunek osoby na nartach.

W drodze przez Norwegię możemy trafić na niedźwiedzia, renifera, a jeśli dopisze nam szczęście - na gnoma. Ukryte gnomy mieszkają bowiem w każdym gospodarstwie na wsi. Tak przynajmniej mawiają A jeśli żadnego z tych zwierząt i stworzeń nie spotkamy osobiście, zawsze możemy zabrać stąd na pamiątkę skarpetki lub sweter z tradycyjnym wzorem misia, renifera, a także płatków śniegu i innych temu podobnych, które od razu kojarzymy z tradycyjnym norweskim stylem. Taki sweter nazywa się lusekofte, zwykle jest w czarno-białych barwach, a sposób jego dziergania wywodzi się jeszcze z technik stosowanych przez Wikingów w IX w. Z norweskich zakupów zostaną nam nie tylko przywiezione lusekofte, Brunost czy Rakfisk, ale przede wszystkim wspomnienia tego pięknego kraju i jego przyjaznych mieszkańców.

Joanna Wosińska

Więcej na: www.swiatkonsumenta.pl
Źródło: Świat Konsumenta
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy