Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Kierowcy płacą, a rząd umywa ręce

14:22 04.04.2008

Roboty drogowe już ruszyły, a decyzji rządu w sprawie zniesienia opłat za przejazd autostradą A1, czy chociażby obniżenia stawek, nadal nie ma. Prace na "jedynce" zaczęły się we wtorek w Miłobądzu, pomiędzy Pszczółkami a Tczewem.

- Też mieliśmy nadzieję, że uda się ten największy strumień pojazdów przepuścić przez autostradę. Byłoby nam łatwiej - mówi Krzysztof Sienkiewicz, który nadzoruje roboty drogowe.

- Teraz dopiero przygotowujemy drogę do frezowania, więc jeszcze dajemy radę, ale jak zaczniemy pełną parą, to może być ciężko. Co prawda, jesteśmy przygotowani na ruch wahadłowy, ale wiadomo, że problemy mogą się zdarzyć. Zwłaszcza że remont będzie na dość długim, ponad 5-kilometrowym odcinku.

Kierowcy marzą chociażby o niewielkiej obniżce ceny za przejazd autostradą. Przejazd A1 pozwoliłby uniknąć stania w korkach na remontowanej "jedynce".

- Gdyby było o połowę taniej, to częściej bym jeździł - mówi Michał Korzeniewski, jeden z kierowców, którzy zamierzają podczas remontu korzystać z A1. - A na czas remontu to w ogóle powinno być bezpłatnie! Można byłoby też wprowadzić karnety wieloprzejazdowe dla osób, które codziennie muszą dojeżdżać do pracy w innym mieście. Przecież w Tczewie jest Strefa Ekonomiczna, w której zatrudnionych jest wielu gdańszczan, a sporo osób jeździ też w drugą stronę - do pracy w Trójmieście.

- Karty rabatowe z pewnością zostaną wprowadzone. Jednak to nie do końca zależy od nas - mówi Marcin Ziółkowski z Centrum Operacyjnego Obwodu Utrzymania Autostrady A1.

Potwierdza to Ewa Łydkowska, rzeczniczka Gdańsk Transport Company, która jest odpowiedzialna za utrzymanie autostrady.

- Wszystkie pieniądze uzyskane z opłat przekazujemy na fundusz drogowy. Później przekazywane są do Ministerstwa Infrastruktury i to już oni dysponują tymi środkami - wyjaśnia. - Dlatego na wszelkiego rodzaju rabaty i obniżki cen musimy dostać zgodę z ministerstwa. My właściwie jesteśmy tylko zarządcą autostrady. Od rządu pobieramy tzw. opłatę za dostępność, czyli za to, żeby autostrada była w każdej chwili przejezdna i bezpieczna.

Pomorscy politycy mówią jednak zupełnie coś innego. Żądają od GTC zabezpieczenia.

- GTC, co prawda, wystąpiło do ministerstwa z propozycją obniżenia stawek o 50 procent, ale nie dopełniło pewnych warunków - twierdzi Jan Kulas, poseł z Tczewa. - Nie załączono deklaracji, że koncesjonariusze GTC nie wystąpią z wnioskiem o odszkodowanie za niższe wpływy, które mogliby mieć wówczas, gdy kierowcy będą mniej płacili.

Kulas wyjaśnia, że jeśli rząd nie ma takiego zabezpieczenia, to minister infrastruktury może mieć obawy, że będzie musiał wyrównywać ewentualne straty GTC.

- To jest jakieś nieporozumienie - mówi Ewa Łydkowska, rzeczniczka GTC. - Umowy z rządem były podpisane wcześniej, kwota była jasno określona, więc nie rozumiem, dlaczego wszyscy uważają, że to są jakieś przetargi pomiędzy firmą GTC a ministrem. Wszystko, podkreślam, wszystko leży w gestii ministra infrastruktury. Tylko on może zwolnić kierowców z opłat lub je obniżyć. To najwyżej fundusz drogowy dostanie mniej pieniędzy, a nie my. My mamy stałą wynegocjowaną stawkę.

Dlatego też GTC nie przeszkadza fakt, że autostrada świeci pustkami. Nie ma się czemu dziwić, bo ileż osób stać na to, aby dojeżdżając do pracy codziennie płacić 10 złotych za samą możliwość przejazdu szybszą trasą.

- Proszę pani, przecież bilet miesięczny na autobus mniej kosztuje. Kto będzie 250 złotych co miesiąc płacił tylko za to, żeby sobie równą drogą pojeździć - mówi Maria Chmielecka, mieszkanka Miłobądza. - My to się tutaj najbardziej boimy tych korków. Bo jak własnym samochodem, to się jakoś da wioskami przejechać, ale jak ja muszę gdzieś autobusem, to przecież on trasy nie zmieni. I będziemy godzinami stać...

Miejmy nadzieję, że jednak da się przejechać. Byle tylko politycy nie planowali tego "przejeżdżając się" po naszych kieszeniach.

Aleksandra Ośko
Źródło: motofakty.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy