Rysa na monolicie
16:00
19.06.2008
Nasz najważniejszy konkurent został poważnie osłabiony - stwierdza Jakub Benke, prezes grupy domów mediowych Starcom MediaVest, komentując to, co w maju stało się w domu mediowym MediaCom Warszawa. Odejście stąd niemal całej kadry zarządzającej branża postrzega jako wydarzenie roku. MediaCom opuścili znani fachowcy: dyrektor zarządzający Marcin Bogłowski, dyrektor zakupu Andrzej Karasowski, dyrektor planowania strategicznego Maciej Ziąbrowski oraz szef działu interaktywnego Beyond Interaction Marcin Skowroński.
- Bogłowski i Karasowski to fundamenty, które zostały nagle wyjęte spod budynku. Są świetnymi specjalistami oraz menedżerami sprawnie zarządzającymi zespołem, potrafiącymi go zintegrować - mówi Benke.
Branża przeciera oczy ze zdziwienia, bo MediaCom słynął ze stabilnej kadry zarządzającej. Bogłowski był szefem firmy od pięciu lat, a pracował w niej od 12, niemal od początku kariery. Pozostała trójka także zaczynała w MediaComie. Ta zatrudniająca 120 osób firma należy do czołówki domów mediowych w Polsce. Ma na koncie aż 17 statuetek Effie, najwięcej spośród domów mediowych w historii konkursu efektywności reklamowej Effie w Polsce.
Nagradzane kampanie marek, takich jak Snickers oraz Puma, przygotowywane przez MediaCom, nierzadko wyznaczały nowe trendy. Dom ma stabilne portfolio klientów - m.in. Procter & Gamble, Mars Polska, Danone Polska, Axel Springer Polska, Bayer, Shell, UniCredit, Škoda Auto Polska, Tesco Polska, Agros Nova, Kamis-Przyprawy SA - którego zazdroszczą mu konkurenci. - Wydawało się, że to monolit, którego nie da się rozbić - nie kryje zdziwienia Adam Łapiński, prezes domu mediowego StarMedia. Według niego nie było żadnych sygnałów, które mogłyby wskazywać na taki zwrot wydarzeń.
Nie odchodzą w ciemno
Sygnałów nie dostrzegli też sami pracownicy domu. O odejściu szefów dowiedzieli się z e-maila rozesłanego po długim majowym weekendzie, choć wszystko rozegrało się kilka miesięcy wcześniej. - Decyzję podjąłem pod koniec ubiegłego roku - przyznaje Marcin Bogłowski. - Na początku roku poinformowałem sieć, a w marcu kluczowe osoby w firmie oraz szefostwo GroupM (struktura nadrzędna wobec MediaComu, obie należą do WPP - przyp. red.). Ponieważ do decyzji o odejściu dojrzeliśmy z całą czwórką wspólnie, postanowiliśmy to zrobić równocześnie. Pojedyncze odejścia rozłożone w czasie mogłyby bardziej osłabić firmę.
Starannie przeprowadziliśmy proces przekazywania kompetencji, tak by była to jak najmniejsza strata dla firmy. Poinformowaliśmy klientów, ustaliliśmy, komu przekażemy obowiązki. Na szczęście w MediaComie są doświadczone osoby. Nie musieliśmy nikogo szukać na rynku - opowiada szczegóły planu Bogłowski.
Oficjalne powody odejścia jego i kolegów to: zmęczenie, chęć zmiany i podjęcia nowych wyzwań. - Po przejęciu MediaComu przez WPP zmniejszyła się nasza niezależność. Bycie szefem zaczęło się ograniczać w większym stopniu do pilnowania finansów i administrowania. Brakowało mi kreatywnych zadań.
Wcześniej zarządzanie MediaComem miało bardziej autorski charakter - mówi Bogłowski. Maciej Ziąbrowski zaś tłumaczy: - MediaCom to moje pierwsze miejsce pracy. Być może dlatego chciałbym spróbować jeszcze czegoś innego. Cała czwórka stanowi zgrany zespół, nie wykluczają dalszej współpracy. Jednak nie zdradzają, co zamierzają. Bogłowski zapewnia, że nie przechodzą do konkurencji. Branża spekuluje, że być może założą własną firmę albo że będą pracować w Grupie ITI.
Jakub Bierzyński, prezes grupy domów mediowych Omnicom Media Group, przypuszcza, że pierwsza wersja jest mniej prawdopodobna. - Jeśli ktoś zakłada własną firmę, raczej tego nie ukrywa. Chętnie o tym mówi, choćby po to, by zareklamować nowe przedsięwzięcie. Bardziej jestem skłonny wierzyć, że ci panowie mają już zapewnione posady. Ze stanowisk, które zajmowali, co wiąże się z określonymi przywilejami majątkowymi, nie odchodzi się w ciemno - mówi Bierzyński.
Konflikt interesów
- Skoro z firmy odchodzą aż cztery kluczowe osoby, to znaczy, że był jakiś błąd w systemie - przypuszcza Jakub Benke ze Starcomu. - Widocznie nie były dostatecznie zmotywowane i związane z firmą - dodaje. Gdy szefowi innego domu mediowego przedstawiam oficjalne powody odejścia szefów MediaComu, nie wierzy. - To korporacyjna poprawność. Znam Marcina i słyszałem jego zdanie na ten temat. Nie sprawiał wrażenia osoby, która szukała nowych wyzwań - mówi, prosząc o anonimowość.
Niektórzy jako powód odejścia podają nazwisko Tomasza Englerta, szefa GroupM. Był on dyrektorem generalnym MediaComu do 2003 roku, następnie odszedł do ITI i wrócił w 2005 roku na stanowisko dyrektora zarządzającego, potem awansował na szefa GroupM. Po jego odejściu Bogłowski wraz z Agnieszką Kosik (przeszła z Optimum Media OMD, gdzie była również dyrektor zarządzającą) przejęli zarządzanie firmą, ułożyli ją po swojemu, dobrali zespół. Po czym sieć zdecydowała się ponownie zatrudnić Englerta. - Dla Bogłowskiego i Kosik była to degradacja. Wiem, że nie byli zachwyceni.
Z rozmów nie tylko z Bogłowskim, lecz także z innymi szefami domów mediowych z GroupM wiem, że ta konfliktowa sytuacja również później nie została rozładowana. Englert, który został narzucony przez sieć, dał się we znaki wszystkim zarządzającym domami mediowymi z grupy. Wcześniej mieli większą niezależność - opisuje sytuację w GroupM nasz rozmówca. GroupM, oprócz MediaComu, tworzą: Mediaedge:cia, MindShare Polska, Maxus. Nie zawsze interes poszczególnych członków był zgodny z interesem grupy jako całości. Bywało ponoć, że Englert i poszczególni szefowie domów mediowych wchodzili sobie w paradę.
- To się często zdarza i nie tylko w GroupM - komentuje Zbigniew Badziak, dyrektor biura reklamy TVP. - W takich sytuacjach często dochodzi do konfliktu interesów, które trudno pogodzić. W przypadku GroupM kłopot polega także na tym, że trudno w tej strukturze określić, kto i jakie ma kompetencje. Ustalamy więc wszystko najpierw z poszczególnymi menedżerami, a potem jeszcze z szefem szefów Tomaszem Englertem, co wydłuża proces - opowiada dyrektor Badziak.
Anna Lubowska, dyrektor zarządzająca Mediaedge:cia na Europę Środkową i Wschodnią, uważa, że pogłoski o konflikcie w GroupM są przesadzone. - Różnice zdań bywają zawsze tam, gdzie jest wiele interesów do pogodzenia - przekonuje Lubowska. - Jednak nie widziałam przy tej okazji zacietrzewienia albo przejawów frustracji. To prawda, że Tomasz Englert jest osobą szorstką we współpracy, nie mam mu jednak nic do zarzucenia. Jest świetnym fachowcem - mówi Lubowska.
Nie wszyscy menedżerowie z domów skupionych w GroupM są jednak przychylni Englertowi. Nie zgadzają się mówić o tym pod nazwiskiem. - Odnoszę wrażenie, że Tomasz Englert nie umie porozumieć się z ludźmi. Dąży do celu za wszelką cenę. Ale czy to zawsze dobrze służy wszystkim firmom w grupie? - powątpiewa jeden z menedżerów.
Sam Bogłowski zapewnia, że spekulacje branży na temat jego konfliktu z Englertem są przejaskrawione i niesprawiedliwe wobec tego drugiego. - To prawda, że z Tomaszem Englertem nie współpracuje się łatwo. Byłbym jednak małostkowym człowiekiem, gdybym odchodził z jego powodu - kwituje. - Tym bardziej że znam Englerta długo. Jak nikt inny rozumiem jego motywację. Kiedy pierwszy raz odchodził z MediaComu, właśnie mnie wskazał sieci jako swojego następcę - przypomina.
Co zrobi szefowa
Jednak na początku czerwca okazało się, że i Tomasz Englert rozstanie się z GroupM. David Lhota, dyrektor zarządzający GroupM w Europie Środkowo-Wschodniej, przekazał nam, że firma rozmawia właśnie z Englertem na temat jego dalszego zaangażowania i współpracy w ramach grupy. Sam Englert mówił, że pozostanie CEO w GroupM najwyżej do końca roku. - Wygląda na to, jakby sytuacja została wyczyszczona. Jakby teraz stawiali na nową kartę, czyli wprowadzenie poważnych zmian w firmie - komentuje ruch regionalnego szefostwa GroupM Daniel Lenarczyk, dyrektor zarządzający grupy ZenithOptimedia.
Powody, którymi kieruje się czwórka menedżerów opuszczających MediaCom, Englert komentuje niechętnie. - Proszę ich o to pytać - odsyła, lecz dodaje: - Rozumiem ich motywację, bo sam kiedyś czułem się zmęczony i chciałem spróbować czegoś nowego, z tego powodu odchodziłem z MediaComu. Natomiast nic nie wiem o konflikcie, który miałby nas poróżnić. Bardzo dobrze oceniam współpracę z nimi. Rozstajemy się w zgodzie.
Stery w MediaComie powierzono obecnie Agnieszce Kosik, która została dyrektor generalną. Ostatnio była szefową Maxus/Guideline, siostrzanej spółki MediaComu.
Zarząd MediaComu powiększono z czterech do pięciu osób. Agnieszkę Kosik wspiera pięciu menedżerów awansowanych do zarządu: Marcin Dobek - business development director, Jakub Kossut - dyrektor działu badań i client service directorzy - Anna Dzierzędzka, Daria Sacha i Łukasz Ziomek. Agnieszka Kosik również wzbudza w środowisku wiele dyskusji. Jedni ją chwalą, inni krytykują. - Bardzo ceniłem sobie współpracę z Agnieszką Kosik - przedstawia swój punkt widzenia Marcin Wieczorkowski, brand communication director z sieci Play, którą Guideline wprowadzał na rynek.
Także Adrian Kawecki, prezes MindShare Polska, były podwładny Kosik, gdy oboje pracowali w Optimum Media OMD, chwali ją: - Wiele się od Agnieszki nauczyłem. Zwłaszcza gdy chodzi o budowanie dobrych relacji z klientami.
Jednak są też odmienne opinie. - Agnieszka Kosik w reklamie skupia się na kosztach, a nie na ciekawych rozwiązaniach - opowiada kontrahent z biura reklamy jednej ze stacji. A były współpracownik z Optimum Media OMD uważa: - Moim zdaniem Kosik ani nie rozwinie tej firmy, ani jej nie zaszkodzi.
Z Agnieszką Kosik nie udało się nam skontaktować przed zamknięciem numeru. Na to, jak poprowadzi firmę, czekają konkurenci. Jakub Bierzyński z Omnicom Media Group: - Osłabienie MediaComu związane z odejściami to na pewno sygnał, by się zainteresować, czy klienci tej agencji są nadal zadowoleni z jej serwisu.
Przekonać na nowo
Czy klienci MediaComu są zadowoleni ze zmian - jeszcze sami nie wiedzą. Niektórzy mają wątpliwości. - Jest to dla mnie niepokojące - przyznaje Katarzyna Starke-Zarańska, kierownik ds. mediów i marki własnej Tesco Polska. - Będziemy się bacznie przyglądać tej współpracy i czy na tym nie ucierpimy.
Ewa Kamińska-Lampart, dyrektor marketingu prasy codziennej w Axel Springer Polska, nie kryje: - Z żalem przyjęłam wiadomość, że odchodzą, zwłaszcza Marcin Bogłowski i Andrzej Karasowski - mówi. - W dodatku odchodzi także Dorota Dzianachowska, szefowa zespołu, który nas obsługuje.
Bogłowski i Karasowski to osoby, które mnie przekonały do oferty MediaComu, gdy rok temu organizowaliśmy przetarg. Mieli ciekawe pomysły. Ich odejście to także problem dla nas. Rozważamy rozpisanie przetargu, choć oczywiście najpierw spotkamy się z pracującym dla nas zespołem po stronie MediaComu. Będą nas musieli przekonać do siebie na nowo - dodaje.
Magdalena Łukasiuk
Źródło:
