Polacy pracują na czarno
06:00
20.06.2008
Tak wynika z raportu "Przyczyny pracy nierejestrowanej w Polsce" wykonanego na zlecenie MPiPS przez dwa niezależne konsorcja: IPiSS i CBOS oraz CASE i Millword-Brown MG/KRC. Jest to jedyne w Polsce tak kompleksowe badanie tego zjawiska, wspólny, niezwykle ciekawy raport placówek o tak różnym charakterze jak IPiSS i CAE to godny naśladownictwa ewenement.
Szacunki rozmiarów szarej strefy są bardzo trudne, ani poszczególni pracownicy, ani firmy nie chcą przyznawać się do działań pół- lub całkowicie nielegalnych. Jednak naukowcom udało się zbudować pewien kanon wiedzy empirycznej na temat szarej strefy w Polsce właśnie dzięki badaniom, które miały niezwykle szeroki zasięg. Objęły reprezentatywną grupę Polaków (ponad 9 tys. osób), 8 tys. gospodarstw domowych i ponad 18 tys. ich członków, 1000 firm, ok. 2,5 tys. ogłoszeń z ofertami pracy, z których - jak się okazało - 8 proc. dotyczyło pracy nierejestrowanej.
Przeprowadzono ponadto setki wywiadów z pracującymi w szarej strefie, w tym z cudzoziemcami zza wschodniej granicy. Dla oszacowania wielkości "szarego PKB" zastosowano np. metodę opartą na popycie na energię elektryczną oraz na popycie na pieniądz - gospodarka nierejestrowana nie kocha banków, zatem trudny do wyjaśnienia wzrost popytu na gotówkę wyjaśnia się wzrostem szarej strefy.
Ma ona niejako dwie strony: negatywną, przynoszącą straty, jako że stwarza warunki dla nieuczciwej konkurencji, pracowników pozbawia zagwarantowanej w Kodeksie pracy ochrony, a budżet państwa - podatków oraz pozytywną, przynoszącą pewne korzyści. Wiele gospodarstw nie byłoby w stanie utrzymać się bez dochodów z pracy nierejestrowanej. Ponad 1/3 badanych przez IPiSS (36,4 proc.) uznało, że dzięki tej pracy ich rodzina wiąże koniec z końcem, a dla 14 proc. nawet podjęcie takiej pracy nie wystarcza na zaspokojenie wszystkich bieżących potrzeb.
Naukowcy z różnych krajów szacują, że dochody uzyskane w tej strefie w 2/3 trafiają na legalny rynek zwiększając tym samym popyt konsumpcyjny i wpływy budżetowe z VAT-u. Zaletą jest także i to, że praca nierejestrowana faktycznie rozszerza rynek pracy: powstają wprawdzie najczęściej miejsca pracy o niskiej produktywności i niskich płacach, ale nie powstałyby one w formalnej sferze gospodarki. Dla pewnej grupy osób, szczególnie o niskich kwalifikacjach, są one w praktyce jedyną szansą na własne dochody.
Mimo wyraźnej, w ostatnim okresie poprawy sytuacji na rynku pracy, sytuacja na lokalnych rynkach jest bardzo zróżnicowana. W połowie zeszłego roku w 9 powiatach na jedną ofertę pracy przypadało od 101 do 1000 bezrobotnych.
- Zdecydowana większość badanych niezależnie od branży podaje brak pracy legalnej jako podstawową przyczynę podjęcia przez nich pracy na czarno - mówiła prof. Anna Giza-Poleszczuk (CASE) na konferencji w MPiPS (28 kwietnia) podczas prezentacji raportu. Jej zdaniem badani mówiąc o braku pracy mają na myśli brak akceptowalnej pracy z odpowiednia płacą.
Z badań przeprowadzonych parę miesięcy temu przez IPiSS w urzędach pracy wynika natomiast, że średnia oferta pracodawców to 922 zł brutto miesięcznie. Płaca godzinowa w szarej strefie była w tym czasie dwa razy wyższa niż na legalnych stanowiskach. Ponadto 70 proc. ofert wpływających do urzędów pracy to praca na 3 - 4 miesiące.
- W szarej strefie jest więcej atrakcyjnych ofert, płaca w wielu przypadkach ma bardziej godziwy charakter - mówił prof. Mieczysław Kabaj (IPiSS). I apelował do obecnych na konferencji pracodawców, by zweryfikowali swoje legalne oferty. "Wydobycie" pracownika z szarej i jego przejście do legalnej strefy zależy bowiem w znaczącym stopniu od oferowanej płacy.
Ale nie tylko. Badania ujawniły jeszcze jeden korzystny, a nieznany dotychczas aspekt pracy w szarej strefie. W potocznej opinii to tu bije źródło wyzysku, to tu są fatalne warunki pracy i tu pomiata się pracownikiem. Okazuje się, że nie jest to reguła, a szara strefa podlega procesowi legitymizacji i nobilitacji.
- Znaleźliśmy masę ludzi, którzy mieli negatywne doświadczenia w pracy legalnej i młodych, zwłaszcza z prowincji i starszych, po pięćdziesiątce - mówiła prof. Giza Poleszczuk. Ci tam skrzywdzeni czują się w szarej strefie doceniani i darzeni zaufaniem, relacja z pracodawcą jest w ich mniemaniu bardziej zrównoważona, stosunki w pracy bardziej "ludzkie". Znajdują oni, o paradoksie, w tej nielegalnej pracy atmosferę sprzyjającą odzyskiwaniu godności. Nie wystawia to najlepszego świadectwa pracy na jawnym etacie.
Badania podważają jeszcze jeden mit: powszechne przekonanie, że przedsiębiorcy wymuszają pracę bez umowy, bądź za minimalną stawkę "na papierze" i znaczącą resztę płaconą "pod stołem". 70 proc. ankietowanych uzgadniało warunki pracy na czarno z pracodawcą, tylko 23 proc. deklarowało, że zostali do niej przymuszeni. Największy odsetek pracuje na czarno w gospodarstwach domowych - od sprzątaczek, po korepetytorów.
Tradycyjna branża szarej strefy to budownictwo (klienci wolą ekipy prywatne, nierejestrowane, ale z referencjami), a także gastronomia i hotelarstwo. Tu pracuje się w szarej strefie najczęściej z wyboru. Natomiast w gospodarstwach rolnych - pod przymusem ("Mnie nikt gdzie indziej nie potrzebuje").
Przyczyny wchodzenia w szarą strefę są więc bardzo różne, ale co charakterystyczne - duża część badanych wybrałaby pracę na czarno nawet wówczas, gdyby miała inny, pełny wybór. Wolą żyć w sferze więzi nieformalnych niż sformalizowanych. Blisko 10 proc. badanych za atut tej pracy uznało możliwość porzucenia jej z dnia na dzień, bez konsekwencji. Zwłaszcza budowlańcy nie chcą się wiązać umową, bo w zasięgu ręki jest często lepsza praca za granicą.
W ocenie pracodawców zatrudnienie nierejestrowane jest zdecydowanie tańsze, koszty pracy niższe, a pracownik bardziej dyspozycyjny. Zaletą jest także możliwość uniknięcia czasochłonnych i skomplikowanych procedur administracyjnych, brak kłopotów "z chorobowym", urlopami, nadgodzinami itp. "Czysta sytuacja" - płaca za wykonaną pracę.
Sytuacja może i jest "czysta", niemniej jednak większość pracodawców ocenia ją jako nienormalną: uczciwe firmy chcąc sprostać konkurencji są zmuszane do zatrudniania na czarno.
Szara strefa istnieje, bo istnieją warunki - mówił Michał Boni, szef doradców premiera. Istnieje nie tylko jako przymus, ale jako wybór. Nie tylko pracodawca, także pracownik potrzebuje takiej formy zatrudnienia.
Jego zdaniem nie chodzi o to, aby zakazać i karać, nie można bowiem działać wbrew strategiom, jakie ludzie wybierają dla swego własnego życia. - Jakim rodzajem polityki spowodować, aby to przechodzenie do realizowania własnej strategii, mogło się odbywać w większej niż obecnie skali, tym obszarze legalnym?
Na konferencji bardzo sensowne rekomendacje, jak zmniejszać szarą strefę, zaprezentował Krzysztof Pater (IPiSS). Jednak i on i inni naukowcy podkreślali, że nie istnieje żadna społeczna presja na rejestrowanie pracy nielegalnej, jest ona społecznie akceptowana, nie budzi potępienia, a dla wielu jest po prostu sposobem na życie.
I. Dryll
Źródło:
