Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Franchising Info

06:00 26.04.2008
Źródło: Franchising Info

Niania: zawód czy biznes?

W Polsce urlop macierzyński kończy się po 18 tygodniach w przypadku urodzenia pierwszego dziecka lub 20 - po urodzeniu kolejnego. Po tym okresie rodzice muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: kto teraz będzie zajmował się dzieckiem? Możliwości jest kilka, najpopularniejsze to: matka bierze urlop wychowawczy, dzieckiem zajmują się dziadkowie, rodzice wynajmują nianię lub oddają dziecko do żłobka. Ogłoszenia o treści "zatrudnię opiekunkę do dziecka" znajdziemy w prasie, internecie, na słupach ogłoszeniowych, a nawet porozklejane na drzewach. Niań po prostu brakuje.

Rodzice opowiadają sobie historie o tym, jak opiekunka zwalnia się z dnia na dzień, a kolejnej trzeba szukać średnio przez kilka tygodni. Duży popyt sprawia, że nianie mogą przebierać w ofertach. Pensje, z punktu widzenia rodziców są wysokie, wynoszą często ponad 50 proc. dochodów matki. Opiekunki do dzieci twierdzą natomiast, że zarabiają słabo. - Powierzają nam swoje dzieci, ich największe skarby, a płacą nam pensję jak za wyprowadzanie psa na spacer. I jeszcze najchętniej chcieliby, abym oprócz tego posprzątała dom, zrobiła obiad, uprasowała - mówi Katarzyna Kwiatkowska, która porzuciła pracę niani i zatrudniła się w firmie produkującej kosmetyki.

Najwięcej trzeba zapłacić niani w Warszawie. Jeżeli zatrudnimy osobę w średnim wieku z referencjami, musimy liczyć się z wydatkiem średnio 1,4-1,8 tys. zł miesięcznie. Tańsze są studentki i emerytki. - Moją córką opiekuje się znajoma. Płacę jej 1,3 tys. zł miesięcznie.

Jestem z niej bardzo zadowolona, bo oprócz zajmowania się dzieckiem gotuje również dla niej obiady, prasuje jej rzeczy, a czasami nawet posprząta mieszkanie - mówi Karolina, mama półtorarocznej Amelki.Rodzice, aby ciąć koszty, decydują się również na wynajęcie niani, która będzie opiekowała się dwójką dzieci jednocześnie. - Bartkiem zajmuje się kobieta, która ma dwuletnią córkę. Wozimy codziennie synka do domu niani i ona opiekuje się dwojgiem dzieci. Płacimy jej 650 miesięcznie za dziewięć godzin pracy dziennie - mówi Urszula Kalicy, warszawianka.

W innych rejonach kraju ceny są niższe, np. w Łodzi zapłacimy najczęściej 8 zł za godzinę opieki nad dzieckiem, a w Mysłowicach około 600-800 zł za miesiąc. Zdarzają się również sytuacje, w których nianie nie mogą narzekać na zarobki.- Ostatnio znajoma opowiadała mi, że nasi sąsiedzi podkupili jej nianię. Zaproponowali jej pensję o 400 zł wyższą - czyli 2,4 tys. zł. Jest to praca od 8 do 18 bez sobót i niedziel i bez żadnych dodatkowych obowiązków. Moim zdaniem to dużo. Gdybym wróciła do pracy, to po odliczeniu pensji dla niani oraz dojazdów do pracy zostałoby mi około 500 zł. Dlatego zdecydowałam się na urlop wychowawczy - mówi Dobromiła Cieszyńska, mieszkanka luksusowego osiedla pod Piasecznem.

Wysoka pensja opiekunki ma związek z dojazdami do domu dziecka. Osiedle jest oddalone o kilka kilometrów od najbliższego miasta, okolica jest słabo skomunikowana, dlatego pracę niani może podjąć w tym przypadku wyłącznie osoba zmotoryzowana. Poza tym osiedle zamieszkują osoby dobrze sytuowane, które stać na wynajęcie wykwalifikowanej i zarazem droższej opiekunki. Co ciekawe, żeby zostać nianią, nie trzeba mieć właściwie żadnych kwalifikacji czy przygotowania do opieki nad dziećmi. Ofert jest więcej niż potencjalnych opiekunek, dlatego pracę dostanie nawet młoda osoba bez żadnego doświadczenia.

Oczywiście niania z wykształceniem pedagogicznym bądź referencjami znajdzie lepiej płatną pracę. W zawodzie tym nie pracują mężczyźni. Podział ról w społeczeństwie sprawił, że jest to zajęcie zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. Kim jest superopiekunka? Rodzice przy wyborze opiekunki do dziecka nie kierują się tylko ceną. Mają różne preferencje. Jedni wolą studentki, inni starsze panie, a niektórzy decydują się jedynie na osoby, które mają doświadczenie w wychowaniu własnych dzieci. - Pracowały u mnie dwie studentki pedagogiki.

Były to panny z przekonaniem "lubię dzieci i wiem o nich wszystko". Tymczasem guzik wiedziały o takim dziecku, jak mój Maks. Czyli nie średniaczku, który akceptuje wszystko, co się dzieje, ale dziecku dość trudnym, z którym trzeba sobie wypracować jakąś linię postępowania. Maks je przerastał, nie dawały sobie rady, robił z nimi, co chciał. Nie umiały go nakarmić, zagadać czy zająć. Miałam też dwie nianie, które były po prostu mamami. Jedna miała czterolatka, obecna ma trzylatkę.

Nad Maksem nie kiwają głowami z niedowierzaniem, ale po prostu "no, jak to dziecko, ma lepsze i gorsze dni, damy radę". I jak się okazuje, nic nie jest problemem. Maks grzeczny, posłuszny, uczy się nowych zachowań. I w przyszłości będę unikała osób, które nie mają własnych dzieci. Bo teoria teorią, ale praktyka na własnym dziecku jest u niani po prostu skarbem - stwierdza mama dwuletniego Maksa i półrocznej Oli. Natomiast mama Ani i Feliksa woli studentki od osób, które posiadają doświadczenie w wychowywaniu własnych dzieci.

- Za młodością przemawia sprawność i kondycja. A przy dwójce dzieci ma to znaczenie. Miałam kiedyś na próbę panią po czterdziestce. Myślałam, że spadła mi z nieba. Wychowała czworo dzieci, świetnie gotowała. Tylko ta jej rutyna i pobłażliwe spojrzenie na mnie jako na młodą matkę, w stylu: kochana, co ty w ogóle możesz wiedzieć o dzieciach, doprowadziły do tego, że Ania wypadła jej z łóżeczka i wybiła ząb na zabawce. A z milion razy powtarzałam, że podłoga ma być czysta, żeby upadające dziecko nie mogło się jeszcze dodatkowo o coś uderzyć - mówi Natalia, mama dwójki dzieci.

Agencyjna niania

Rodzice, którzy nie są w stanie we własnym zakresie znaleźć odpowiedniej opiekunki do dziecka, mogą skorzystać z agencji niań. Wrocławska agencja Insad za taką usługę pobiera opłatę w wysokości 50 proc. miesięcznego wynagrodzenia opiekunki. Jeżeli opiekunka zrezygnowałaby z pracy w ciągu trzech miesięcy od podjęcia pracy, wówczas agencja poszuka odpowiedniej osoby na jej miejsce.

- Wszystkie opiekunki, które posiadamy w naszej bazie, mają doświadczenie w wychowywaniu dzieci w rodzinie lub podczas opieki nad obcymi dziećmi. Niektóre osoby ukończyły szkołę opiekunek dziecięcych, są emerytowanymi przedszkolankami, nauczycielkami czy byłymi pielę- gniarkami na oddziałach dziecięcych.

Większość posiada referencje - mówi Magdalena Bagniewska, specjalista ds. rekrutacji we wrocławskiej agencji Insad. Liczba zleceń składanych do agencji Insad jest zróżnicowana. Najwięcej jest ich w styczniu - około 20. Średnio w miesiącu składanych jest 10 zleceń. Płaca wykwalifikowanej opiekunki we Wrocławiu waha się średnio od 7 do 8 zł za godzinę. Z kolei w warszawskiej agencji JPB proces selekcji niań prowadzi psycholog.

To on decyduje, czy dana osoba jest odpowiednią kandydatką do pracy z dziećmi. - Rodzice często poszukują opiekunki do dziecka wśród osób z wykształceniem pedagogicznym. Oczekują od niani dużego zaangażowania w pracę z dzieckiem. Często zaprzyjaźniają się z opiekunką. Taka przyjaźń potrafi przetrwać długie lata, nawet po zakończeniu pracy. Niania zostaje rodzinną ciocią czy babcią - mówi Dorota Bączkowska z agencji JPB. Godzina pracy niani z JPB to koszt 10-15 zł za godzinę.

Niania na czarno

Opiekunki do dzieci przebierają w ofertach pracy jak w ulęgałkach. Praktycznie każdy z nas zna przynajmniej kilka osób, które świadczą pracę tego typu. Natomiast znacznie trudniej wskazać nam nianię, która pracuje legalnie. Jako opiekunki do dzieci często rejestrowane są babcie dziecka, które w praktyce wcale się nim nie zajmują. Z kolei prawdziwa opiekunka nie może liczyć na legalną pracę, musi zadowolić się pieniędzmi płaconymi "pod stołem". - Pracuję jako niania, odkąd przeszłam na emeryturę. Jest to praca na czarno. Boję się, żeby ktoś nie doniósł na mnie do urzędu skarbowego. Dlatego tylko najbliżsi znają prawdę.

Innym mówię, że opiekuję się wnuczkiem - mówi Barbara Woźniak. Żeby zatrudnić legalnie opiekunkę do dziecka, należy do ZUS-u złożyć zgłoszenie płatnika składek na druku ZFA, kopię decyzji o nadaniu NIP-u oraz druczki ZUA niezbędne do ubezpieczenia. Następnie co miesiąc uiszczać wymagane składki oraz zaliczkę na podatek dochodowy od wypłacanej pensji. Biurokracja oraz dodatkowe koszty skutecznie zniechęcają rodziców do zaproponowania opiekunkom legalnej pracy. Natomiast biologicznych babci trudności te nie przerażają. Zdarza się, że babcia prosi rodziców wnuka, aby zarejestrowali ją na 1/4 etatu (aby ciąć koszty) jako opiekunkę.

Następnie najczęściej sama uiszcza wszelkie składki i dba o comiesięczne rozliczenia. Wszystko po to, aby osiągnąć niezbędną liczbę lat pracy potrzebnych do uzyskania emerytury. Rząd polski zamierza walczyć z nielegalnym zatrudnianiem niań, bo z szacunków wynika, że około 100 tys. opiekunek pracuje na czarno. Zamierza wpro- wadzić ulgę podatkową dla osób zatrudniających opiekunów dla dzieci. Już raz pomysł się nie powiódł. Wprowadzona została podobna ulga, ale wiele formalności oraz niewielkie korzyści dla rodziców sprawiły, że procent niań legalnie pracujących nie wzrósł.

Nowa ulga ma być korzystniejsza, bo rodzice będą mogli odliczyć od dochodu oprócz składek na ubezpieczenie społeczne płacone z ich własnych środków również wynagrodzenie niani. Ulga ta jest najatrakcyjniejsza dla osób, które płacą podatek dochodowy w wysokości 30 lub 40 proc. Wówczas odliczenie kosztów związanych z zatrudnieniem opiekunki do dziecka może sprawić, że dochody zostaną zredukowane do poziomu opodatkowania według niższej stawki. Poza tym, że zatrudnienie niani legalnie może być dla nas opłacalne to wkrótce również konieczne.

Unia Europejska ujawniła projekt nowej dyrektywy, według której każda osoba, dla której pracują ludzie na czarno, będzie srogo karana. Największa kara jest przewidziana dla tych, którzy zatrudniają przynajmniej czterech pracowników bez umowy - można nawet trafić do więzienia. Natomiast tym, którzy zatrudniają na czarno tylko jedną osobę, np. nianię, grozi wysoka grzywna. Będą oni musieli również zapłacić nienaliczane dotąd składki emerytalne, zdrowotne oraz podatek.

- Chciałabym mieć umowę o pracę. W obecnej sytuacji nie mogę wziąć kredytu, bo formalnie nie mam dochodu. Poza tym lata przepracowane jako niania nie liczą mi się do emerytury. Jeśli coś mi się stanie i będę musiała być na zwolnieniu przed długi czas, to nie będę miała żadnych środków do życia - mówi Dorota Krajewska, niania dwuletniego Jasia.

Rodzice Jasia nie wykluczają, że po zmianie w przepisach zalegalizują pracę Krajewskiej. - Policzymy, co się nam będzie bardziej opłacać. Jeśli jednak koszty ubezpieczenia, podatków i pensji będą przewyższać nad korzyściami, wówczas nadal będziemy zatrudniać Panią Dorotę bez umowy - stwierdza tata Jasia.

Lepszy niemowlak czy kilkulatek?

Beata Imielińska pracuje jako niania od siedmiu lat. Opiekowała się Weroniką, Adasiem i Kubusiem. Pierwszą pracę zaproponowali jej znajomi rodziny.- Znaliśmy się wcześniej, obserwowali, jak zajmuję się dziećmi. I pewnego dnia zapytali mnie, czy zechciałabym opiekować się ich synem Adasiem. Wcześniej nie miałam doświadczenia z obcymi dziećmi, wychowałam natomiast własnego syna.

Kolejny pracodawca również sprawdził mnie, zanim zostałam zatrudniona. Gdy opiekowałam się Adasiem na placu zabaw, bardzo często obserwowała mnie mama Kuby. Po kilku tygodniach zaproponowała mi pracę - mówi Imielińska. - Dzieci lubi się wszystkie, ale oczywiście są łatwiejsze i trudniejsze w wychowaniu. Opiekowałam się m.in. Weroniką, która jest dzieckiem nadpobudliwym. W domu była bardzo niegrzeczna, natomiast nie sprawiała żadnych problemów poza nim.

Dlatego bardzo dużo z nią spacerowałam. Najmłodsze dziecko, którym się zajmowałam, miało 10 miesięcy. Nigdy nie robiło mi różnicy, czy opiekuję się niemowlakiem, czy starszym dzieckiem. Co prawda z niemowlakami praca jest bardziej odpowiedzialna. Poza tym maluszek nie opowie rodzicom, co robił w ciągu dnia i czy niania się nim dobrze opiekowała - mówi Beata Imielińska. Rodzice nigdy nie określali jej planu dnia dziecka, mogła go sama ustalić. Nie zabraniali jej również zabierać malca do domu. Nie zdarzyło jej się też, aby rodzice wymagali od niej wykonywania dodatkowych czynności. - Jestem osobą bardzo energiczną, gdy dziecko śpi, nie umiem siedzieć bezczynnie.

Dlatego wielokrotnie w wolnym czasie prasuję rzeczy rodziców i dzieci, gotuję obiad, sprzątam - mówi Imielińska. Za dodatkowe czynności często otrzymuje ekstrapieniądze od pracodawców. Za opiekę nad dziećmi płacą jej 10 zł za godzinę oraz zwracają koszty dojazdu. - Utrzymuję kontakt ze wszystkim rodzicami dzieci, którymi się opiekowałam.

Rodzice Adasia, gdy urodziła im się córka, prosili mnie, abym znów podjęła u nich pracę. Z przykrością musiałam odmówić, bo wówczas opiekowałam się innym dzieckiem - opowiada Beata Imielińska. Imielińska nigdy nie czytała żadnych poradników dotyczących wychowania dzieci. Bazuje na doświadczeniach związanych z opieką nad własnym synem. Przyznaje natomiast, że ogląda program "Superniania".

Biznes przy okazji

Nianie rzadko decydują się na otwarcie żłobka czy przedszkola. Jeżeli wychodzą z szarej strefy, to najczęściej poprzez zmianę pracy. Nowo powstające prywatne żłobki czy kluby opieki nad dziećmi to najczęściej biznesy zakładane przez młode mamy. Nie chcą się rozstać ze swoim maluchem, a chcą też zarobić. Decydują się więc na otwarcie żłobka. Jest to poniekąd biznes prowadzony przy okazji.

Wadą takich miejsc jest to, że dzieci rosną i ich założycielki za kilka lat, zamiast żłobka, będą chciały prowadzić przedszkole, a gdy ich dzieci pójdą do szkoły, zainteresowanie prowadzonym biznesem znacznie osłabnie. Oczywiście nie możemy generalizować, bo prywatne żłobki czy przedszkola równie często prowadzone są przez osoby przygotowane do pracy z dziećmi i podchodzące do tego zajęcia bardzo poważnie.Jolanta Kunert prowadzi Klub Malucha Urwisie na warszawskim osiedlu Kabaty.

Jest nauczycielką z dwudziestoletnim stażem w opiece nad dziećmi. Pracowała w pogotowiu opiekuńczym, w domu dziecka, jako nauczyciel klas 1-3 w szkole podstawowej. Była również dyrektorem pedagogicznym przedszkola. Sama wychowała dwie córki. Postanowiła otworzyć klub dla małych dzieci, gdy pojawił się problem, kto będzie opiekował się jej wnuczkiem po powrocie jego mamy do pracy. Wynajęła więc ponadstumetrowe czteropokojowe mieszkanie na parterze i dostosowała do potrzeb maluchów. - Klub Malucha Urwisie to miejsce stworzone dla dzieci, które nie chodzą do żłobków czy przedszkoli, a ich rodzice pracują.

Dzięki zebraniu większej liczby maluchów, nasza opieka nad dziećmi jest tańsza niż zatrudnienie opiekunki - mówi Jolanta Kunert. Kunert przyjmuje do swojego klubu dzieci w wieku od sześciu miesięcy do trzech lat. Rodzice mogą zdecydować się na pozostawienie dzieci na cały dzień - od 7 do 18.30 lub na określoną liczbę godzin. Za godzinę pracy niań w klubie trzeba zapłacić 15 zł. Rodzice mogą wykupić też karnety.

Za karnet na 20 godzin trzeba zapłacić 180 zł (9zł/h), za 50 godzin - 350 zł (7zł/h), a za 100 godzin - 600 zł (6zł/h). Za abonament miesięczny należy uiścić opłatę w wysokości 1100 zł. Karnety obowiązują trzy miesiące od daty zakupu. Po upływie tego terminu Klub Malucha Urwisie nie zwraca kosztów niewykorzystanych godzin. Natomiast abonament miesięczny uprawnia do zostawienia dziecka na dowolną liczbę godzin każdego dnia.

- Prowadzę klub od października ubiegłego roku. Zatrudniam na umowę o pracę cztery studentki ostatnich lat pedagogiki i psychologii. Do klubu uczęszcza średnio dwanaścioro dzieci. Aby biznes był rentowny, powinno ich być szesnaścioro - stwierdza Jolanta Kunert.Dzieci z roku na rok przybywa, a miejsc w żłobkach i przedszkolach - nie. Na przyjęcie do państwowego żłobka powinno zapisywać się dziecko jeszcze przed urodzeniem, aby mieć pewność, że znajdzie się dla niego miejsce, gdy matce skończy się urlop macierzyński. Wygląda na to, że pracy dla niań i osób prowadzących miejsca opieki nad dziećmi w najbliższym czasie nie zabraknie.

Anna Smolińska (miesięcznik Własny Biznes)

* Imiona i nazwiska niań pracujących nielegalnie zostały zmienione na ich prośbę.

Wiadomość archiwalna