Cudów na rynkach nie będzie
06:00
30.05.2008
Polska gospodarka rozwija się najlepiej od wielu lat - podkreśla Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl SA. I nie chodzi tylko o samą skalę wzrostu gospodarczego. Ważniejsze wydaje się, że chyba po raz pierwszy po 1990 roku mamy wrażenie, iż rozwój gospodarczy ma coraz bardziej charakter trwały. Wierzymy, że stabilność może nas uratować nawet przed zawirowaniami na rynkach światowych i przed chorobą na rynku amerykańskich kredytów hipotecznych.
Szczycimy się nawet odpornością na pomysły polityków. Musimy się jednak liczyć z tym, że w przyszłym roku świat zwolni, a my razem z nim. - Tempo rozwoju gospodarczego nie przekroczy w Polsce 5 proc. - twierdzi Macierzyński - a inflacja będzie wyższa od prognozowanych przez rząd 2,3 proc.
Wtóruje mu członek Rady Polityki Pieniężnej Dariusz Filar. Według niego polska gospodarka minęła szczyt cyklu koniunkturalnego na przełomie pierwszego i drugiego kwartału ubiegłego roku. W latach następnych spodziewane jest spowolnienie. Duży popyt wewnętrzny powoduje jednak, że 2008 rok nie budzi poważnych obaw. Wyroby polskich firm znajdą nabywców. Mimo niepokojących sygnałów o wzroście cen, dynamika zakupów na początku roku wcale nie zmalała. Podwyżki płac i ulgi podatkowe będą te dobre nastroje konsumenckie podtrzymywać.
Inflacja straszy
Więcej pieniędzy na rynku przynosi także ujemne skutki, powodując wzrost inflacji, która w styczniu tego roku osiągnęła 4,3 proc. Wiceminister finansów Stanisław Gomułka obawia się, że będziemy musieli z nią walczyć przez co najmniej dwa lata. Podobnie twierdzą eksperci Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Najbardziej niepokoi ich wzrost cen energii. Po pierwszej tegorocznej podwyżce czeka nas prawdopodobnie druga. Tak przynajmniej twierdzą producenci i dystrybutorzy energii.
Członkowie Rady Polityki Pieniężnej (RPP) zwykle przestrzegali zasady, że nie należy się wypowiadać o jej decyzjach, zanim nie zostaną podjęte. Tym razem mówili w lutym otwarcie, że trzeba podnieść po raz kolejny stopy procentowe, i to o 0,5 punktu, bo dotychczasowe małe kroki nie przynoszą skutku. Marian Noga, członek RPP, uważa, że i to może nie wystarczyć, żeby inflację sprowadzić do celu ustalonego przez Radę (2,5 proc., plus minus 1). Jeżeli inflacja nie wyhamuje, potrzeba będzie jeszcze dwóch podwyżek.
W grudniu zeszłego roku wyglądało na to, że rynek trochę się uspokoił. Doszły jednak nowe bodźce proinflacyjne - droższa energia, a w niedalekiej perspektywie także gaz. Były minister finansów Mirosław Gronicki szacuje, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce mogą wzrosnąć nawet o 6 proc. Marian Noga twierdzi, że RPP zrobi wszystko, żeby inflację wyhamować. Musi ona zacząć spadać w drugiej połowie roku. Konieczne będzie prawdopodobnie zaostrzenie polityki monetarnej - dodaje wiceminister Stanisław Gomułka.
Na wzroście stóp procentowych tracą przede wszystkim osoby i firmy spłacające kredyty. Zadłużenie klientów banków jest, jak na warunki polskie, wysokie, bo wynosi 260 mld zł. Zadłużenie firm - 140 mld zł. Wzrost stóp o jeden punkt procentowy zwiększa tę kwotę łącznie o 4 mld zł. O tyle więcej trzeba oddać bankom. Nie ma jednak innego wyjścia. Do galopującej inflacji dopuścić nie wolno.
Ewolucja zamiast rewolucji
Ciężarem dla gospodarki są także wysoki dług publiczny i koszty jego obsługi. Zdaniem Małgorzaty Krzysztoszek z Lewiatana dla utrzymania wzrostu gospodarczego konieczne będzie wprowadzenie wielokrotnie odraczanej reformy finansów publicznych. Ministerstwo Finansów jednak się do tego nie spieszy.
Ograniczenie wzrostu długu publicznego, obniżanie podatków i większe wydatki rozwojowe - to priorytety polityki gospodarczej - mówił w Sejmie minister finansów Jan Vincent Rostowski. Jako kolejne ważne cele wymienił: prywatyzację, liberalizację gospodarki i przygotowanie Polski do przyjęcia euro. - Nie rewolucja, lecz ewolucja jest kluczem do rozwoju Polski - dodał.
W 2009 roku mają zostać wprowadzone, zgodnie z ustawą przyjętą przez poprzedni parlament, dwie stawki podatku PIT - 18 i 32 proc., zamiast obecnych 19, 30 i 40 proc. Minister zapowiedział też, że z czasem zmniejszone zostaną obciążenia firm podatkiem CIT, ale - jak zaznaczył - tylko jeśli pozwoli na to sytuacja gospodarcza. W przyszłości dodatkowe środki budżetowe będą przede wszystkim przeznaczone na wsparcie reform systemowych poprawiających jakość usług publicznych. Warunkiem otrzymania dodatkowych pieniędzy będzie taka zmiana systemu - emerytalnego, szkolnictwa czy zdrowia - która zagwarantuje efektywne ich wykorzystanie.
To wszystko nieźle brzmi, ale przekonujące nie jest. Widać, że i ten rząd podchodzi jak do jeża do likwidacji zbędnych agencji, urzędów, funduszy celowych i innych dziur, przez które wyciekają nasze pieniądze. Podobno ma zamiar zrealizować drugi cel, wytyczony jeszcze przez prof. Zytę Gilowską, jakim jest stworzenie budżetu zadaniowego. Dobre i to, bo przynajmniej będzie wiadomo, na co poszczególne resorty wydały przyznane im środki.
Bieżący rok będzie czasem próby dla polskiej gospodarki. Dopóki była dobra koniunktura, wskaźniki wzrostu pięły się w górę. Na trudniejsze czasy jesteśmy słabo przygotowani. Gdy wszystko idzie dobrze, trudno skłonić polityków do reformatorskich działań.
Choroba po sukcesach
Jest to pierwszy od dawna rok, w którym giełdy większości krajów obudzą się i z dużym opóźnieniem dostosują do trudnej sytuacji - twierdzi Bartosz Stawiarski z Wealth Solutions. O ile w 2007 roku parkiety amerykańskie jakimś niewytłumaczalnym cudem wykpiły się od załamania, o tyle w tym roku będą miały dużo miejsca do swobodnego spadku, zgodnie z nadrzędnymi, surowymi regułami cyklu gospodarczego.
Podobnie będzie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dopiero w drugiej połowie roku przyjdzie czas odrabiania strat, jednak plusów giełda mierzona szerokim wskaźnikiem WIG raczej nie ujrzy. Rosnące (z opóźnieniem) stopy procentowe oraz taniejące nieruchomości dadzą o sobie znać, uderzając zwłaszcza w sektor bankowy. Portfel złych kredytów zapewne się pogorszy, być może pojawią się w bankach pierwsze większe straty.
Sentyment do rynków wschodzących, w tym Polski, na pewno ucierpi, gdyż globalny cykl gospodarczy minął w ubiegłym roku swój szczyt, a giełdy emerging markets były wyceniane drogo lub nawet bardzo drogo. To nie wróży dobrze największym polskim spółkom. Mimo to warto się skupić na dużych prywatyzacjach, na przykład PGE, Enei czy PLL-Lot.
Branża finansowa zanotuje duży napływ środków do produktów alternatywnych (fundusze akcji zagranicznych, surowców, przedsięwzięcia typu hedge) oraz instrumentów strukturyzowanych. Agresywne fundusze akcji odchorują swoje wcześniejsze kilkuletnie sukcesy i zarobić raczej nie dadzą (również z racji patologicznie wysokich opłat i prowizji, które zjedzą ewentualne kosmetyczne zwyżki).
Atrakcyjnie wyceniane będą niektóre spółki budownictwa przemysłowego, co zwiększa potencjał ich zwyżki w obliczu oczekiwanego przyspieszenia prac przed Euro 2012. To będzie rok triumfu kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu spółek silnych fundamentalnie, brylujących zwyżkami na tle ogólnie spadającego rynku. Warto też rozważyć zakup niektórych przedsiębiorstw z branży spożywczej i handlu detalicznego (dwucyfrowa dynamika płac zwiększa siłę nabywczą Polaków i popyt na lepszej jakości żywność), a także producentów dóbr z wyższej półki (odzież, obuwie, meble, biżuteria). Unikać należy banków oraz deweloperów mieszkaniowych, którzy na słabnącym rynku z coraz większą podażą lokali muszą schodzić z marż celem walki o klientów.
Warto poświęcić nieco więcej uwagi debiutantom w segmencie NewConnect, gdzie mogą zdarzyć się rodzynki zwielokrotniające swą kapitalizację (jednak niewypały także mogą się zdarzyć, gdyż małe spółki na wczesnym etapie rozwoju są bardzo wyczulone na rosnące koszty kredytu). Dość atrakcyjnie prezentuje się także część przynoszących sowite zyski spółek informatycznych.
W polskiej czy w amerykańskiej gospodarce zadziałają w tym roku sprawdzone prawidła cykli gospodarczych, wedle których to nie wyceny giełdowe ustawiają gospodarkę niczym ogon machający psem, lecz odwrotnie. Cudów nie będzie, ale schody owszem.
Oczy zwrócone na Amerykę
Cały świat patrzy obecnie na Amerykę. Administracja George'a Busha dwoi się i troi, żeby pobudzić gospodarkę. Podjęto desperackie decyzje o obniżaniu podatków w sytuacji, gdy w kasie państwa są coraz większe dziury. Urząd Rezerwy Federalnej obniża stopy procentowe, osłabiając jednocześnie dolara. Banki, które straciły najwięcej na kredytach hipotecznych, dostają wsparcie finansowe. To wszystko może jednak nie wystarczyć. Większość ekspertów twierdzi, że USA od kryzysu się nie wywiną. Jeżeli mają rację, przygotujmy się na problemy także w polskiej gospodarce. Taki jest urok globalizacji.
Czesław Rychlewski
Źródło:
