"Zeszłoroczny wynik jest gorszy niż w 2006 r., kiedy bezpośrednie inwestycje zagraniczne osiągnęły prawie 15,1 mld euro. Ale wtedy aż 3,1 mld stanowił tzw. kapitał w tranzycie. To m.in. pieniądze, które otrzymuje
inwestor zagraniczny w Polsce od swojej spółki-matki i wykorzystuje je na inwestycje poza granicami naszego kraju. Dla polskiej gospodarki nie mają one znaczenia, bo tylko przepływają i nie tworzą nowych miejsc pracy, ale podkręcają statystyki.
Dane z 2007 r. (nie są jeszcze ostatecznie) tej pozycji nie uwzględniają", czytamy w dzisiejszej "Gazecie Prawnej".
Polska plasuje się na pierwszym miejscu w Europie Środkowo-Wschodniej, jeśli chodzi o wartość przyciąganych inwestycji zagranicznych. Jednak po przeliczeniu wartości inwestycji na mieszkańca, jest już gorzej. Wyprzedza nas większość krajów regionu, najlepiej wypada Estonia, gdzie od początku transformacji do 2007 roku na jedną osobę przypadło 7686 euro inwestycji. Dla porównania - w Polsce wartość ta wynosi 2428 euro.
Więcej na ten temat w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej", w artykule "Nieźle przyciągamy zagraniczny kapitał".
ng