Łowcy blach grasują we Wrocławiu
14:28
20.03.2008
Aferę wykryło policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych. Na razie zarzuty usłyszało dwóch mężczyzn. Jak wynika z ustaleń śledztwa, jeden z nich był pośrednikiem w kontaktach między policjantami a zakładami blacharskimi.
BSW zatrzymało go kilka tygodni temu. Pieniądze od przedsiębiorców miał przekazywać wtajemniczonym funkcjonariuszom. Niewiele o nim wiadomo. Robert K. ma około 40 lat. - Podawał się za kolegę policjantów - mówi prokurator Dariusz Sulikowski z Wydziału Śledczego wrocławskiej Prokuratury Okręgowej prowadzący śledztwo w tej sprawie.
Druga osoba, której przedstawiono zarzuty, to policjant, który przekazywał informacje o stłuczkach. W latach 2005-2006 funkcjonariusz drogówki Sławomir K. przekazał firmom naprawiającym samochody około stu wiadomości o kolizjach.
- To był telefon, czasem SMS - mówi prokurator Sulikowski.
Chwilę po takim sygnale laweta wtajemniczonej firmy zjawiała się na miejscu kolizji, a właściciel firmy zarabiał na naprawie aut. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dzięki tej współpracy policjant zarobił co najmniej 3 tys. zł.
Które zakłady blacharskie go sponsorowały? Prokurator Sulikowski nie chce tego zdradzić, dopóki całe śledztwo nie skończy się aktem oskarżenia. W aferę zamieszanych może być więcej policjantów. Ilu? To ciągle badają prokuratorzy.
- Wiem, że Biuro Spraw Wewnętrznych od dłuższego czasu rozpracowywało powiązania między blacharzami a policjantami z drogówki - mówi proszący o anonimowość wysoki oficer dolnośląskiej komendy wojewódzkiej. Ujawnia "Polsce", że od dłuższego czasu wielu funkcjonariuszy było podsłuchiwanych.
Przy okazji pracy nad powiązaniami blacharzy z policjantami Biuro Spraw Wewnętrznych wpadło na trop także innych korupcyjnych spraw.
Zarzuty przyjęcia 300 zł łapówki usłyszało dwóch policjantów wrocławskiej drogówki, którzy w zamian obiecali pomóc zatuszować sprawę potrącenia dziecka przez kierowcę.
Marcin Rybak
Źródło:
