Polskie firmy zarabiają w Europie
06:00
21.04.2008
Do tej pory na zagraniczne inwestycje decydowały się firmy produkcyjne, głównie odzieżowe. Dominującym kierunkiem był Daleki Wschód ze względu na tanią siłę roboczą, która pozwalała obniżyć koszty produkcji. Odzież, którą produkowano np. w Chinach, sprzedawano potem w Polsce. Obecnie do wejścia na rynki zagraniczne przymierzają się nie tylko sieci sklepów odzieżowych czy obuwniczych, ale również restauracje, sklepy spożywcze, a nawet księgarnie.
Zainteresowanie działalnością poza krajem przedstawiciele firm tłumaczą rosnącą na polskim rynku konkurencją i nasyceniem rynku.- Ekspansja zagraniczna to dla nas szansa dalszego rozwoju - tłumaczy Sandra Prończuk z firmy odzieżowej Tatuum. - Inne przyczyny przemawiające za inwestycjami zagranicznymi to wzrastająca w branży odzieżowej konkurencja, debiutujące na rynku nowe firmy i sklepy.
Poza tym zagranica to dobre i perspektywiczne miejsce do inwestycji, więc chcemy być tam obecni. Jacek Kubik, dyrektor generalny sieci pizzerii Da Grasso, podaje jeszcze inne argumenty: ograniczanie siły nabywczej na polskim rynku oraz dużą migrację rodaków, którzy przywiązani do rodzimych marek mogą stanowić znaczącą część klienteli na zagranicznych rynkach.
Kubik dodaje, że w wielu krajach, szczególnie bloku wschodniego, nie ma jeszcze tak wielu sieci działających w danej branży i szybki debiut może zapewnić dobry start i zdobycie stałych klientów. Grzegorz Koterwa, członek zarządu firmy Artman, właściciela marki House, przyczyn ekspansji firm poza granice kraju upatruje w silnym nasyceniu rynku w Polsce. Natomiast Europa Środkowo-Wschodnia jest dobrym miejscem do inwestycji, także dla Artmana, ze względu na bliskie położenie krajów oraz podobny klimat i rozmiar odzieży.
Od Uralu po Tamizę
Da Grasso szykuje się obecnie do otwarcia pizzerii na Ukrainie i na Wyspach Brytyjskich. Firma, która w kraju ma już ponad 130 lokali franczyzowych, chce podobną sieć zbudować za naszą wschodnią granicą. W czwartym kwartale bieżącego roku mają zacząć działać pierwsze restauracje. Na początek będą to lokale własne, ale wkrótce działać będą także franczyzowe. - Ukraina to perspektywiczny dla inwestycji rynek, ponieważ nie ma tu zbyt wielu zachodnich sieci gastronomicznych - mówi Jacek Kubik.
- Myśląc o rozwoju firmy, trudno byłoby z takiej okazji nie skorzystać. Wchodząc na rynek brytyjski, firma liczy na rodaków, którzy znają już jej produkty.
Firmą, która dłużej działa poza krajem, jest Tatuum. Pierwsza zagraniczna placówka marki powstała w 2002 roku w Pradze. Obecnie działają 33 sklepy w Czechach, Rosji, na Węgrzech, Ukrainie i w Niemczech. Tatuum nadal zamierza rozbudowywać sieć. - Nastawiamy się na rynki wschodnie: Rosję i Ukrainę, gdzie mamy sieć franczyzową - mówi Sandra Prończuk.
- Cały czas inwestujemy w Niemczech, gdzie oprócz sklepów w Berlinie i Lipsku planujemy inwestycje w
Dusseldorfie oraz Frankfurcie nad Menem. Nasze plany sięgają także dalej na zachód oraz na północ. Chcielibyśmy, żeby Tatuum miało swoje sklepy we Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz w Skandynawii. W Niemczech obecne są także salony firmy jubilerskiej Apart i sklepy z
artykułami dla dzieci Smyk. O inwestycjach u zachodnich sąsiadów oraz we Francji i Belgii myśli firma Benedicite, w której sklepach można kupić m.in. produkty spożywcze wytwarzane przez mnichów z opactwa w Tyńcu.
W wielu krajach europejskich, np. w Rosji, Czechach, na Słowacji,
Ukrainie, Białorusi, Litwie, Łotwie, w Niemczech i Rumunii, od kilku lat można już kupić produkty pod marką House. - Aktualnie mamy 72 zagraniczne sklepy - mówi Grzegorz Koterwa, członek
zarządu Artmana. - Ponad połowa z nich działa na zasadach franczyzy. W tym roku planujemy otworzenie 42 nowych punktów, także franczyzowych. Dla krakowskiej spółki priorytetowym rynkiem, drugim pod względem ekspansji po Polsce, jest Rosja, gdzie działają aktualnie 44 sklepy, a do 2010 roku ich liczba ma wzrosnąć do 100. Poza granicami Polski swoje sklepy ma także firma obuwnicza Gino Rossi.
Pod różnymi markami działa 30 placówek, m.in. w Niemczech, Danii, na
Węgrzech, Ukrainie, Łotwie i w Gruzji. Pierwszy zagraniczny sklep Gino Rossi powstał przed siedmioma laty. Firma w pierwszym półroczu tego roku planuje otwarcie w Niemczech trzech salonów Gino Rossi oraz jednego salonu odzieżowego Simple. Grupa chciałaby, aby tempo otwarć sklepów było podobne do ubiegłorocznego, kiedy to otworzyła dziewięć salonów zagranicznych.
Każdy klient to nasz pan Czy polskie firmy sprzedają poza Polską inne towary i mają dla zagranicznych klientów inne propozycje od tych oferowanych w kraju?
Jacek Kubik z Da Grasso twierdzi, że podstawą oferty będzie pizza - taka sama jak w Polsce. Dodaje jednak, że mieszkańcy Ukrainy mają specyficzne potrzeby kulinarne, do których firma będzie musiała się dostosować.
Z kolei przedstawiciele Tatuum informują, że do zagranicznych sklepów sieci trafiają te same kolekcje co w Polsce - jedyne różnice dotyczą kolorystyki i towaru. - W Rosji dominują ubiory w mocnych, żywych barwach - mówi Sandra Prończuk. - Rosjanie po prostu lubią tak kolorowo się ubierać. Zupełnie inaczej niż Niemcy. W sklepach w Berlinie czy Lipsku na półkach dominują
stroje w stonowanych, wyciszonych kolorach. Przedstawiciele Artmana nie mają tego typu problemów.
Podobnie jak w Polsce, ubrania House za granicą kupują głównie ludzie w wieku od 15 do 25 lat. Jeszcze inaczej wygląda to w sklepach zagranicznych Gino Rossi. Według przedstawicieli firmy, Polacy lubią się ubierać modnie, ale jednak nieco wolniej przyzwyczajają się do najnowszych światowych trendów, stąd zagraniczne kolekcje są bardziej awangardowe niż modele
sprzedawane w Polsce.
Za granicą jest łatwiej
Czy inwestowanie za granicą jest łatwiejsze niż w kraju, czy też przed inwestorami stawia się bariery? Czy biurokracja jest tak samo silna i rozbudowana jak w Polsce, a może biznes prowadzi się znacznie łatwiej? Według Jacka Kubika z Da Grasso na Ukrainie sytuacja podobna jest do tej
w Polsce. Zakładanie firmy jest procesem długotrwałym i wymaga dużo cierpliwości. Przepisy są równie skomplikowane i niejasne.
W Wielkiej Brytanii założenie firmy jest już dużo prostsze. Urzędnicy są przyjaźnie nastawieni do inwestorów, a liczba niezbędnych dokumentów - znacznie
ograniczona.Według Grzegorza Koterwy z Artmana tworzenie sieci za granicą wymaga dużej dyscypliny organizacyjnej i rozbudowywania struktur poza granicami kraju. Firmy powinny też pamiętać o rejestracji znaków towarowych i zdobywać wszelkie niezbędne zezwolenia.
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes)
Źródło:
